Kosztowny bilet na CPAC. Karol Nawrocki traci wizerunek, Przemysław Czarnek zwiera szyki
W obliczu zbliżających się rozstrzygnięć wyborczych obóz polskiej prawicy podejmuje ryzykowne decyzje wizerunkowe i personalne. Jak w programie “Układ Zamknięty” zauważają dziennikarze Gońca Wojciech Mulik i Radosław Gruca działania prezydenta Karola Nawrockiego, jak i nowa rola Przemysława Czarnka, wpisują się w szerszą strategię walki o przetrwanie i dominację na politycznej scenie. Obie te postacie zmagają się z zupełnie innymi wyzwaniami, jednak ich losy doskonale obrazują obecny stan i priorytety Zjednoczonej Prawicy.
Złudzenia niezależności i cień Donalda Trumpa
Decyzja Karola Nawrockiego o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych na kongres środowisk prawicowych CPAC (Conservative Political Action Conference) to krok, który zdaniem ekspertów może okazać się poważnym błędem. Prezydent traci w ten sposób wizerunek kandydata niezależnego, pozycjonując się jednoznacznie w bardzo radykalnym nurcie politycznym. Zamiast budować silną pozycję na arenie europejskiej i prowadzić wyważoną dyplomację w dobie napięć na Bliskim Wschodzie czy przedłużającej się wojny w Ukrainie, głowa państwa skupia się na budowaniu własnej bazy poparcia wewnątrz obozu prawicy.
– Karol Nawrocki jest zakładnikiem swojego wielkiego patrona, Donalda Trumpa – zauważa Radosław Gruca.
Amerykański polityk realizuje własne cele, traktując polskiego prezydenta instrumentalnie, a polska dyplomacja staje się jedynie tłem dla jego nieprzewidywalnych działań. Otoczenie utwierdza Nawrockiego w przekonaniu, że to on jest obecnie najważniejszym liderem prawicy, stanowiącym przeciwwagę dla Jarosława Kaczyńskiego. Skutkuje to jednak naśladowaniem izolacyjnej polityki w stylu węgierskim oraz konfrontacyjną postawą w kraju.
Uparte wetowanie kluczowych ustaw i blokowanie nominacji dyplomatycznych doprowadziło do utraty dawnego poparcia społecznego, w tym wierności środowisk kibicowskich, które dziś otwarcie i transparentnie krytykują prezydenta z trybun stadionów.
– Karol Nawrocki będzie musiał znaleźć z tej sytuacji wyjście, w przeciwnym razie problemy będą się jedynie nawarstwiać – podkreśla dziennikarz.
Utrzymanie roli naczelnego hamulcowego rządu grozi mu całkowitą izolacją i wizerunkową klęską na koniec kadencji.
Przemysław Czarnek jako polityczny zderzak
Podczas gdy Nawrocki walczy o przywództwo w obozie, do zadań specjalnych na krajowym podwórku oddelegowany został Przemysław Czarnek. Jego nieoficjalna kandydatura na premiera z ramienia Zjednoczonej Prawicy to głęboko przemyślany ruch zaniepokojonej centrali partyjnej. Głównym celem byłego ministra edukacji nie jest jednak faktyczne przejęcie władzy, lecz konsolidacja uciekającego, radykalnego elektoratu oraz siłowe zahamowanie rozkładu ogólnokrajowego poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości.
– Czarnek ma za zadanie utrzymać to, co całkowicie rozsypało się prezesowi w rękach – wskazuje Gruca.
Z racji swojego ostrego języka i wyrazistości, Czarnek potrafi trafić swoimi prostymi przekazami bezpośrednio do najtwardszych wyborców. Świadomie poświęca swój wizerunek wśród umiarkowanych obywateli z wielkich miast, aby powstrzymać odpływ sympatyków do skrajniejszych, konkurencyjnych formacji z prawej strony sceny.
Wsparcie Kościoła
Niezwykle istotnym elementem tej układanki jest zacieśnienie nadszarpniętych relacji z hierarchią kościelną. Zdecydowana obrona tradycyjnych, konserwatywnych wartości przez Czarnka gwarantuje prawicy bezwarunkowe wsparcie duchowieństwa w kluczowych miesiącach kampanii. Wojciech Mulik zaznacza: – Szalenie istotne jest to, że ma on wsparcie Kościoła. Ten taktyczny, pragmatyczny sojusz to niezłomny fundament, na którym zdeterminowana prawica zamierza krok po kroku odbudować swoją zburzoną polityczną potęgę.
Wiele wskazuje na to, że w samym sercu obozu rośnie przekonanie, iż Czarnek pełni z góry zaplanowaną rolę strategicznego politycznego zderzaka na trudne czasy. Przyjmuje na siebie najcięższe ciosy przeciwników, działając ściśle mobilizacyjnie. – Z perspektywy Kaczyńskiego Czarnek z pewnością jest dobrym wyborem ze względu na swoją dynamikę i wiecowy charakter – ocenia komentator. Kwestia ostatecznego przywództwa w ewentualnym prawicowym rządzie pozostanie prawdopodobnie otwarta aż do powyborczego podziału cennych mandatów sejmowych, a wszechwładny prezes PiS po raz kolejny udowadnia, że swoje publiczne obietnice personalne traktuje jako wysoce elastyczne i niewiążące.
Źródło: Goniec