Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Polityka > To aż niewiarygodne za co przeprasza rzecznik rządu. Nawet Donald Tusk o tym nie miał pojęcia
Krzysztof Idziak
Krzysztof Idziak 24.03.2026 21:05

To aż niewiarygodne za co przeprasza rzecznik rządu. Nawet Donald Tusk o tym nie miał pojęcia

To aż niewiarygodne za co przeprasza rzecznik rządu. Nawet Donald Tusk o tym nie miał pojęcia
Fot. Anita Walczewska/East News

Czy zapewnienia płynące z najwyższych szczebli władzy zawsze wytrzymują konfrontację z rzeczywistością? Po głośnej debacie na antenie TVN24 przedstawiciele rządu musieli wydać nietypowe oświadczenie. Sprawa dotyczy losów ważnej placówki medycznej na południu Polski i wiarygodności rządowego przekazu.

  • Rząd przyznaje: premier się pomylił
  • Ostatni oddział w Bieszczadach
  • Dług i deficyt zamiast porodów
  • 25 kilometrów to nie to samo co 25 kilometrów

Rząd przyznaje: premier się pomylił

Adam Szłapka, rzecznik rządu, wystąpił z oficjalnym sprostowaniem po wtorkowym posiedzeniu Rady Ministrów, 24 marca 2026 roku. Przyznał, że premier Donald Tusk przekazał nieprawdziwą informację w programie „#BezKitu” w TVN24. Szłapka powiedział wprost: 

„Mam bezpośrednie upoważnienie od pana premiera bardzo serdecznie przeprosić za wprowadzenie opinii publicznej w błąd w sprawie związanej z porodówką w Lesku”.

Przeprosiny skierowano także do trójki młodych osób, które zadawały pytania premierowi w studiu. Rzecznik przyznał, że „faktycznie ta porodówka nie funkcjonuje” i zapowiedział większą dbałość o rzetelność informacji. Tak jednoznaczna korekta ze strony Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zdarza się niezwykle rzadko.

To aż niewiarygodne za co przeprasza rzecznik rządu. Nawet Donald Tusk o tym nie miał pojęcia
Donald Tusk | Paweł Wodzyński/East News

Ostatni oddział w Bieszczadach

bW programie telewizyjnym premier przekonywał, że porodówka w bieszczadzkim szpitalu „nie jest zamknięta”. Tymczasem rzeczywistość okazała się inna. Oddział ginekologiczno-położniczy zakończył działalność w styczniu 2026 roku, co potwierdziła jego ordynator Iwona Holcman.

Proces wygaszania placówki trwał już od lipca ubiegłego roku, kiedy działalność zawieszono z powodu braków kadrowych. Donald Tusk zapewniał, że jest na bieżąco informowany o sytuacji w szpitalach, a dodatkowym źródłem wiedzy ma być jego synowa, pracująca jako neonatolog. Mimo to ostatni tego typu oddział w regionie przestał przyjmować pacjentki.

Szłapka podkreślał później: 

„Nigdy z naszej strony nie było intencji jej zamykania”.

Dług i deficyt zamiast porodów

Za zamknięciem stały twarde liczby. Magdalena Dąbrowska z OZZPiP tłumaczyła, że szpital musiałby co miesiąc dopłacać około 300 tysięcy złotych do utrzymania nierentownej ginekologii. 

„Szpital obecnie ma zadłużenie na poziomie 140 milionów" - mówiła.

Rząd wskazuje na samorząd: to rada powiatu leskiego podjęła ostateczną decyzję, a ministerstwo - jak przekonuje Szłapka - było gotowe do współpracy, lecz „żaden oddział nie może funkcjonować wbrew samorządom". Nie wypalił też plan ratunkowy zakładający konsolidację szpitali w Lesku, Sanoku i Ustrzykach Dolnych, który miał dać bieszczadzkiej porodówce drugie życie.

25 kilometrów to nie to samo co 25 kilometrów

Premier Tusk zaprzeczał w studiu, by kobiety z regionu musiały jechać do szpitala 170 kilometrów. Przekonywał, że sieć porodówek w Polsce jest „najgęstsza w Europie" i że problem dostępu po prostu nie istnieje.

Lokalni eksperci widzą to inaczej. Zwracają uwagę na rzecz pozornie oczywistą, ale łatwo pomijaną w statystykach: 

„nie można porównywać 25 kilometrów na autostradzie, a 25 kilometrów do pokonania w Bieszczadach". 

Rząd zapowiedział, że zadba o to, by „wszystkie informacje docierały na czas". Brzmi jak obietnica lepsiejszego przepływu danych wewnątrz administracji. Dla mieszkanek powiatu leskiego to na razie za mało.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji