Menadżer Chwalińskiej ujawnił, co spotkało ją po Wimbledonie. "Stało się coś przerażającego"
Maja Chwalińska po świetnym występie na Roland Garros szybko musiała zmierzyć się z bolesnym zwrotem akcji. W 1. rundzie Wimbledonu Polka skreczowała w meczu z Tajką Mananchayą Sawangkaew z powodu kontuzji. Jak ujawnia jej menedżer Piotr Szczypka, po ostatnich wydarzeniach tenisistkę spotkały nie tylko gratulacje i słowa wsparcia.
Maja Chwalińska znów znalazła się w centrum uwagi
O Mai Chwalińskiej w ostatnich tygodniach zrobiło się głośno z kilku powodów. Najpierw polska tenisistka bardzo dobrze zaprezentowała się na kortach Roland Garros, czym zwróciła na siebie uwagę kibiców i ekspertów. Dla zawodniczki, która przez lata mierzyła się z poważnymi problemami zdrowotnymi, kontuzjami i trudnościami natury psychicznej, był to ważny moment w karierze. Jej historia mogła być odbierana jako przykład powrotu po bardzo trudnym okresie.

Później przyszła jednak 1. runda Wimbledonu, w której Chwalińska rywalizowała z Mananchayą Sawangkaew. Spotkanie nie zakończyło się dla Polki tak, jak mogła sobie wymarzyć. Powodem była kontuzja, przez którą musiała zakończyć udział w meczu. W takich okolicznościach można było oczekiwać, że reakcje kibiców będą skupione głównie na wsparciu, współczuciu i życzeniach szybkiego powrotu do zdrowia.
Tak się jednak nie stało. Z relacji osób z otoczenia tenisistki wynika, że obok pozytywnych wiadomości pojawiły się również komentarze, które nie miały nic wspólnego z konstruktywną oceną sportowego występu. W rozmowie z Interią menedżer Chwalińskiej Piotr Szczypka nie ukrywa, że skala i charakter tych reakcji były dla niego trudne do zaakceptowania.
Menedżer Mai Chwalińskiej mówi o dwóch falach hejtu
Piotr Szczypka przekonuje, że negatywne reakcje nie pojawiły się dopiero po Wimbledonie. Według niego pierwsza fala uderzyła w zawodniczkę już po jej bardzo dobrym występie na Roland Garros. Menedżer sugeruje, że część komentarzy mogła pochodzić od osób, które typowały wyniki spotkań w zakładach bukmacherskich i nie przyjęły dobrze rezultatów osiąganych przez Polkę.
– Pierwsza fala hejtu przyszła po sukcesach na kortach Roland Garros. Sukces chyba nie spodobał się tym, co grają w zakładach bukmacherskich. Kolejny raz Maja oberwała po porażce w Wimbledonie. Tych ludzi nie obchodziło to, że przegrała z kontuzją – mówi Piotr Szczypka w rozmowie z Interią.
Słowa menedżera pokazują, że problem nie dotyczył wyłącznie zwykłej krytyki po przegranym meczu. Chodziło o reakcje, które pojawiały się mimo jasnych okoliczności porażki. Chwalińska nie przegrała w Londynie po prostu dlatego, że zagrała słabsze spotkanie. Jej występ został przerwany przez uraz, co w sporcie jest jednym z najbardziej frustrujących scenariuszy dla zawodnika.
To nie pierwszy raz, gdy tenisistka styka się z podobnym zachowaniem. W przeszłości sama mówiła w programie "Dzień Dobry TVN", że już jako 17-latka otrzymywała wiadomości z pogróżkami i życzeniami śmierci. Tamte słowa pokazują, że dla Chwalińskiej kontakt z brutalną stroną sportowej popularności nie jest nowością. Można było jednak liczyć, że dobry wynik na dużej imprezie przyniesie jej przede wszystkim uznanie. Tymczasem, jak wynika z relacji Szczypki, nawet sukces nie zatrzymał negatywnych reakcji.
Chwalińska ma wsparcie. Współpracuje z nowym psychologiem
Menedżer Polki podkreśla, że w jej otoczeniu wszyscy starają się tłumaczyć zawodniczce, aby nie koncentrowała się na hejcie i nie pozwalała, by wpisy obcych osób wpływały na jej codzienne funkcjonowanie. Jednocześnie przyznaje, że takie rady łatwo brzmią tylko w teorii. W praktyce nawet zawodniczka, która wiele przeszła i ma za sobą lata walki o powrót na właściwe tory, nie zawsze może całkowicie odciąć się od negatywnych emocji.
– Stało się coś przerażającego, coś, czego nie potrafię i nigdy nie zrozumiem. Mai już mówiłem, że nie ma się co przejmować, bo to piszą obcy ludzie, a słuchać powinna bliskich, którym na niej zależy. Cały czas jej tłumaczymy w klubie, żeby się nie przejmowała hejtem, że musi się od tego odciąć. Łatwo się jednak mówi – zauważa Piotr Szczypka w rozmowie z Interią.
Chwalińska ma za sobą wyjątkowo trudny etap kariery. Przez kilka lat nie była w miejscu, do którego jako utalentowana zawodniczka chciała dojść. Musiała mierzyć się z problemami zdrowotnymi, kontuzjami i depresją. To wszystko sprawiło, że jest osobą odporniejszą niż wiele innych zawodniczek, ale nie oznacza to, że krzywdzące komentarze przestają mieć znaczenie.
– Z jednej strony, to jest twarda kobieta, co nie będzie płakać po jednym głupim komentarzu. Z drugiej nie da się tego wszystkiego mieć w nosie. Czasem to jednak boli i dotyka – zwraca uwagę Piotr Szczypka.
Menedżer zaznacza, że Chwalińska nie należy do osób bardzo aktywnych w mediach społecznościowych. Z jego wiedzy nie wynika, by regularnie przeglądała komentarze na swój temat. On sam również tego unika, bo – jak przyznaje – nie widzi w takich wpisach wartościowej oceny sportowej. Problem polega jednak na tym, że nawet jeśli zawodniczka nie szuka takich treści, ich atmosfera i tak dociera do jej otoczenia.

– Maja na szczęście nie jest za bardzo aktywna w mediach społecznościowych i nic mi nie wiadomo o tym, żeby siedziała i czytała komentarze. Ja też tego nie robię, bo szkoda mi czasu. Tam nie ma konstruktywnej krytyki. To przeważnie żale ludzi, którzy sami nigdy nie grali w tenisa, a na pewno nie grali lepiej od Mai. Jednak to wszystko do nas dociera i robi dużo złej krwi – ocenia Piotr Szczypka w rozmowie z Interią.
W tej sytuacji ważne jest wsparcie specjalistów. Chwalińska już wcześniej korzystała z pomocy psychologów, a przy okazji Roland Garros rozpoczęła współpracę z nową osobą. Jak przekazał Szczypka, psycholog był obecny przez kilka dni podczas turnieju, co pokazuje, że sztab tenisistki poważnie traktuje jej komfort psychiczny i emocjonalne bezpieczeństwo.
– Maja od dłuższego czasu współpracowała z różnymi psychologami. Przy okazji Roland Garros pozyskała nowego psychologa, który był nawet przez kilka dni na turnieju. Tu wszystko jest pod kontrolą – kwituje Piotr Szczypka.