To oni zajmą miejsce Węgier i sparaliżują Unię? Politolog ostrzega: "Nie można wykluczyć zwycięstwa sił przyjaznych Rosji"
Zmiana władzy na Węgrzech kończy erę systematycznego blokowania kluczowych decyzji unijnych przez Budapeszt. Bruksela analizuje teraz nową mapę polityczną Europy, szukając państw, które mogą przejąć rolę wewnętrznego oponenta. Zmiany rządów, rosnące wpływy partii populistycznych oraz nowe, transatlantyckie sojusze wskazują na kilka stolic, z których mogą popłynąć twarde weta. Doktor habilitowany Marek Madej, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, ocenił na łamach naszego portalu potencjał poszczególnych graczy do naśladowania dotychczasowej strategii rządu węgierskiego.
- Żadne z państw członkowskich nie posiada obecnie tak dogodnej pozycji instytucjonalnej i relacji z Federacją Rosyjską, by błyskawicznie i w pełni przejąć dawny model węgierski
- Aktualny rząd w Bratysławie pozostaje silnie uzależniony od funduszy europejskich, a uformowany jesienią ubiegłego roku gabinet w Pradze stawia na ostrożny pragmatyzm wobec unijnych instytucji
- Kwieciste wybory parlamentarne w Bułgarii stanowią bezpośrednie zagrożenie przejęcia władzy przez ugrupowania prorosyjskie, co zdestabilizowałoby wspólną politykę zagraniczną
Słowacja i Czechy pod lupą Brukseli
Po powrocie Roberta Ficy na stanowisko premiera Słowacji, Bratysława stała się w oczach wielu analityków naturalnym kandydatem do przejęcia miana głównego unijnego dysydenta. Retoryka tamtejszego rządu wielokrotnie uderzała w politykę zbrojeniowego wsparcia dla Ukrainy, co błyskawicznie wywołało zaniepokojenie wewnątrz Komisji Europejskiej. Słowacja dysponuje jednak obiektywnie słabszą pozycją negocjacyjną niż poprzednia władza na Węgrzech, a uzależnienie państwa od zewnętrznych środków wymusza znaczną ostrożność w realnych konfliktach prawnych z organizacją.
Taki stan rzeczy potwierdza doktor habilitowany Marek Madej z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, który precyzyjnie analizuje możliwości destrukcyjne słowackiego gabinetu. Ekspert uwypukla w swojej ocenie elementarne różnice gospodarcze i strukturalne.
- Na razie drugich Węgier w UE nie ma, Słowacja nie jest w równie silnej pozycji do blokowania decyzji UE, mogłaby też na twardej postawie tracić finansowo. Na razie nie ma ograniczeń w dysponowaniu środkami finansowymi z UE, a dla jej gospodarki one są ważne, nie jest też aż tak powiązana z Rosją, jak były Węgry – wylicza naukowiec.
Węgierskiego scenariusza wetowania kluczowych ustaw nie obierze najprawdopodobniej również czeska dyplomacja. Choć w październiku 2025 roku parlamentarną batalię w tym kraju wygrał ruch ANO, a do fotela premiera powrócił Andrej Babiš, czeska polityka zagraniczna nadal charakteryzuje się dużym stopniem elastyczności. Mimo krytycznych tonów padających w trakcie kampanii, nowy czeski rząd ostrożnie zarządza swoimi relacjami z państwami ościennymi, minimalizując ryzyko izolacji na forum Rady Unii Europejskiej.
Prawdopodobieństwo, że Praga zdecyduje się na paraliżowanie głównych nurtów decyzyjnych w Europie w pojedynkę, pozostaje według ocen eksperckich bardzo niskie.
- Już szybciej Czechy Babiša, ale też nieszczególnie prawdopodobne – krótko diagnozuje ten kierunek politolog Uniwersytetu Warszawskiego.
Bułgarska niewiadoma w cieniu urn wyborczych
Brak gotowego do ostrej konfrontacji rządu w Europie Środkowej wcale nie gwarantuje Brukseli spokoju decyzyjnego w nadchodzących miesiącach. Uwagę organów Unii Europejskiej coraz mocniej absorbują Bałkany, gdzie przewlekły impas paraliżuje proces integracyjny i strukturalny. Modelowym przykładem tego zjawiska jest Bułgaria, w której na 19 kwietnia 2026 roku zaplanowano ósme już przedterminowe wybory parlamentarne na przestrzeni zaledwie pięciu ostatnich lat.
Przedłużająca się tam tymczasowość władzy stwarza optymalne warunki dla dynamicznego wzrostu ugrupowań o profilu suwerennościowym. Największy niepokój dyplomatów unijnych wywołuje rosnące w siłę stronnictwo Odrodzenie, które opiera swoją bieżącą strategię polityczną na twardych postulatach antyzachodnich. Kluczowe postulaty takich formacji ogniskują się wokół kilku założeń:
- jednoznacznego odrzucenia dalszej integracji ze strefą euro,
- podważania finansowych założeń i terminów transformacji energetycznej,
- żądania rezygnacji z konsekwentnej polityki sankcyjnej wobec Moskwy.
Wymieniony wcześniej badacz bezpieczeństwa międzynarodowego wyraźnie podkreśla, że gęsty kalendarz polityczny kontynentu jest środowiskiem podatnym na gwałtowne zmiany układu sił. To w rotacyjnych i powtarzających się cyklach głosowań w poszczególnych państwach dostrzega on największe zagrożenie dla utrzymania wspólnego frontu unijnego, szczególnie w kontekście polityki wschodniej.
- W Europie stosunkowo często są jakieś wybory i w niektórych wypadkach, na przykład przy najbliższych wyborach w Bułgarii, nie można wykluczyć zwycięstwa sił przyjaznych Rosji – przestrzega Marek Madej.
Nawet minimalna zmiana kursu rządu w Sofii zorientowana na wschód automatycznie stworzyłaby potężne wyzwanie dla unijnego mechanizmu jednomyślności.
Globalne sojusze i nowa architektura oporu
Ocena ryzyka wewnątrz wspólnoty wyłącznie na podstawie geograficznych granic państw Europy Środkowo-Wschodniej stanowi pułapkę analityczną. Poważnym wyzwaniem dla organów legislacyjnych Wspólnoty jest dziś zjawisko ścisłej integracji europejskiej radykalnej prawicy, która odeszła od klasycznego nacjonalistycznego separatyzmu na rzecz tworzenia międzynarodowych frakcji. Partie o profilu eurosceptycznym masowo budują sojusze wymierzone w politykę unijnego centrum.
Fundamentalnym bodźcem napędzającym tę konsolidację staje się polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych, bazująca na bliskiej współpracy europejskich polityków prawicowych z twardym skrzydłem amerykańskiej Partii Republikańskiej. Amerykańscy ideolodzy związani z tamtejszą skrajną prawicą z dużym zaangażowaniem pozycjonują zjednoczony kontynent europejski w roli podrzędnego podmiotu, którego instytucjonalne ramy należy osłabić na rzecz umów z formatu państwo-państwo.
Zaszczepianie tej perspektywy w programach partii narodowych operujących w Europie generuje ogromne ryzyko systemowe. Formacje powielające tę obcą agendę polityczną coraz częściej dysponują w swoich krajach realnymi szansami na utworzenie rządów lub przynajmniej potężnych mniejszości blokujących, co tworzy strukturę oporu rozsianą po całym kontynencie – również w jego zachodniej części.
Finalną konkluzję w tej przestrzeni dobitnie formułuje doktor habilitowany Marek Madej, akcentując właśnie ten wymiar transatlantyckiej polityki.
- Poza tym pewne ryzyko wiąże się z państwami, w których u władzy, lub z szansami na jej przejęcie, są populistyczne ruchy prawicowe blisko współpracujące z amerykańską MAGA, która już jawnie mówi o potrzebie osłabiania UE – podsumowuje specjalista.
Źródło: Goniec.pl