Znajomi lekarki z Lutoryża ujawnili nieznane fakty. "Poznała człowieka", mówią o kłopotach
Przy domu, w którym do niedawna mieszkała Magdalena H., znaleziono 34 ludzkie płody lub ich fragmenty. Patomorfolożka usłyszała już zarzuty zbezczeszczenia zwłok i porzucenia odpadów niebezpiecznych. Teraz reporterzy „Uwagi! TVN” dotarli do nowych informacji o jej życiu, pracy, relacji z młodszym mężczyzną i ogromnych długach.
Szokujące odkrycie w Lutoryżu. Śledczy przez kilka dni sprawdzali posesję
Sprawa z małej miejscowości Lutoryż pod Rzeszowem wstrząsnęła opinią publiczną. To właśnie tam, na posesji, na której wcześniej mieszkała Magdalena H., dokonano makabrycznego odkrycia. 11 czerwca śledczy ujawnili ludzkie płody albo ich fragmenty. Według przekazanych informacji chodzi łącznie o 34 takie przypadki.
Po odkryciu teren nie został szybko zamknięty i opuszczony. Przez kilka kolejnych dni pracowali tam śledczy. Sprawdzano posesję bardzo dokładnie, bo charakter znaleziska wymagał zabezpieczenia każdego możliwego śladu. W działaniach pomagały specjalnie wyszkolone psy, wykorzystano też georadar. To pokazuje, że służby traktowały sprawę jako wyjątkowo poważną i zakładały, że na miejscu mogą znajdować się kolejne dowody.

Zebrany materiał doprowadził do zatrzymania Magdaleny H. Kobieta ma 57 lat i jest patomorfolożką. Po czynnościach procesowych usłyszała zarzuty dotyczące zbezczeszczenia zwłok oraz porzucenia odpadów niebezpiecznych. Sąd zdecydował o zastosowaniu wobec niej tymczasowego aresztu na trzy miesiące. Śledztwo nadal trwa, a jego ustalenia mają odpowiedzieć między innymi na pytania o pochodzenie znalezionych szczątków oraz okoliczności, w jakich trafiły one na posesję.
Sprawa jest tym bardziej poruszająca, że Magdalena H. nie była osobą przypadkową dla świata medycyny. Przez lata funkcjonowała w środowisku zawodowym jako lekarka związana z patomorfologią. Do 2017 r. była także biegłą sądową z tej dziedziny. Nieoficjalnie pojawiły się informacje, że przestała pełnić tę funkcję po popełnieniu błędu. Nadal jednak prowadziła działalność medyczną i miała prywatny gabinet w Rzeszowie.
Magdalena H. była cenioną patomorfolożką. Znajomi nie kryją zdziwienia
Reporterzy programu „Uwaga! TVN” dotarli do osób, które znały Magdalenę H. z wcześniejszych lat. Z ich relacji wyłania się obraz kobiety, która przez długi czas była odbierana jako kompetentna, wykształcona i dobrze funkcjonująca zawodowo. Dla wielu osób, które miały z nią kontakt, obecne zarzuty są trudne do pogodzenia z tym, jak wcześniej ją postrzegano.
– Magda jest doktorem nauk medycznych, patolożką, przez pewien czas pracowała z mamą lekarką, po czym przejęła po niej gabinet i pracowała sama. Była barwną postacią, ubierała się w specyficzny sposób, miała kolorowe włosy, była bardzo dowcipna. Nigdy bym nie przypuszczał, że coś takiego mogłoby się zdarzyć. Przez tyle lat Magda nie wykazywała cech, które by wskazywały na to, że ona, osoba wykształcona, mądra, znająca procedury, mogłaby dokonać czegoś takiego – mówił rozmówca reporterów programu „Uwaga! TVN”.
Magdalena H. przez pewien czas miała bardzo dobrą pozycję zawodową. Według relacji osób, które ją znały, jako patomorfolożka współpracowała ze szpitalami i była ceniona. Wcześniej mieszkała w willowej dzielnicy Rzeszowa. Prowadziła prywatną działalność i laboratorium, w którym zajmowano się badaniami patomorfologicznymi. Chodziło o pracę z wycinkami tkanek ludzkich, na przykład guzami, zmianami skórnymi czy materiałem cytologicznym.

Jedna z rozmówczyń „Uwagi! TVN” opisywała, że miała z Magdaleną H. kontakt w prywatnym szpitalu. Z jej relacji wynika, że lekarka wykonywała zlecenia, odbierała próbki, opracowywała wyniki i dostarczała je z powrotem. Była postrzegana jako osoba konkretna i życiowa.
– Pracuję w prywatnym szpitalu, w którym pani doktor miała podpisaną umowę. Miała renomę. Brała próbki do siebie, oznaczała i przywoziła wyniki. Dla mnie to była fajna, życiowa kobieta – opowiadała rozmówczyni programu „Uwaga! TVN”.
Wątpliwości dotyczące charakteru zabezpieczonego materiału wyjaśniał ekspert z zakresu medycyny sądowej. Podkreślił on, że prywatne laboratoria patomorfologiczne zajmują się innym rodzajem badań niż te, które dotyczą całych płodów.

– To prywatna działalność gospodarcza i laboratorium patomorfologiczne, gdzie bada się wycinki tkanek ludzkich w postaci guzów, które są wycięte z organizmu, zmian na przykład skórnych, cytologii. Natomiast nigdy do prywatnych laboratoriów nie są zlecane badania całych płodów. Takie badania wykonywane są tylko w specjalistycznych zakładach albo przy szpitalach, albo jeżeli jest to przedmiotem zainteresowania prokuratury, w zakładach medycyny sądowej – wyjaśniał dr n. med. Filip Bolechała z Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie w rozmowie z „Uwagą! TVN”.
Ekspert nie ukrywał, że z zawodowego punktu widzenia trudno znaleźć racjonalne wytłumaczenie dla sytuacji opisanej w materiale TVN. Zwrócił uwagę na własne wieloletnie doświadczenie w pracy ze zwłokami i szczątkami ludzkimi.
– W moim odczuciu, a pracuję ze zwłokami i szczątkami ludzkimi już ponad ćwierć wieku, to jest absolutnie nielogiczne i pozbawione sensu – zaznaczył dr n. med. Filip Bolechała w programie „Uwaga! TVN”.
Wakacyjna znajomość, problemy finansowe i pół miliona złotych zobowiązań
Z ustaleń reporterów „Uwagi! TVN” wynika, że w życiu Magdaleny H. w pewnym momencie doszło do wyraźnej zmiany. Osoby z jej otoczenia wiążą ten moment z relacją, którą miała nawiązać podczas wakacyjnego wyjazdu. Według jednej z relacji kobieta poznała wtedy dużo młodszego mężczyznę pochodzenia arabskiego i wróciła z nim do Polski.
– Wyjechała na wakacje, poznała człowieka pochodzenia arabskiego, z którym tutaj wróciła. Ten człowiek był dużo młodszy. I od tego momentu wszyscy zaczęliśmy stwierdzać, że z Magdą zrobiło się coś nienaturalnego. Ona straciła dla niego głowę – twierdził rozmówca programu „Uwaga! TVN”.
To właśnie ta relacja, według osób znających lekarkę, mogła zbiec się w czasie z narastającymi problemami zawodowymi i finansowymi. W materiale wskazano, że Magdalena H. miała przestać regulować wynagrodzenia wobec zatrudnianych laborantek. Pojawiły się też trudności z opłatami za wynajmowany lokal, w którym prowadziła działalność.

Jedna z osób z jej otoczenia relacjonowała, że o kłopotach Magdaleny H. rozmawiała z jej matką. Według tej relacji rodzina i znajomi mieli dostrzegać, że lekarka wydaje pieniądze w sposób, który nie służył prowadzeniu firmy ani stabilizacji zawodowej. Z czasem problemy miały się pogłębiać.
– Miałem kontakt z jej mamą, w czasie kiedy z Magdą zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Rozmawialiśmy kilkukrotnie, wspominała o kłopotach finansowych Magdy, że ma trudności w płatnościach za lokal, który wynajmowała. Kojarzyliśmy to z tym mężczyzną, że to powoduje, że wydaje nieproporcjonalnie dużo na inne sprawy, a nie na sprawy zawodowe. I w końcu straciła lokal – mówił znajomy kobiety w rozmowie z „Uwagą! TVN”.
Następstwa finansowe miały być poważne. Magdalena H. straciła gabinet, a później musiała sprzedać dom w Rzeszowie. Następnie kupiła nieruchomość w Lutoryżu. To właśnie ta posesja stała się później miejscem wstrząsających działań śledczych.
Według informacji przytoczonych przez reporterów, od 2021 r. wobec Magdaleny H. toczyło się 19 postępowań o zapłatę. Jej zobowiązania miały sięgać około 500 tys. zł. To pokazuje skalę problemów finansowych, z którymi miała się mierzyć w ostatnich latach.
Po wyprowadzce z Lutoryża lekarka zamieszkała w Rzeszowie, w domu swojej matki, która nie żyje od dwóch lat. Ostatnio współpracowała z gabinetem patomorfologicznym w Zamościu. To właśnie w tym mieście została zatrzymana. Teraz dalsze ustalenia należą do śledczych, którzy badają zarówno okoliczności znalezienia ludzkich płodów i ich fragmentów, jak i działalność oraz sytuację osobistą Magdaleny H. z ostatnich lat.