Prezent Karola Nawrockiego dla Wołodymyra Zełenskiego. Były prezes TK: prowokacja
Kryzys w relacjach polsko-ukraińskich nabiera tempa, a w jego tle pojawił się nieznany wcześniej wątek. Jak podaje Polsat News, prezydent Wołodymyr Zełenski ujawnił, że podczas pierwszego spotkania w Polsce otrzymał od Karola Nawrockiego książkę o zbrodni wołyńskiej. Zdaniem części komentatorów ten gest był przemyślaną prowokacją.
Były prezes TK: to była prowokacja
Były prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień ocenił w Polsat News, że wręczenie prezydentowi Ukrainy książki o zbrodni wołyńskiej było cynicznym posunięciem. W „Debacie politycznej” tłumaczył:
„Moim zdaniem cynizm kierował prezydenta Karola Nawrockiego, kiedy zastanawiał się wraz ze swoimi doradcami, co wręczyć prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu w prezencie, gdy pojawi się w Polsce. I co mu wręczył? Książkę o mordzie na Wołyniu. Po co to zostało zrobione? To zostało cynicznie zrobione po to, żeby z tamtej strony była reakcja. To była prowokacja”.
W dalszej części rozmowy Stępień przekonywał, że wybór akurat tej książki nie był przypadkowy. Jego zdaniem ukraińscy politycy, jako przedstawiciele młodego państwa, dali się w ten sposób sprowokować:
„Moim zdaniem była to prowokacja, na którą poszedł Zełenski. Po stronie Ukraińców nie ma wybitnych ludzi, którzy są doświadczeni w polityce, to państwo jest młodziutkie, ono się zawiązuje. Doradcy Nawrockiego całkiem cynicznie powiedzieli: Damy taką książkę, żeby od razu wiedzieli, jak na nich patrzymy. Prowokacja się udała”.
Prowadzący zwrócił uwagę, że dotąd to raczej Zełenskiego oskarżano o prowokowanie. Stępień odpowiedział:
„Ale on został sprowokowany. Ktoś, z kim ostatnio rozmawiałem mówił: Czy wypada dać teściowej po menopauzie książkę o odchudzaniu? Ten prezent miał pewne zadanie symboliczne. To była prowokacja, która się udała, ale konsekwencje tego wszystkie są okropne zarówno dla Polski, jak i Europy”.
Zełenski przerywa milczenie
Wołodymyr Zełenski po raz pierwszy publicznie odniósł się do sprawy prezentu dopiero po tym, jak Warszawa odebrała mu państwowe odznaczenie. Ukraiński prezydent tak opisał całe zajście:
„Przyjechałem do niego, a jego prezentem dla mnie przy powitaniu była książka o tragedii wołyńskiej. Nigdy o tym nie mówiłem. Nie mówiłem o tym ludziom. Spokojnie z tym żyłem. Teraz mówię o tym otwarcie, ponieważ podejmuje działania, które uważam za niewłaściwe”.
Ujawniając te szczegóły, Zełenski tłumaczył, dlaczego zmienił swoje dotychczasowe, powściągliwe stanowisko wobec działań polskich władz. Sprawa od razu odbiła się szerokim echem po obu stronach granicy.
Order Orła Białego i początek eskalacji
Relacje między Polską a Ukrainą gwałtownie pogorszyły się w maju, a bezpośrednim powodem było nadanie przez Zełenskiego jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”. Prezydent Ukrainy tłumaczył, że chodziło o „przywrócenie historycznych tradycji narodowego wojska” oraz docenienie żołnierzy za obronę niepodległości kraju.
Decyzja ta wywołała stanowczy sprzeciw Warszawy, zarówno po stronie rządowej, jak i prezydenckiej. W odpowiedzi prezydent Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego. Na ten krok zareagowała grupa czołowych ukraińskich polityków, w tym byli prezydenci, którzy solidarnie zrzekli się swoich polskich odznaczeń. Zełenski zrezygnował też z udziału w Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy w Gdańsku. To właśnie na fali tej eskalacji ujawnił historię z książką.
Co mówi polska strona?
Prezydent Karol Nawrocki tłumaczył intencje swoich działań wobec Kijowa. Podkreślał, że odebranie orderu nie jest wymierzone w naród ukraiński i nie oznacza zmiany strategicznego kierunku polskiej polityki bezpieczeństwa. Zapewniał, że w kwestii militarnego i dyplomatycznego wsparcia, jakiego Polska udziela Ukrainie w walce z rosyjską agresją, nic się nie zmieniło.
Mimo tych zapewnień komentatorzy, wśród nich Jerzy Stępień, uważają, że w relacjach obu krajów doszło do poważnego rozłamu, który może osłabić pozycję całego regionu.
