Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > „Wzajemnie podziwiają swoje działania". Prof. Daniel Boćkowski o sekretnej więzi Trumpa i Putina
Damian  Popilowski
Damian Popilowski 12.03.2026 11:32

„Wzajemnie podziwiają swoje działania". Prof. Daniel Boćkowski o sekretnej więzi Trumpa i Putina

„Wzajemnie podziwiają swoje działania". Prof. Daniel Boćkowski o sekretnej więzi Trumpa i Putina
Prezydent USA, fot. GAVRIIL GRIGOROV/AFP/East News

W relacjach na linii Waszyngton–Moskwa rok 2026 przynosi kontynuację specyficznej dynamiki, w której osobiste relacje liderów przeplatają się z brutalną kalkulacją sił. Donald Trump, realizując swoją wizję polityki zagranicznej, balansuje między podziwem dla autorytarnych metod sprawowania władzy a bezwzględnym egzekwowaniem amerykańskich interesów narodowych. Jego relację z Władimirem Putinem skomentował dla nas profesor Daniel Boćkowski, ekspert ds. bezpieczeństwa.

  • Rosja jako partner niższego rzędu: W amerykańskim systemie postrzegania potęg, Moskwa została zdegradowana do roli gracza istotnego, ale nierównorzędnego wobec Chin
  • Geopolityka transakcyjna: Relacje z Władimirem Putinem nie opierają się na uległości
  • Strategia strachu: USA demonstrują siłę militarną i zdolności operacyjne (np. w Iranie), co realnie oddziałuje na kalkulacje Kremla

Biznesowe podejście zamiast klasycznej dyplomacji

Polityka zagraniczna obecnej administracji USA redefiniuje pojęcie sojuszy i rywalizacji, przesuwając ciężar z wartości demokratycznych na twarde zyski i straty. W tej optyce Rosja nie jest już traktowana jako ideologiczny wróg z czasów zimnej wojny, ale jako podmiot, z którym należy prowadzić permanentną grę interesów. Jak podkreśla prof. Daniel Boćkowski, ekspert ds. bezpieczeństwa z Uniwersytetu w Białymstoku, kluczem do zrozumienia działań Białego Domu jest optyka komercyjna.

- Polityka wobec Rosji jest w tym przypadku dla Trumpa polityką biznesową. Oznacza to, że Rosja – podobnie jak Chiny – jest graczem istotnym w amerykańskiej układance. O ile jednak Chiny są postrzegane jako partner równorzędny, o tyle Rosja już nim nie jest.

Ta asymetria w postrzeganiu potęg sprawia, że Waszyngton pozwala sobie na większą swobodę w testowaniu rosyjskich "czerwonych linii". Podczas gdy Pekin jest traktowany jako globalny rywal w każdej domenie, Moskwa postrzegana jest raczej jako regionalny gracz, którego znaczenie można ograniczać poprzez punktowe operacje geopolityczne.

Kult silnego przywództwa i bariery systemowe

W retoryce Donalda Trumpa często pojawia się motyw uznania dla polityków rządzących "twardą ręką". Nie jest to jednak równoznaczne z chęcią oddania pola Rosji. To raczej wyraz specyficznego podziwu dla skuteczności, który w amerykańskich realiach natrafia na opór instytucjonalny. System "checks and balances" w Stanach Zjednoczonych sprawia, że prezydent, mimo silnej woli, nie posiada pełni władzy absolutnej.

- To nie przeszkadza jednak w „grze na kierunku rosyjskim”. Myślę, że Trump z chęcią widziałby u siebie możliwości, jakie posiada Putin w kwestii podejmowania decyzji, choć w Stanach Zjednoczonych proces ten wygląda zupełnie inaczej. Nawet jeśli Trump czegoś chce, jego decyzja nie ma takiej samej wagi sprawczej jak decyzja Putina.

Mimo to, na poziomie personalnym, relacja ta opiera się na specyficznym fundamencie:

  • wzajemny podziw dla bezwzględności w dążeniu do celu,
  • uznanie dla statusu "silnego gracza" na arenie międzynarodowej,
  • brak uległości – twarda gra pojawia się tam, gdzie wchodzi w grę amerykański interes.

Ukraina i Iran jako elementy wielkiej szachownicy

W strategii transakcyjnej poszczególne konflikty nie są rozpatrywane w oderwaniu od całości kosztów. Ukraina, wbrew nadziejom Kijowa, bywa w Waszyngtonie traktowana jako aktywo o zmiennej wartości, którym można manewrować w celu uzyskania ustępstw w innych regionach świata. To podejście budzi kontrowersje, ale wpisuje się w pragmatyczny "biznesplan" prezydenta.

- Co zatem mamy? Z jednej strony Trumpa, który najwyraźniej lubi Putina jako „twardego, silnego faceta”. Z drugiej strony nie widać tu uległości – twarda gra pojawia się wszędzie tam, gdzie to się opłaca. W tym przypadku można „grać Ukrainą”, ponieważ w amerykańskim biznesplanie nie ma ona obecnie aż takiego znaczenia - powiedział Boćkowski.

W tym samym czasie USA pokazują, że potrafią skutecznie marginalizować rosyjskie wpływy na kluczowych odcinkach. Sukcesy operacyjne w rejonie Bliskiego Wschodu oraz demonstracja przewagi technologicznej w zakresie obrony powietrznej działają na Kreml deprymująco.

- Jednocześnie Trump potrafi wywołać strach na Kremlu poprzez inne operacje – pokazują to działania wobec Maduro czy Chameneiego, a także amerykańska zdolność do saturacji obrony powietrznej silnych państw. To robi wrażenie. Podobnie jak fakt, że nawet jeśli konflikt w Iranie zakończyłby się dla USA niekorzystnie (bez pełnego zwycięstwa), to Rosja i tak została w zasadzie wypchnięte ze wszystkich najważniejszych miejsc - dodał.

Symboliczna walka o strefy wpływów

Kolejnym etapem tego geopolitycznego "przeciągania liny" ma być zmiana wektora zainteresowania w stronę Ameryki Łacińskiej. Zapowiedzi dotyczące Kuby sugerują, że administracja USA chce uderzyć w punkty o dużym ładunku symbolicznym dla Moskwy, co ma dodatkowo osłabić pozycję Putina jako lidera o globalnym zasięgu.

- Trump wyraźnie wskazał, że kolejnym celem po zakończeniu operacji irańskiej będzie Kuba. Choć nie ma ona strategicznie wielkiego znaczenia, to symboliczne usunięcie „castrowskiej spuścizny” będzie dla Trumpa kolejnym elementem gry z Rosją. Chce w ten sposób pokazać, że choć Putinowi może się wydawać, iż jest wielki, to Trump może zrobić, co chce. To klasyczne przeciąganie liny. Między tymi politykami istnieje jednak pewna chemia – wzajemnie podziwiają swoje działania, choć żaden z nich nie powie tego głośno - zakończył ekspert.

Źródło: Goniec.pl

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji