Mularczyk po wizycie Merza w USA: "Bardzo groźne dla Polski. Nie ma zgody na politykę ponad naszymi głowami"
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz prowadzi intensywną ofensywę dyplomatyczną. Zaledwie kilka dni po lutowej wizycie w Pekinie i rozmowach z Xi Jinpingiem, szef niemieckiego rządu udał się w marcu do Waszyngtonu na spotkanie z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Dla Polski ta sytuacja niesie jednak poważne ryzyko. Czy Berlin realizuje wyłącznie własne interesy gospodarcze i jest gotowy poświęcić sojuszników? Porozmawialiśmy o tym z europosłem PiS Arkadiuszem Mularczykiem.
- Niemcy balansują między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, aby za wszelką cenę chronić pozycję globalnego eksportera
- Friedrich Merz próbuje występować w Waszyngtonie jako reprezentant całej Unii Europejskiej, na co Polska stanowczo nie wyraża zgody
- Interesy Europy Środkowej (bezpieczeństwo, wschodnia flanka NATO) są na ścieżce kolizyjnej z celami handlowymi Niemiec
Taniec między Waszyngtonem a Pekinem
Pod koniec lutego 2026 roku Friedrich Merz odwiedził Chiny, gdzie wspólnie z Xi Jinpingiem deklarował chęć pogłębiania relacji handlowych, dostrzegając "wielki potencjał do dalszego wzrostu" wymiany gospodarczej. Na początku marca kanclerz Niemiec zameldował się już w Białym Domu.
Podczas spotkania z Donaldem Trumpem obaj przywódcy zapewniali, że w kluczowych sprawach globalnych są "jednej myśli". Ta dyplomatyczna podwójna gra Berlina, próbującego utrzymać doskonałe relacje z dwoma największymi rywalami geopolitycznymi na świecie, wywołuje uzasadniony niepokój w państwach Europy Środkowej.
Takie działania rządu w Berlinie mają bezwzględne podłoże ekonomiczne. Wskazuje na to bezpośrednio europoseł i były wiceszef polskiego MSZ, Arkadiusz Mularczyk.
– Moja konkluzja jest taka, że Niemcy próbują prowadzić politykę balansu oraz pewnego pragmatyzmu politycznego i ekonomicznego. Próbują być partnerem zarówno dla USA, jak i dla Chin – tłumaczy polityk, oceniając najnowsze ruchy niemieckiej dyplomacji.
Dla Niemiec nadrzędnym celem na 2026 rok pozostaje obrona własnych rynków zbytu przed skutkami ewentualnych wojen celnych oraz spowolnienia gospodarczego. Europoseł Arkadiusz Mularczyk precyzuje motywacje stojące za wizytami Merza:
– Oczywiście chodzi tu przede wszystkim o ich interes gospodarczy. Niemcy są jednym z największych eksporterów na świecie, dlatego zależy im na dalszej współpracy z Chinami i z USA, ponieważ są to główni odbiorcy ich towarów i produktów.
Niemcy uzurpują sobie prawo do głosu w imieniu UE
Z amerykańskich doniesień medialnych wynika, że Friedrich Merz podczas wizyty u Donalda Trumpa konsekwentnie budował wizerunek głównego, a zarazem jedynego istotnego rozmówcy Stanów Zjednoczonych w Europie. Niemiecki kanclerz nie protestował, gdy amerykańska administracja wysuwała twarde żądania finansowe wobec innych państw europejskich (np. w kwestii podniesienia wydatków obronnych). Zgoda na takie traktowanie sojuszników, przy jednoczesnym monopolizowaniu dialogu z USA, stanowi bezpośrednie uderzenie w niezależność dyplomatyczną Warszawy.
Europoseł Arkadiusz Mularczyk diagnozuje to zachowanie jako bezpośrednie zagrożenie dla polskich interesów.
– Z naszego punktu widzenia jest to o tyle niebezpieczne, że Niemcy próbują się przedstawiać jako reprezentant całej Unii Europejskiej. Takie sformułowania padały nawet podczas spotkań z Trumpem, co jest bardzo groźne dla Polski, ponieważ Niemcy nie są naszym przedstawicielem ani adwokatem – zauważa stanowczo polityk, wskazując na konieczność twardej reakcji polskich władz.
Różnice między Berlinem a Warszawą są fundamentalne i nie pozwalają na prowadzenie wspólnej polityki przez pryzmat wyłącznie niemieckich tabel w Excelu.
– Polska i Europa Centralna mają zupełnie inne interesy gospodarcze i ekonomiczne. Nie ma naszej zgody na to, żeby robić politykę ponad naszymi głowami, co próbuje robić Merz – zaznacza europoseł.
Arkadiusz Mularczyk dekonstruuje również styl uprawiania polityki przez nowego kanclerza:
– Oczywiście robi to w sposób bardzo dyplomatyczny i łagodny, ale w tle są niemieckie interesy gospodarcze, i to jest główne przesłanie jego aktywności.
Polska na kursie kolizyjnym z Berlinem
W obliczu tak zdefiniowanej niemieckiej racji stanu, władze w Warszawie muszą oprzeć swoją siłę dyplomatyczną na budowaniu twardych, własnych sojuszy, bez poszukiwania pośredników.
– Polska musi zatem absolutnie akcentować własną autonomię i to, że jako największy kraj regionu, w taki sposób prezentuje interesy Europy Centralnej. Kluczem jest tu oczywiście współpraca ze Stanami Zjednoczonymi, bazy wojskowe oraz wzmacnianie naszej współpracy gospodarczo-wojskowej – wylicza polityczne priorytety Arkadiusz Mularczyk.
Geopolityczna presja na wschodniej flance NATO wymusza porzucenie złudzeń o europejskiej solidarności.
– Poza tym, musimy prowadzić politykę absolutnie pragmatyczną. W tym dynamicznie zmieniającym się świecie, musimy każdego dnia, tygodnia i miesiąca analizować układ sił oraz starać się zabezpieczać interesy naszego kraju i regionu – przekonuje polityk.
Według niego Warszawa dysponuje potężnymi narzędziami negocjacyjnymi, które wystarczy mądrze wykorzystać:
– Polska musi się prezentować jako kraj stabilny, przewidywalny, o stałym wzroście gospodarczym. Jako kraj flankowy, będący filarem bezpieczeństwa w regionie, niezbędny dla odbudowy Ukrainy i zabezpieczenia wschodniej flanki NATO, ale też jako filar Trójmorza. I to jest, jak myślę, główny atut naszego regionu i naszego kraju.
Współpraca 13 krajów w ramach formatów regionalnych to dziś jedyna logiczna odpowiedź na narzucaną z zewnątrz dominację polityczną.
– Łączymy 13 krajów Europy Centralnej między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym. Nasze interesy absolutnie nie są zbieżne z interesami Niemiec, które mają zupełnie inne priorytety – podsumowuje Arkadiusz Mularczyk.
Polityk punktuje wprost, dlaczego dogadanie się z Berlinem w kwestiach kluczowych dla Polski jest niemożliwe:
– Zaznaczam raz jeszcze, to globalny eksporter towarów, samochodów i sprzętu. My mamy zupełnie inne wyzwania: Rosję, Białoruś, ciągłe zagrożenie i kwestię wojny w Ukrainie. Dlatego nasze interesy są niestety w dużej mierze na ścieżce kolizyjnej z interesami Niemiec.
Odpowiedzią na tę sytuację musi być zmiana wektorów w polskiej polityce zagranicznej.
– Powinniśmy w dużej mierze wzmacniać Trójmorze, przede wszystkim w oparciu o relacje z USA – kwituje stanowczo polski europoseł.
Źródło: Goniec.pl