Komornik do końca życia zapamięta ten dzień. "Zakrwawiona twarz, ubranie i akta"
Rutynowe wyjście służbowe, zwykły adres i czynność, która miała potrwać kilka minut. Zamiast tego doszło do zdarzenia, które uruchomiło alarm w całym środowisku prawniczym i postawiło pytania o granice bezpieczeństwa osób wykonujących obowiązki państwowe. To, co wydarzyło się w jednym z bydgoskich bloków, pokazuje, jak cienka bywa linia między prawem a brutalną przemocą.
- Co wydarzyło się na klatce schodowej
- Stan poszkodowanego i konsekwencje ataku
- Narastająca agresja wobec funkcjonariuszy publicznych
Atak bez ostrzeżenia. Klatka schodowa zamieniła się w miejsce przemocy
Do zdarzenia doszło w piątkowe popołudnie na bydgoskim osiedlu Szwederowo. 47-letni komornik sądowy pojawił się w jednym z bloków, by wykonać czynności służbowe związane z egzekucją należności. Sprawa, którą prowadził, nie dotyczyła prywatnego sporu ani konfliktu osobistego – była to egzekucja zobowiązania wobec Skarbu Państwa i, jak podkreślają przedstawiciele samorządu komorniczego, dotyczyła relatywnie niewielkiej kwoty.
Do eskalacji doszło natychmiast. Jeszcze zanim komornik zdążył zapukać do drzwi mieszkania, został zaatakowany przez 35-letniego mężczyznę. Napastnik nie wdawał się w rozmowę, nie próbował negocjować ani protestować w sposób werbalny. Zamiast tego uderzył z pełną siłą, zaskakując ofiarę w przestrzeni wspólnej – na klatce schodowej.
To właśnie ten element sprawia, że sprawa jest szczególnie niepokojąca. Atak nastąpił w miejscu, które teoretycznie powinno być neutralne i bezpieczne, a nie w trakcie sporu o zajęcie mienia czy w mieszkaniu dłużnika. Według wstępnych ustaleń wszystko wskazuje na to, że agresja była zaplanowana, a sam widok przedstawiciela wymiaru sprawiedliwości wystarczył, by wyzwolić brutalną reakcję.
Na miejsce wezwano policję, która szybko obezwładniła napastnika i zatrzymała go do dalszych czynności. Dla poszkodowanego było już jednak za późno, by uniknąć poważnych obrażeń.
Zakrwawiona twarz i szpitalna sala. Lekarze oceniali skalę obrażeń
Komornik został przewieziony do szpitala w stanie wymagającym pilnej pomocy medycznej. Obrażenia, które odniósł, były widoczne już na pierwszy rzut oka. Jak przekazał rzecznik Rady Izby Komorniczej w Gdańsku Adam Szymański, który kontaktował się z poszkodowanym, skutki ataku były poważne i bolesne.
Mężczyzna doznał urazów głowy, rozcięć w okolicy łuków brwiowych oraz uszkodzenia zęba. Rany intensywnie krwawiły, a krew zalała nie tylko jego twarz i ubranie, lecz także dokumenty służbowe, które miał przy sobie. Ten obraz – zakrwawione akta sprawy – stał się symbolicznym dowodem skali agresji wymierzonej nie tylko w człowieka, ale i w instytucję, którą reprezentował.
Lekarze musieli sprawdzić, czy nie doszło do wstrząśnienia mózgu lub innych powikłań neurologicznych. Tego typu urazy wymagają obserwacji, ponieważ ich skutki mogą ujawnić się dopiero po kilku godzinach lub dniach. Choć życiu poszkodowanego nie zagrażało bezpośrednie niebezpieczeństwo, jego stan określano jako poważny.
Równie istotne, choć niewidoczne, są konsekwencje psychiczne. Taki atak często pozostawia trwały ślad w postaci lęku, problemów ze snem i obaw przed dalszym wykonywaniem zawodu. Dla komornika, którego praca opiera się na bezpośrednim kontakcie z ludźmi, to doświadczenie może okazać się równie dotkliwe jak obrażenia fizyczne.
Narastający problem. Komornicy na pierwszej linii społecznego gniewu
Zdarzenie w Bydgoszczy wpisuje się w szerszy, coraz bardziej niepokojący trend. Agresja wobec funkcjonariuszy publicznych systematycznie narasta, a komornicy są jedną z grup szczególnie narażonych na ataki. Ich praca wiąże się z ingerencją w sferę majątkową obywateli, co często wywołuje skrajne emocje – od frustracji po otwartą wrogość.
Eksperci zwracają uwagę, że komornik bywa postrzegany jako „twarz systemu”, na którą przenoszony jest gniew wobec sądów, państwa czy trudnej sytuacji życiowej. W rzeczywistości jest on wykonawcą prawomocnych decyzji, bez prawa do dowolnej interpretacji czy odstąpienia od czynności. Mimo to to właśnie on najczęściej staje oko w oko z osobą, która czuje się pokrzywdzona lub zdesperowana.
Środowisko komornicze od lat alarmuje, że poziom zabezpieczeń jest niewystarczający. Wizyty w pojedynkę, brak obowiązkowej asysty policji i ograniczone możliwości wcześniejszej oceny ryzyka sprawiają, że każda czynność w terenie może wiązać się z realnym zagrożeniem.
Po bydgoskim ataku coraz głośniej mówi się o konieczności zmian systemowych. Wśród propozycji pojawiają się m.in. obowiązkowa obecność policji przy określonych czynnościach, stworzenie rejestru przypadków agresji oraz zaostrzenie kar za przemoc wobec funkcjonariuszy publicznych.
To zdarzenie nie jest jedynie lokalnym incydentem. Dla wielu przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości stało się ostrzeżeniem, że granica bezpieczeństwa została przekroczona. Jeśli podobne sytuacje będą się powtarzać, konsekwencje mogą dotknąć nie tylko samych komorników, lecz cały system egzekucji prawa. A bez niego państwo prawa przestaje realnie funkcjonować.
