Nocne spotkania i wybory 2027. Czy Bielan i Kamiński wciąż grają do jednej bramki?
Byli nazywani dwugłowym monstrum i pierwszymi polskimi spin doktorami z prawdziwego zdarzenia. – To nie polityka ich łączy, ale spojrzenie na nią. Oni jako pierwsi uczynili cnotę z politycznego cynizmu – ocenia w rozmowie z Gońcem politolożka, prof. Anna Siewierska.
Adam Bielan i Michał Kamiński to architekci głębokiej polaryzacji, która od dekad bezwzględnie trawi naszą debatę publiczną. Choć przez lata oficjalnie trwali w ostrym sporze, dziś wiele wskazuje na to, że ich drogi znów się przecinają. Czego możemy się spodziewać po duecie, który przed kluczowymi wyborami w 2027 roku może ponownie rozdawać karty?
Ojcowie politycznej polaryzacji
Michał „Misiek” Kamiński i Adam Bielan weszli na salony w czasach zmierzchu postkomunistycznej lewicy. To oni na potrzeby zwycięstwa braci Kaczyńskich wymyślili oś sporu, która na lata zdefiniowała polską politykę. Przeciwstawienie wymyślonej „Polski solidarnej” niebezpiecznej „Polsce liberalnej” okazało się strzałem w dziesiątkę.
Ich siła nie leżała w spieraniu się na programy, lecz w bezwzględnym graniu na emocjach i lękach wyborców. Kamiński, swobodnie brylujący na sejmowych korytarzach, z łatwością zjednywał sobie ludzi, podczas gdy Bielan jawił się jako stateczny, twardy strateg.
– Oni wyczuli, że słowo solidarność będzie potężnym pojęciem polaryzującym, jeśli po drugiej stronie postawi się celowo zniekształcone pojęcie liberalizmu – tłumaczy Gońcowi prof. Siewierska. – Zderzyli ze sobą dwa sprzeczne obszary wartości. To bardzo wdzięczna walka na symbole, ale jednocześnie niesamowicie wyniszczająca dla spójności społecznej.
Ta bezwzględność przejawiała się w sięganiu po najcięższe działa. To ten duet wylansował w polskich mediach Erikę Steinbach. Z drugorzędnej niemieckiej polityczki zrobili potężne zagrożenie narodowe, wyłącznie po to, by brutalnie zagrać na antyniemieckich fobiach Polaków.
Teflonowy pancerz i medialne iluzje
Mimo lat spędzonych w samym centrum politycznych burz, obaj zachowali wyjątkową zdolność do unikania odpowiedzialności. Adam Bielan, wbrew licznym woltam, zdradzie swojego dawnego patrona Jarosława Gowina i potężnej aferze w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR), wciąż trzyma się na powierzchni. Gdy wybuchł skandal z milionowymi dotacjami, w którym w tle przewijały się interesy jego żony przy tak zwanym projekcie kabla, winę gładko zrzucono na Jacka Żalka.
Zaskakujące jest to, że Bielanowi przez lata udawało się uwodzić dziennikarzy, którzy z reguły byli dla niego niezwykle życzliwi. Pełnił dla liberalnych mediów rolę specyficznego wentyla bezpieczeństwa. Zamiast obiektywnych relacji ze środka obozu Zjednoczonej Prawicy, przemycał po prostu korzystną dla siebie narrację, a media bezrefleksyjnie to kupowały. Jednak ta medialna bańka może wkrótce pęknąć. Zmorą Bielana – jak zauważa dziennikarz Gońca Radosław Gruca – pozostaje Robert Anacki, były wiceprezes Porozumienia. Konsekwentnie oskarża on spin doktora o organizację wyborów kopertowych i inspirowanie fałszywych zarzutów wobec jego osoby.
Tajemnica wiecznego sojuszu
Oficjalne rozstanie obu spin doktorów nastąpiło wiele lat temu. Kamiński zakorzenił się po stronie liberalnej, stając się między innymi kluczowym doradcą Ewy Kopacz, a Bielan pozostał szarą eminencją Prawa i Sprawiedliwości. Jednak kuluarowe doniesienia z ostatnich miesięcy – w tym o nocnych, wielogodzinnych spotkaniach w domu Bielana, z udziałem Szymona Hołowni, Michała Kamińskiego i Jarosława Kaczyńskiego – każą wątpić w autentyczność ich konfliktu.
– Wydaje mi się, że więź Kamińskiego i Bielana jest nierozerwalna – wskazuje prof. Siewierska. – W którymś momencie ich polityczne drogi się rozeszły, ale mam wrażenie, że to wcale nie bieżąca polityka ich łączy.
Przed nadchodzącą kampanią wyborczą w 2027 roku stawką jest to, czy Polacy po raz kolejny uwierzą w te same sztuczki, zaledwie odświeżone na potrzeby mediów społecznościowych.
– Obaj zawsze potrafili znaleźć kozłów ofiarnych, by samemu wyjść z twarzą. Ta metoda niestety wciąż działa – podsumowuje Gruca.
Dwugłowa hydra, nawet jeśli od lat udaje, że jej głowy patrzą w zupełnie innych kierunkach, wciąż żywi się dokładnie z tego samego politycznego organizmu.