Czarne chmury nad ministrą zdrowia. Liderzy koalicji zdecydują o jej losie
Liderzy koalicji rządzącej spotkają się w poniedziałek wieczorem, by omówić kryzys wokół ochrony zdrowia. Jak ustalił Onet, w trakcie rozmów może rozstrzygnąć się polityczna przyszłość ministry zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Szefowa resortu może stracić stanowisko w związku z aferą w jednym z warszawskich szpitali.
Skandal w Szpitalu Południowym
Źródłem kryzysu są doniesienia o nieprawidłowościach w Warszawskim Szpitalu Południowym. Kanał Zero oraz inne media ujawniły, że Dawid Kacprzyk, lekarz bez specjalizacji i były radny Koalicji Obywatelskiej, pełnił funkcję koordynatora tamtejszego oddziału ratunkowego i w 2025 roku zarobił ponad 1,6 miliona złotych. Według doniesień na kierowanym przez niego oddziale politycy KO mieli być przyjmowani poza kolejnością, w ramach tzw. saloniku VIP.
Po wybuchu afery Kacprzyk stracił pracę w szpitalu, zrezygnował z członkostwa w KO, zrzekł się mandatu radnego dzielnicy Ursus i zwrócił placówce część pieniędzy. O nieprawidłowościach na oddziale mówił m.in. były ordynator i sygnalista, doktor Emil Jędrzejewski, który złożył w tej sprawie zeznania przed prokuraturą. Sprawa wywołała szerokie oburzenie i zmusiła premiera Donalda Tuska do reakcji.
Ultimatum Tuska i słabnąca pozycja ministry
Podczas piątkowego wystąpienia Tusk zapowiedział likwidację „saloników VIP", zeszytów z nazwiskami uprzywilejowanych pacjentów oraz kominów płacowych. Zażądał od ministry zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia rekomendacji naprawczych do wtorku, a w razie ich braku zapowiedział decyzje personalne w środę.
Premier bronił kompetencji ministry, ale postawił twardy warunek.
„Jej kompetencje są niepodważalne. Natomiast czy starczy jej siły, determinacji, takiej przebojowości, najbliższe dni pokażą" – powiedział.
Formalnie Sobierańska-Grenda wciąż ma więc szansę na utrzymanie stanowiska, jednak z politycznego punktu widzenia jej pozycja jest coraz trudniejsza.
Cała sytuacja jest o tyle paradoksalna, że Sobierańska-Grenda miała być symbolem odpolitycznienia ochrony zdrowia. Powołując ją w lipcu ubiegłego roku w miejsce Izabeli Leszczyny, Tusk podkreślał, że resort obejmuje fachowiec, a nie polityk. Dziś ten atut obraca się przeciwko niej, bo w kluczowym momencie kryzysu to premier, a nie ministra, stał się główną twarzą rządowej polityki zdrowotnej.

Spór wewnątrz koalicji
Rozmówcy Onetu z kręgów rządowych prezentują skrajne oceny co do dymisji szefowej resortu.
„Byłbym zdziwiony, gdyby Tusk jej nie wyrzucił" – mówi jeden z polityków obozu władzy.
Inny tonuje jednak nastroje.
„To była osobista decyzja premiera, więc byłbym zdziwiony, gdyby tak łatwo zrzucił ją z sań" – ocenia.
Na odejście ministry naciska Nowa Lewica, która od początku krytykowała przyjęty przez Tuska model obsady resortu.
Koalicjanci spierają się także o odpowiedzialność prezesa NFZ Filipa Nowaka. Jego dymisji domagał się wicepremier Krzysztof Gawkowski, co nie spotkało się z aprobatą premiera.
„Szef NFZ to człowiek odziedziczony po rządach PiS. Politycznie jego dymisja jest bezbolesna, ale Gawkowski ukradł Donaldowi show, bo on sam chciał go wywalić i nie potrzebował do tego inspiracji koalicjanta" – ocenia jeden z polityków KO.
Giełda nazwisk następców
W kuluarach sejmowych ruszyła giełda nazwisk możliwych następców Sobierańskiej-Grendy. Wymienia się Bartosza Arłukowicza, wiceprzewodniczącego KO i europosła, który kierował już tym resortem, oraz Jakuba Szulca, wiceszefa NFZ i byłego wiceministra zdrowia. Na liście pojawił się też generał Grzegorz Gielerak, szef Wojskowego Instytutu Medycznego.
„On od dawna jest chętny i pojawiał się w spekulacjach na ten temat już za rządów PiS. Wojskowy to nie byłby zły trop" – ocenia doświadczony parlamentarzysta KO.
Kandydaturę generała obciąża jednak historia z czasów rządów PiS, gdy dał się sfotografować, osobiście przywożąc Jarosławowi Kaczyńskiemu kule po operacji kolana. Gielerak tłumaczył później, że jego relacje z prezesem PiS sięgają okresu, gdy pomagał w opiece nad jego matką Jadwigą Kaczyńską. Ostateczny kierunek zmian personalnych zależy od wyniku poniedziałkowych rozmów liderów koalicji.