Afera w Szpitalu Południowym. Dr Sutkowski o patologiach w służbie zdrowia
Afera wokół Szpitala Południowego stała się jednym z najmocniejszych uderzeń w zaufanie do publicznej ochrony zdrowia. Dr Michał Sutkowski, prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, w “Rozmowie Gońca” przyznaje, że sprawa może być „potężną aferą”, ale przestrzega przed pochopnym przesądzaniem najcięższych zarzutów. Jego zdaniem problem nie kończy się jednak na jednym lekarzu, jednym SOR-ze ani jednym szpitalu.
Afera Szpitala Południowego jako „okno Overtona”
Dr Michał Sutkowski nie ukrywa, że pierwszą reakcją na doniesienia dotyczące Szpitala Południowego było u niego poczucie, że opinia publiczna ma do czynienia ze sprawą znacznie większą niż tylko lokalny skandal.
– Dosyć szybko zdałem sobie sprawę, że jest to potężna rzeczywiście afera. Afera w tym sensie potężna, że ona kumuluje różnego rodzaju nakładające się na siebie kalki patologii w systemie ochrony zdrowia – mówił w “Rozmowie Gońca”.
Lekarz podkreślał, że obok oburzenia i politycznej burzy pojawia się także szansa. Jego zdaniem sprawa może stać się rodzajem społecznego przełomu, który zmusi rządzących, środowisko medyczne i pacjentów do rozmowy o prawdziwych źródłach kryzysu.
– Pomyślałem sobie, że to takie trochę swoiste okno Overtona, które się otwiera – ocenił Sutkowski. Jak dodał, opinia publiczna może właśnie teraz zrozumieć, że „to jest ten moment, w którym można wiele rzeczy zmienić”.
Sutkowski o zarzutach ws. Szpitala Południowego
W rozmowie padł także wątek najcięższych oskarżeń formułowanych publicznie wobec sytuacji na SOR-ze. Chodzi o sugestie, że pacjenci mieli umierać, ponieważ ktoś „się uczył”. Dr Sutkowski podchodzi do tych twierdzeń z dużą ostrożnością.
– Szczerze powiedziawszy, nie chciało mi się wierzyć, że taka sytuacja miała miejsce i dalej nie chce mi się wierzyć – powiedział.
Jednocześnie zaznaczył, że sprawa musi zostać wyjaśniona przez odpowiednie instytucje, a śledztwo powinno być prowadzone stanowczo i bez zamiatania czegokolwiek pod dywan.
– Dopóki nie wiemy, nie mamy pewności, nie ma śledztwa przeprowadzonego, należy z całą mocą i z całą stanowczością oczywiście je prowadzić, dochodzić do prawdy – podkreślił lekarz.
Sutkowski zwrócił uwagę, że część informacji dotyczących sprawy już się potwierdziła, m.in. doniesienia o zarobkach młodego lekarza i nieprawidłowościach organizacyjnych. To jednak, jak zaznaczył, nie oznacza automatycznie, że każde publicznie wypowiedziane oskarżenie musi być prawdziwe.
– To nie oznacza, że wszystkie informacje, które wygłasza sygnalista, nazwijmy to tak, są prawdziwe – mówił.
Milczenie w prokuraturze i polityczne „przegrzanie” sprawy
Prowadzący zapytał także o zachowanie lekarza, który miał publicznie formułować bardzo poważne zarzuty, a następnie w prokuraturze – według przywołanych informacji – nie zdecydował się składać zeznań i odpowiadać na pytania śledczych.
– Oczywiście, że tak, bardzo się dziwię – przyznał Sutkowski.
Zastrzegł jednak, że samo milczenie nie musi jeszcze oznaczać, iż wcześniejsze słowa były nieprawdziwe. Jak mówił, mogą istnieć inne powody takiej postawy. Mimo to ekspert nie ukrywał, że opinia publiczna ma prawo oczekiwać szybkich, konkretnych ustaleń.
Zdaniem Sutkowskiego jednym z największych zagrożeń jest teraz polityczne „przegrzanie” sprawy. Jeżeli afera zostanie sprowadzona wyłącznie do wojny partyjnej albo jednego personalnego konfliktu, systemowa lekcja może zostać zmarnowana.
– Mamy wiele bardzo wątków indywidualnych, medycznych, moralnych, politycznych, systemowych i te wątki się na siebie nakładają – ocenił.