Dom Dziecka Żródło: facebook.com Dariusz Wójtowicz - Prezydent Mysłowic

Po latach wyszło na jaw, co działo się w mysłowickim Domu Dziecka

28 Kwiecień 2021 Klaudia BochenekKlaudia Bochenek

Są już znane wyniki kontroli Domu Dziecka przy ul. Żeromskiego w Mysłowicach. Niestety, potwierdził się najgorszy scenariusz - zarówno dyrektorka instytucji, jak i pracująca tam psycholożka, miały przez lata znęcać się nad podopiecznymi.

Mysłowicki Dom Dziecka został poddany kontroli zleconej przez prezydenta miasta, Dariusza Wójtowicza. Mało tego - odsunął obie kobiety od pełnionych przez nie obowiązków i zawiadomił prokuraturę. Dzieci przez lata przeżywały koszmar, miało też dochodzić do dręczenia pracowników.

Co działo się w Domu Dziecka w Mysłowicach?

Prezydent Mysłowic postanowił działać już w marcu. Przyznał, że już wcześniej pojawiały się sygnały, że w placówce dzieje się coś niedobrego. Postanowił zainterweniować, kiedy jedna z nauczycielek napisała stosowne pismo i nie ustawała w interwencjach.

- Mogliśmy się odnosić jedynie do tego, co pisały mamy. Z drugiej strony to były kobiety, którym dzieci zostały zabrane. Ciężko było więc odnieść się do tych zarzutów - mówił Dariusz Wójtowicz.

Dyrektorka ośrodka, która pełniła funkcję przez 21 lat, została odsunięta od obowiązków. Z kolei gdy przesłuchano wychowanków i pracowników, konieczne było też zwolnienie psycholożki. Co przeżywali podopieczni Domu Dziecka w Mysłowicach?

Premier przedstawił plan zniesienia obostrzeńPremier przedstawił plan zniesienia obostrzeńCzytaj dalej

- Dzieci cieszą się, że nikt na nich nie krzyczy. Opowiadały, że rozdzielano rodzeństwa za karę. To był już szczyt sadyzmu, bo dzieci mają tam tylko samych siebie. W Domu Dziecka były tylko kary, nie było żadnych nagród - opowiada Dariusz Wójtowicz.

Dom Dziecka zostanie poddany kolejnym kontrolom. Z kolei 1 kwietnia do akcji wkroczyła prokuratura. Ustalany jest dokładny krąg pokrzywdzonych, kompletowane są zeznania świadków. Co na ten temat sądzi dyrektorka ośrodka?

Jeszcze w marcu Krystyna Wolwiak w rozmowie z Dziennikiem Zachodnim mówiła, że nie usłyszała żadnych zarzutów, po prostu zawieszono ją na miesiąc. Oczywiście dowiedziała się, że mogło dojść do znęcania się nad dziećmi. Uważa, że najpierw ją zawieszono, a teraz szuka się na nią kwitów.

Zarówno dyrektorka Domu Dziecka, jak i psycholożka potwierdziły, że dzieci otrzymywały kary. Były stosowane za takie przewinienia jak np. niewracanie do placówki po szkole, zużycie internetu czy kradzieże. Zamiast spać, do późna siedziały w telefonach, przez co brakowało internetu, aby mogły uczestniczyć w lekcjach zdalnych. Często dochodziło do sytuacji, że nie chciały stawiać się na te lekcje.

Dzieci miały też być karane za niezjedzenie posiłków, a także obniżano im kieszonkowe, co jest niezgodne z regulaminem. Nie stosowano kar, które polegały na rozdzielaniu rodzeństwa przebywającego razem w placówce. Dyrektorka zaprzecza, jakoby dochodziło do mobbingu, ponieważ reprymenda za źle wykonywaną pracą nie jest nękaniem.

Krystyna Wolwiak wraz z psycholożką zauważyła, że jedna z pracownic miała zły wpływ na dzieci. Możliwe, że to ona chciała zostać dyrektorką placówki, stąd poinformowanie prezydenta, że w Domu Dziecka dochodziło do aktów przemocy psychicznej. Sprawa cały czas jest w toku.

Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:

Jeżeli chcesz się podzielić informacjami ze swojego regionu, koniecznie napisz do nas na adres redakcja@goniec.pl

Źródło: Dziennik Zachodni, Gazeta

Następny artykuł