Od szkolnej traumy do finału telewizyjnego show. Paulina Gałązka o trudnych początkach
Przez lata omijała taneczny parkiet szerokim łukiem, uwięziona w gorsecie lęków wyhodowanych przez skostniały system szkolnictwa artystycznego i naznaczona publicznym upokorzeniem na deskach teatru. Zanim Paulina Gałązka dotarła do finału polsatowskiego “Tańca z Gwiazdami”, musiała stoczyć wewnętrzną batalię z demonami przeszłości. Jej droga – zrekonstruowana w rozmowie dla portalu Goniec.pl, w której wziął udział również jej taneczny partner Michał Bartkiewicz – to nie tylko opowieść o blasku fleszy, ale przede wszystkim surowy akt oskarżenia wobec archaicznych metod nauczania.
Cień mistrza i instytucjonalna znieczulica
Polska szkoła aktorska od dekad opiera się na feudalnym wręcz systemie mistrzowskim, który – w założeniu elitarny – w praktyce często brutalnie weryfikuje psychikę młodych adeptów sztuki. Gałązka, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego kina, wspomina ten czas jako okres zderzenia z arbitralnymi i wysoce subiektywnymi ocenami wykładowców. Zamiast budować sceniczną pewność siebie, systematycznie podcinano jej skrzydła, szczególnie na niwie aktywności fizycznej.
– Zajęcia fizyczne w szkole aktorskiej traktowane są nieco po macoszemu, mają charakter wyłącznie grupowy – podkreśla w programie “Prześwietlenie” Paulina Gałązka. – Potrzebuję nieco innego trybu nauczania niż pozostali studenci. Kiedy wreszcie otrzymałam odpowiednie wsparcie, wydobyłam z siebie to, co najlepsze – dodaje aktorka.
Brak zindywidualizowanego podejścia i ciągła presja sprawiły, że gwiazda całkowicie przestała wierzyć we własne predyspozycje ruchowe.
– Jeśli trafisz na złe warunki, jak ja w szkole, twój potencjał zostanie po prostu zaprzepaszczony – kwituje gorzko.
Sceniczna kapitulacja
Pokłosie uczelnianych doświadczeń dało o sobie znać podczas pracy nad muzycznym spektaklem w renomowanym warszawskim Teatrze Ateneum. Zadanie wydawało się proste, ponieważ obejmowało opanowanie choreografii u boku utytułowanego tancerza i aktora Stefano Terrazzino. Jednak dwutygodniowe zmagania zakończyły się bolesną porażką. Presja czasu i narosłe blokady psychologiczne okazały się barierą nie do przejścia. Ostatecznie aktorkę zastąpiła na scenie profesjonalna tancerka, Paulina Biernat, która ukryta za tiulem i w specjalnej peruce dublowała Gałązkę w wymagającym układzie.
Z profesjonalnego dystansu tę sytuację analizuje Michał Bartkiewicz, zwycięzca jednej z edycji show i obecny partner taneczny aktorki.
– W teatrze mieli na pewno bardzo ograniczoną liczbę prób. My podczas przygotowań do programu telewizyjnego mogliśmy spędzać na sali całe dnie, więc podłoże i komfort tej pracy były zupełnie inne – zauważa rozmówca Gońca.
Dla Gałązki incydent z teatru stał się jednak punktem zwrotnym o wektorze wybitnie negatywnym.
– Kiedy wielokrotnie proponowano mi udział w “Tańcu z Gwiazdami”, sukcesywnie odmawiałam. Byłam przekonana, że to się po prostu nie uda. Stąd moje ogromne zaskoczenie, że ostatecznie odnieśliśmy sukces – przyznaje aktorka.
Dyplomacja na parkiecie
Kluczem do telewizyjnego triumfu okazała się radykalna zmiana paradygmatu nauczania. To, czego zabrakło w państwowej placówce edukacyjnej, Gałązka odnalazła na komercyjnej sali treningowej. Telewizyjna produkcja wykazała się świetnym zmysłem analitycznym, łącząc ją w parę z Bartkiewiczem. Tancerz odrzucił system kar i twardych ocen, tworząc w zamian bezpieczną, empatyczną przestrzeń i stawiając na miękki język perswazji.
– Paulina to niezwykle wrażliwa artystka, a pod względem tanecznym była absolutnie czystą kartką, co dało się zauważyć od pierwszych treningów – wspomina w rozmowie z Gońcem Bartkiewicz. Jak podkreśla tancerz, w wielkich produkcjach fundamentalne znaczenie ma odpowiednie dopasowanie charakterologiczne.
– W programie zdarzały się pary, które na sali treningowej po prostu darły ze sobą koty. To traumatyczne dla obu stron i absolutnie nie sprzyja przekazywaniu wiedzy – dodaje.
Właściwy dobór pozwolił im uniknąć zakulisowych napięć, skupiając się na esencji ruchu, a nie niezdrowej rywalizacji.
– Kiedy uczysz się czegoś nowego, najważniejszy jest język i miękkie sposoby dotarcia do ciebie – wtóruje mu Gałązka. – W naszej współpracy najważniejszy stał się sam proces, a płynąca z niego przyjemność była ostatecznym celem.
Wielki finał formatu rozrywkowego w wykonaniu Pauliny Gałązki to twardy dowód na to, że nawet najgłębiej zakorzenione edukacyjne blokady można z powodzeniem zneutralizować. Wymaga to jednak ucieczki od toksycznych struktur i odnalezienia przewodnika, który potrafi słuchać, zamiast wyłącznie oceniać.
Źródło: Goniec