W klatce strachu. Natalia Broniarczyk: „Wstyd to potężne narzędzie kontroli”
Codzienna praca w cieniu systemowej opresji, lęk przed prokuratorem i lekarze, którzy zamiast medycyny oferują modlitwę. W ocenie Natalii Broniarczyk, działaczki pomagającej kobietom w sytuacjach kryzysowych, polski system opieki zdrowotnej stał się miejscem, gdzie ideologia wygrywa z bezpieczeństwem pacjentek. – Wstyd jest ogromnym narzędziem kontrolującym kobiety. On zamyka nam usta – ocenia rozmówczyni programu „Nagi Kadr”.
Osobisty dramat i paraliżujący lęk
Punktem wyjścia do walki o podmiotowość Polek była osobista historia działaczki z 2011 roku. Mimo ogromnej wiedzy i feministycznego zaangażowania, w obliczu kryzysu Natalia Broniarczyk poczuła się całkowicie osamotniona.
– Wydawało mi się, że jestem w klatce i że po prostu nie mam jak z tej klatki się wydostać – wspomina.
Paraliżujący strach przed systemem sprawiał, że podczas poszukiwania pomocy fizycznie drżały jej ręce z obawy przed interwencją policji. To doświadczenie stało się fundamentem jej dzisiejszej empatii wobec setek kobiet, które codziennie znajdują się w podobnym „martwym punkcie”.
CAŁA ROZMOWA DOSTĘPNA NA NASZYM KANALE YOUTUBE:
Medyczny „teatrzyk” w polskich szpitalach
Rozmówczyni bezlitośnie punktuje postawę personelu medycznego w Polsce. Wskazuje, że pacjentki w kryzysowych sytuacjach często są „mamione” i okłamywane co do rzeczywistego stanu ich zdrowia lub płodu. Zamiast rzetelnej wiedzy słyszą zalecenia, by „się modlić, bo cuda się zdarzają”.
– To nie jest medycyna – kwituje twardo Broniarczyk, opisując sytuacje, w których lekarzom brakuje elementarnych umiejętności komunikacji i odwagi, by powiedzieć kobiecie prawdę o tym, że jej ciąża nie zakończy się szczęśliwie.
Kobiety zmuszone są do odgrywania „teatrzyku radości” przed personelem, który nazywa je „mamami” nawet wtedy, gdy ich sytuacja jest tragiczna.
Solidarność silniejsza niż system
Mimo niesprzyjającego prawa, w Polsce kwitnie sieć wzajemnego wsparcia, która rośnie w siłę z każdym dniem. Natalia Broniarczyk podkreśla, że asystowanie innym stało się formą politycznego oporu. Codziennie około 130 kobiet kontaktuje się z działaczkami, szukając bezpieczeństwa, którego nie zapewnia im państwo. To ruch, który nie pyta polityków o zdanie, lecz realnie rozwiązuje problemy, których władza boi się dotknąć.
– Polska nie czeka na ich pozwolenie, Polki nie czekają na ich zgodę. Oni de facto muszą usankcjonować tę rzeczywistość – zauważa współzałożycielka przychodni „AboTak”.
Wsparcie zamiast oceny
Kluczem do zmiany społecznej jest – według Broniarczyk – odrzucenie oceniania na rzecz czystej empatii. Działaczka zauważa, że patriarchat wmówił kobietom, iż wątpliwości czynią je „złymi matkami”, podczas gdy często to właśnie z miłości do już narodzonych dzieci podejmują one najtrudniejsze decyzje o swoim życiu.
– Powinniśmy być dla siebie dobre w tych doświadczeniach. Tak samo jak jesteśmy dobre dla swoich przyjaciółek albo dla swoich córek czy sióstr – podsumowuje, apelując o budowanie siostrzeństwa opartego na bezwarunkowym wsparciu.
Źródło: Goniec