Polak zatrzymany w Dominikanie. Miał przywłaszczyć ponad 14 mln zł
Jedna decyzja uruchomiła lawinę zdarzeń, która doprowadziła do międzynarodowej akcji służb, a w konsekwencji do zatrzymania osoby, która przez długi czas pozostawała poza zasięgiem polskiego wymiaru sprawiedliwości. To opowieść o nadużyciu zaufania, perfekcyjnie wykorzystanej wiedzy o systemie i przekonaniu, że ucieczka na drugi koniec świata zapewni bezkarność.
- Zaufanie, które stało się narzędziem
- Jak działał mechanizm wielomilionowej afery
- Zatrzymanie za granicą i co dalej ze sprawą
Zaufanie, które stało się narzędziem
Przez lata funkcjonował w strukturach wymiaru sprawiedliwości, mając dostęp do procedur, danych i systemów, do których nie dociera przeciętny obywatel. Taka pozycja wymaga szczególnej odpowiedzialności, ale w tym przypadku – jak dziś ustalają śledczy – została wykorzystana w zupełnie odwrotny sposób.
Były asesor komorniczy ze Szczecina doskonale znał mechanizmy działania kancelarii, obieg dokumentów oraz słabe punkty systemu. To właśnie ta wiedza miała stać się fundamentem jednej z największych afer finansowych związanych z postępowaniami komorniczymi w ostatnich latach. Przez długi czas nic nie wzbudzało podejrzeń, a działania sprawcy pozostawały niezauważone.
Dopiero po wielu miesiącach pojawiły się pierwsze sygnały, że w zamkniętych już sprawach dochodzi do nieprawidłowości. Gdy kontrola zaczęła odkrywać kolejne anomalie, osoba odpowiedzialna za proceder była już poza granicami kraju.
Jak działał mechanizm wielomilionowej afery
Z ustaleń śledczych wynika, że proceder był rozciągnięty w czasie i oparty na powtarzalnym schemacie. Wykorzystywano zakończone postępowania egzekucyjne, w których stronami były duże instytucje finansowe. Następnie – poprzez manipulację wpisami w systemie – dochodziło do całkowitego odwrócenia ról procesowych.
Fałszywe dane stawały się podstawą do uruchamiania kolejnych operacji finansowych. Pieniądze, które nie powinny nigdy opuszczać rachunków firm, trafiały na konta kontrolowane przez sprawcę. Skala pojedynczych transakcji sięgała setek tysięcy złotych, a łączna suma – jak ustalono – przekroczyła 14 milionów.
Kluczowe było to, że mechanizm wykorzystywał formalnie poprawne procedury, oparte jednak na nieprawdziwych danych. Dzięki temu przez długi czas system „nie widział” problemu, a nielegalne działania pozostawały ukryte. Dopiero kompleksowa analiza ujawniła, jak duża była skala nadużyć.
Zatrzymanie za granicą i co dalej ze sprawą
Gdy sprawa wyszła na jaw, rozpoczął się etap, który przeniósł śledztwo na poziom międzynarodowy. Wydano list gończy, uruchomiono współpracę z zagranicznymi służbami i sięgnięto po jedno z najpoważniejszych narzędzi – Czerwoną Notę Interpolu. To sygnał dla policji na całym świecie, że poszukiwana osoba powinna zostać zatrzymana.
Po długich ustaleniach udało się namierzyć miejsce pobytu zbiega w Republice Dominikany. Tam, w jednym z najpopularniejszych kierunków turystycznych na Karaibach, doszło do zatrzymania. Akcja była efektem ścisłej współpracy polskich funkcjonariuszy z partnerami zagranicznymi.
Po deportacji do Polski mężczyzna trafił do aresztu, gdzie usłyszał poważne zarzuty. Prokuratura nie ukrywa, że sprawa jest rozwojowa i możliwe są kolejne wątki. Grożąca kara sięga nawet 25 lat pozbawienia wolności, co pokazuje, jak poważnie traktowane są przestępstwa tego rodzaju.
Ta afera ma znaczenie znacznie szersze niż los jednego człowieka. Stawia pytania o bezpieczeństwo systemów, nadzór nad postępowaniami komorniczymi i mechanizmy kontroli wewnętrznej. Jednocześnie pokazuje, że ucieczka za granicę – nawet bardzo daleką – nie gwarantuje bezkarności.
Dla wymiaru sprawiedliwości to bolesna lekcja, ale też dowód na skuteczność międzynarodowej współpracy służb. Dla opinii publicznej – przypomnienie, że największe nadużycia często rodzą się tam, gdzie zaufanie spotyka się z brakiem kontroli.
