„Zmarły wrócił po swoją laskę?”. Wiktor Parol o tajemnicach kostnicy: historie, które mrożą krew w żyłach
Obcowanie ze śmiercią każdego dnia to dla większości ludzi mroczne tabu, jednak dla Wiktora Parola to codzienność od dekady. Pracownik zakładu pogrzebowego przyznaje, że w branży krążą opowieści o sytuacjach, których nie sposób racjonalnie wyjaśnić. – Ja wierzę w te historie, bo opowiadali mi je bliscy ludzie – mówi o znakach, jakie zmarli mają dawać osobom obsługującym pochówki.
Gdy martwi dają o sobie znać
W branży pogrzebowej przekazywane są relacje, które wywołują ciarki nawet u doświadczonych pracowników. Wiktor Parol przytacza historię usłyszaną od kolegi po fachu, którego w zakładzie przez dwa dni prześladował specyficzny dźwięk.
– Było słychać pukanie, jakby coś drewnianego uderzało o podłogę – relacjonuje Parol.
Tajemnica wyjaśniła się podczas przygotowań do kolejnego pogrzebu, gdy za zasłoną znaleziono opartą o ścianę drewnianą laskę jednego ze zmarłych.
– Zapomnieliśmy jej włożyć do trumny – wspominał autor opowieści.
Dopiero po otwarciu grobu i dołożeniu przedmiotu, niewyjaśnione stukoty ustały. Innym razem świadek opowiadał Parolowi o zatrzaskujących się drzwiach w momencie, gdy negowano obecność zmarłego.
CAŁA ROZMOWA DOSTĘPNA NA NASZYM KANALE YOUTUBE:
Tragedie, do których nie można się przyzwyczaić
Mimo zawodowego dystansu, istnieją sytuacje, które głęboko zapadają w pamięć. Dla personelu zakładów pogrzebowych najtrudniejszym doświadczeniem są zawsze pożegnania dzieci.
– Do pogrzebu dziecka nie da się przyzwyczaić. To jest okropny widok – przyznaje otwarcie Wiktor Parol.
Wspomina wstrząsającą relację o matce, która przez godzinę nie mogła rozstać się z ciałem dziecka, samodzielnie przygotowując je do ostatniej drogi. Takie momenty sprawiają, że pracownicy muszą walczyć ze wzruszeniem, by zachować profesjonalizm, choć – jak mówi bohater – „oko niejednokrotnie się zaszkli”.
Zapach śmierci i ludzka samotność
Praca w branży pogrzebowej to także konfrontacja z najbardziej drastycznymi skutkami samotności. Wiktor Parol opisuje interwencję w mieszkaniu dawnej nauczycielki, która zmarła bez opieki. Ciało znaleziono dopiero po wielu dniach, gdy sąsiadów zaalarmował zapach rozkładu.
– To była kwestia samotności. Prawdopodobnie gorzej się poczuła, upadła i nikt jej nie udzielił pomocy – tłumaczy.
Widok ciała naruszonego przez procesy biologiczne i ingerencję gryzoni to jedna z najtrudniejszych stron tego zawodu, ucząca ogromnej pokory wobec życia.
Źródło: Goniec