Co dalej ze sprawą Zbigniewa Ziobry? Andrzej Rozenek zdradza ostatnią deskę ratunku dla rządu
Sprawa rzekomej ucieczki i uniknięcia odpowiedzialności przez Zbigniewa Ziobrę stała się symbolem niemocy polskich instytucji, które po zmianie władzy miały przywrócić w kraju praworządność. Choć obietnice rozliczeń były fundamentem kampanii wyborczej koalicji 15 października, rzeczywistość brutalnie obnażyła słabość sądów, prokuratury i służb specjalnych. Dziś, gdy standardowe procedury karne zawodzą, ostatnią deską ratunku pozostaje ofensywa dyplomatyczna. Czy polskie państwo odzyska sprawczość, czy pozostanie jedynie wizerunkową wydmuszką?
Instytucjonalny paraliż i błędy prokuratury
Sytuacja wokół byłego ministra sprawiedliwości, na którym ciąży widmo 26 zarzutów dotyczących m.in. nieprawidłowości w wydatkowaniu środków z Funduszu Sprawiedliwości, ukazała głębokie dysfunkcje w kluczowych organach państwa. Andrzej Rozenek w rozmowie z serwisem Goniec.pl nie szczędzi słów krytyki pod adresem wymiaru sprawiedliwości. Największym problemem okazuje się niewytłumaczalna opieszałość w procedowaniu europejskiego nakazu aresztowania (ENA).
– Zawiodły sądy, dlatego że od wielu miesięcy czekamy na europejski nakaz aresztowania – zauważa Andrzej Rozenek. – Ta procedura jest przewlekana w sposób zupełnie niezwykły. W przypadku każdych innych przestępców takie nakazy dostaje się praktycznie z dnia na dzień.
Krytyka dotyka również prokuratury, która zdaniem komentatorów nie wykazała się dostateczną czujnością przy obsadzie sędziowskiej kluczowych postępowań. Kontrowersje wzbudza m.in. rola sędzi Grabowskiej, której powiązania kapitałowe z prawicowymi mediami powinny być sygnałem ostrzegawczym dla śledczych.
– Zawiodła prokuratura, która miała wiele miesięcy na to, żeby sprawdzić, kim jest sędzia Grabowska i ustalić, że jest współwłaścicielką TV Republika – punktuje Rozenek w “Rozmowie Gońca”. – W związku z tym powinno być jasne, że z tej sprawy należy się wyłączyć.
Służby w cieniu porażki
Gdy zawodzą procedury prawne, silne państwo powinno dysponować mechanizmami bezpieczeństwa, które zapobiegają ucieczce osób podejrzanych o najcięższe przestępstwa polityczne i gospodarcze. W przypadku Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego, opinia publiczna odnosi wrażenie, że służby specjalne pozostały bierne. Brak koordynacji między segmentami państwa prowadzi do sytuacji, w której uciekinierzy mogą drwić z wymiaru sprawiedliwości, przebywając bezpiecznie poza granicami kraju.
– Tak to sobie wyobrażam, że silne państwo w tym momencie mówi: „Dobra, sąd nie zrobił tego, co do niego należało, prokuratura nie zdążyła, w związku z tym mamy jeszcze służby specjalne” – argumentuje gość portalu Goniec.pl. Zdaniem ekspertów, obecna sytuacja to nie tylko porażka operacyjna, ale przede wszystkim wizerunkowa, podsycająca irytację elektoratu, który oczekiwał szybkich i skutecznych rozliczeń.
Ostatni as w rękawie: Dyplomatyczna ofensywa
W obliczu impasu wewnątrz kraju, ciężar odpowiedzialności przesuwa się w stronę Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Radosław Sikorski stoi przed wyzwaniem wykorzystania wpływów w Waszyngtonie, aby skłonić amerykańskich partnerów do współpracy w sprawie sprowadzenia polityka do kraju. Jeśli Ziobro przebywa na terytorium USA, polska dyplomacja powinna dążyć do uproszczonych procedur, omijając wieloletnie batalie ekstradycyjne.
– Państwo ma jeszcze jedną kartę, nawiązując do Donalda Trumpa, tą kartą jest dyplomacja – twierdzi Rozenek. – Moim zdaniem teraz to właśnie dyplomacja odgrywa największą rolę. Powinniśmy wymóc na naszym sojuszniku amerykańskim, żeby po prostu potraktowali Ziobrę jak nielegalnego uchodźcę: spakowali do samolotu i odesłali do kraju właściwego dla niego, czyli do Polski.
Walka o reputację państwa sprawczego
Porażka w sprawie sprowadzenia Zbigniewa Ziobry przed oblicze sądu może mieć dalekosiężne skutki dla międzynarodowej reputacji Polski. Państwo, z którego granic można swobodnie wyjechać mimo ciążących zarzutów, przestaje być traktowane poważnie na arenie międzynarodowej. To poważny egzamin dla rządu Donalda Tuska, który obiecał koniec ery bezkarności.
– Dzisiaj walczymy nie o to, żeby PiS miał gorsze notowania, tylko o to, żeby Polska miała reputację państwa sprawczego – podsumowuje Andrzej Rozenek. – Państwa, któremu nie da się uciec spod odpowiedzialności wymiaru sprawiedliwości. Dzisiaj mamy niestety na świecie opinię kraju, w którym można nakraść, połamać prawo, mieć 26 zarzutów i uciekać sobie dowolnie po całym świecie. To jest po prostu niepoważne – mówi Gońcowi.
W oczach wielu wyborców, którzy uwierzyli w hasła o „żelaznej miotle”, sprawa ta staje się symbolem niedotrzymanych obietnic. Jeśli dyplomacja nie stanie na wysokości zadania, rozgoryczenie społeczne może stać się najtrudniejszym przeciwnikiem obecnej koalicji.
Źródło: Goniec