Ucieczka Zbigniewa Ziobry do USA. Mariusz Gierszewski wyjaśnia, jak polityk ominął polskie służby
Historia wyjazdu byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oraz jego zastępcy Marcina Romanowskiego z Polski przypomina szpiegowskie kino akcji. Wciąż brakuje ostatecznych informacji na temat dokładnej trasy ucieczki polityków ściganych w związku z aferą Funduszu Sprawiedliwości. Ich ślady kluczą po całej Europie, a niespodziewane pojawienie się Ziobry w Stanach Zjednoczonych wywołuje konsternację zarówno nad Wisłą, jak i za oceanem. Co zawiodło na szczeblu krajowym i dlaczego polskie służby okazały się bezradne wobec technologii stworzonej w gmachach samego ministerstwa? Na te pytania w “Rozmowie Gońca” odpowiada Mariusz Gierszewski, dziennikarz śledczy Radia ZET.
Zniknięcie z Węgier i bałkański ślad
W ubiegłym roku prominentni politycy dawnej Zjednoczonej Prawicy szukali ochrony politycznej na Węgrzech pod skrzydłami rządu Viktora Orbána. Sytuacja uległa drastycznej zmianie po wygranych przez Pétera Magyara wyborach – nowy układ sił zapowiedział twardo, że Budapeszt nie będzie już przystanią dla osób wchodzących w konflikt z prawem. Od tego momentu trasa ucieczki Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego jest owiana całkowitą tajemnicą, a szum informacyjny utrudnia wytyczenie jednoznacznej ścieżki ich przemieszczania się.
– Nie wiemy nic o tym, jak wydostał się z Węgier zarówno Zbigniew Ziobro, jak i Romanowski, bo zakładamy, że Romanowskiego już tam nie ma. To jest w tym wszystkim kluczowa informacja – wskazuje w rozmowie z Gońcem Mariusz Gierszewski.
Jedna z głównych badanych obecnie hipotez analitycznych zakłada aktywne wsparcie tamtejszych organów państwowych, które przez lata blisko współpracowały z rządem w Warszawie.
– Węgrzy wywieźli Zbigniewa Ziobrę gdzieś na Bałkany, na przykład do Serbii, i to właśnie z Serbii przeleciał w jakieś inne miejsce – podkreśla dziennikarz. – Oni nie mogli nic robić bez wiedzy służb węgierskich, na pewno byli co najmniej monitorowani. Być może pozwolono mu wsiąść do samolotu rządowego i w ten sposób się poruszał.
Lot przez Atlantyk i chaos w Waszyngtonie
Ostatecznie były minister sprawiedliwości zdołał dotrzeć do Stanów Zjednoczonych. Zdumienie budzi fakt, w jaki sposób minął szczegółowe kontrole graniczne, zwłaszcza po oficjalnym komunikacie resortu Waldemara Żurka o unieważnieniu jego paszportów. Ustalenia wskazują, że Ziobro celowo ominął standardowe procedury obowiązujące w Unii Europejskiej.
– Był już poza strefą Schengen, dlatego nie został uwidoczniony i zatrzymany. Stamtąd poleciał z Mediolanu do Nowego Jorku, gdzie przesiadł się i wylądował w Waszyngtonie – mówi Gońcowi Gierszewski.
Legalizacja pobytu uciekiniera w USA ma rzekomo opierać się na wizie dziennikarskiej, powiązanej z funkcją komentatora dla stacji Telewizja Republika. Zgodnie z surowym amerykańskim prawem, wymaga to jednak twardych dowodów zatrudnienia.
– Jeżeli jest to wiza dziennikarska, to musi otrzymywać za swoją pracę pieniądze. Musi dostać przelew z telewizji Republika w odpowiedniej wysokości – zaznacza ekspert.
Niespodziewana obecność tak newralgicznego gościa wzbudziła konsternację za oceanem. Legalizacja jego pobytu najpewniej nie wynikała z odgórnie przygotowanego planu.
– Moi rozmówcy z kręgów amerykańskich twierdzili, że w tamtejszej administracji jest pewien chaos. Nie było tak, że wszyscy wiedzieli, co mają z tym zrobić i zgadzali się na to, co się zdarzyło – relacjonuje dziennikarz Radia ZET.
Służby w martwym punkcie
Najwięcej pytań i uzasadnionej krytyki – jak zauważa w “Rozmowie Gońca” Gierszewski – rodzi jednak bezradność polskiego aparatu ścigania. Próby namierzenia zbiegów miały opierać się na rutynowym monitorowaniu posiadanej przez nich elektroniki. To okazało się spektakularnie wręcz zawodne, ponieważ obaj politycy, nadzorujący w przeszłości wymiar sprawiedliwości, doskonale znali metody pracy krajowych śledczych.
– Ziobro i Romanowski kontaktowali się ze swoimi współpracownikami, członkami rodziny czy prawnikami na tyle skutecznie, że nie dali się namierzyć. Potrafili to zrobić, mieli narzędzia i wiedzę, jak to się robi – twierdzi dziennikarz.
Ogromną rolę w technologicznym zabezpieczeniu tej ucieczki mogło odegrać bezpośrednie wsparcie ekspertów od cyberbezpieczeństwa. Chodzi o wykwalifikowanych specjalistów zatrudnionych wcześniej w instytucjach państwowych.
– To był specjalny ośrodek cyberbezpieczeństwa Ministerstwa Sprawiedliwości założony przez Romanowskiego. Ściągnął tam ekspertów, którzy zajmowali się ochroną danych sądów – konkluduje Gierszewski.
Technologie i wyspecjalizowana wiedza, opłacane pierwotnie z publicznych środków, posłużyły w konsekwencji do zbudowania swoistej "twierdzy szyfrów". Twierdzy, która skutecznie ukryła bohaterów największej politycznej afery przed organami ścigania polskiego państwa.
Źródło: Goniec