Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Koniec polityki ułudy. Dlaczego staliśmy się dla Kijowa chłopcem do bicia?
Albert Świdziński
Albert Świdziński 01.07.2026 11:52

Koniec polityki ułudy. Dlaczego staliśmy się dla Kijowa chłopcem do bicia?

Koniec polityki ułudy. Dlaczego staliśmy się dla Kijowa chłopcem do bicia?
Czy Polska polityka poddała się Ukrainie? fot. KAPiF

Wyobraźcie sobie sytuację, w której ratujecie sąsiadowi dom przed pożarem, oddajecie mu własne oszczędności, a on po wszystkim każe wam stać w deszczu i jeszcze okazuje jawne lekceważenie. Tak właśnie, moi drodzy, wygląda dziś polska polityka wschodnia. Od samego wybuchu wojny weszliśmy w relacje z Ukrainą na absolutnej, zgubnej emocji, całkowicie ślepnąc na twarde, materialne interesy naszego państwa. Zamiast chłodnej transakcyjności, nasi decydenci wybrali festiwal melodramatycznych przemówień. Dziś stoimy przed ścianą: pomoc, która miała być najpotężniejszym dyplomatycznym lewarem w historii III RP, stała się zwykłym darmowym biletem. Brak odwagi, by postawić twarde warunki, mści się na nas każdego dnia jawnym dyplomatycznym brakiem szacunku.

Polityka bez faktur i mityczna wdzięczność

Kardynalny błąd popełniliśmy już w 2023 roku. Obserwowaliście to sami – wysyłaliśmy czołgi, przyjmowaliśmy uchodźców, otwieraliśmy granice. I co? I nic. Każda, absolutnie każda kolejna fala wsparcia powinna być bezwzględnie warunkowana i klauzulowana konkretnymi ustępstwami ze strony Kijowa. Zamiast brutalnej, ale jakże naturalnej zasady „coś za coś”, polska polityka zagraniczna uciekła w sferę duchową. Nasi politycy naiwnie uwierzyli w mityczną wdzięczność, zapominając, że w bezwzględnym świecie relacji międzynarodowych takie pojęcie po prostu nie istnieje. 

Zamiast zmapować nasze potężne atuty – kontrolę nad logistyką, kluczowy głos w sprawie akcesji do UE, infrastrukturę, finanse – i zacisnąć je w negocjacyjnym imadle, woleliśmy liczyć na oklaski. W efekcie pozwoliliśmy na to, by administracja ukraińska odsyłała nasze państwowe ordery zwykłą paczką kurierską. To nie jest dyplomacja. To jest frajerstwo.

Świat mafijnych rodzin, a nie przedszkole

Zrozumcie jedną podstawową rzecz: relacje międzynarodowe to nie jest piaskownica, w której pani przedszkolanka każe wszystkim podać sobie rączki na zgodę. To jest anarchiczny system, który w swoich mechanizmach łudząco przypomina interakcje zorganizowanych rodzin mafijnych. W tym ekosystemie nie można pozwolić sobie na jawne upokorzenie bez nałożenia realnych kosztów na winowajcę, bo to natychmiast pozycjonuje nas jako słabą ofiarę w oczach całego regionu. 

My tymczasem bawimy się w dyplomatyczny cyrk oburzenia o „blaszki”, podczas gdy prawdziwym problemem jest nasz strach przed uderzeniem tam, gdzie partnera to realnie zaboli – w interesy gospodarcze i logistyczne. Kijów wygenerował asertywne, wręcz agresywne przywództwo, które z determinacją wyrywa dla siebie, co się da. A my? Wciąż rozglądamy się po sali, szukając geopolitycznego "tatusia" w Waszyngtonie czy Brukseli, zamiast oprzeć siłę o własny potencjał.

Syndrom sieroty na salonach w Hamptons

Z drugiej strony Ukraińcy, i to trzeba powiedzieć głośno, popełniają właśnie tragiczny w skutkach błąd strategiczny. Totalnie przeceniają swoją rolę dla świata. Wyobraźcie sobie sierotę z ulicy, która z litości została zaproszona przez elity "old money" do luksusowej rezydencji w Hamptons. Zjadła ciepły posiłek, posiedziała w skórzanym fotelu i nagle, w oparach absurdu, uznała, że jest równa gospodarzom. Ukraińcy nabrali groźnego dla nich samych przekonania, że są absolutnie niezbędną tarczą, chroniącą Zachód przed upadkiem. Zejdźmy na ziemię: to obiektywna nieprawda. Zamożna Europa potrafiłaby przetrwać, ustabilizować się i ostatecznie cynicznie dobić targu z Rosją bez nich.

Jeśli natychmiast nie obudzimy się z tego romantycznego letargu, zostaniemy na lodzie. Na naszych oczach wykuwa się nowy układ na linii Europa-Rosja-Azja. Myślicie, że w berlińskich czy paryskich ministerstwach kogokolwiek obejdzie nasza moralna racja w kwestii Wołynia? Dla niemieckiego czy francuskiego przemysłu nasze historyczne krzywdy są warte okrągłe zero. Koniec z polityką wzdychania. Czas zacząć wystawiać twarde rachunki, bo w przeciwnym razie, w nowym globalnym kontrakcie, znów będziemy wyłącznie darmową pozycją w cudzym menu.

Źródło: Goniec

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji