Zakpił z Kancelarii Tuska i teraz ma poważny problem. Grożą mu teraz nawet 3 lata więzienia
Pewien mężczyzna chciał w bardzo oryginalny sposób zwrócić uwagę na aktualny stan funkcjonowania Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF). Zdecydował się na odważny ruch i publicznie zakpił z Kancelarii Donalda Tuska. Jego zakup w aptece, a później wzięcie faktury na KPRM, sprawiło, że znalazł się w poważnych tarapatach. Sprawa trafiła do służb i zakończyła się postawieniem zarzutów.
- Mężczyzna usłyszał zarzut podżegania do wystawienia nierzetelnej faktury
- Podatek VAT od zakupionych prezerwatyw wyniósł zaledwie 89 groszy
- Grozi mu kara pozbawienia wolności do 3 lat
Prowokacja, która trafiła do milionów. Tak zadrwił z Tuska przed całą Polską
Tomasz Sidorczuk wszedł do apteki i dokonał zakupu prezerwatyw. Poprosił farmaceutę o wystawienie faktury na NIP Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w systemie KSeF. Całość nagrał i wrzucił na TikToka.
W KSeF faktura wystawiona na dowolny podmiot trafia automatycznie na konto nabywcy. To nabywca musi ją zweryfikować i ewentualnie odrzucić. Aktywista chciał pokazać, że system wymaga dodatkowej pracy od instytucji publicznych.
Nagranie rozeszło się błyskawicznie. W ciągu 24 godzin zdobyło ponad milion wyświetleń i trafiło do innych mediów społecznościowych.
Służby zajęły się sprawą. W tle poważne zarzuty
Film nie umknął uwadze instytucji. Tomasz Sidorczuk został przesłuchany przez Śląski Urząd Celno-Skarbowy w Katowicach. Tam usłyszał formalne zarzuty.
Chodzi o podżeganie do wystawienia nierzetelnej faktury. Księgowi Kancelarii Premiera musieli zobaczyć dokument za prezerwatywy i go odrzucić. Zarzuty nie oznaczają jeszcze aktu oskarżenia.
Sprawa dotyczy zakupu, który nie miał żadnego związku z KPRM. Mimo to służby potraktowały ją poważnie.
„Kuriozum” – stanowisko aktywisty
Tomasz Sidorczuk nie przyznaje się do winy. Podkreśla, że jego intencją było jedynie pokazanie problemów systemu, a nie wyrządzenie jakiejkolwiek szkody.
– Dla mnie jest to kuriozum, że tak ważne instytucje zajmują się sprawą o 89 groszy, bo tyle dokładnie wynosił podatek VAT od zakupionych przeze mnie prezerwatyw. Zamiast zająć się problemem, który pokazałem, władza ściga mnie – powiedział aktywista.
Jeśli sprawa trafi do sądu, Tomasz Sidorczuk zamierza walczyć o uniewinnienie.
Opinia eksperta podatkowego
Piotr Juszczyk, ekspert podatkowy, odniósł się do całego zdarzenia w rozmowie z Wirtualną Polską. Podkreślił, że KSeF nie umożliwia wystawiania fikcyjnych faktur w większym stopniu niż wcześniejsze metody.
Jednocześnie zaznaczył, że celowe wystawianie dokumentów „dla żartu” na dane innego podmiotu może prowadzić do odpowiedzialności karnej. Prawo traktuje takie działanie poważnie niezależnie od kwoty.
Piotr Juszczyk przypomniał, że wystawianie faktury na fałszywe dane niesie ryzyko konsekwencji prawnych. Sprawa Tomasza Sidorczuka pokazuje, jak cienka bywa granica między prowokacją a naruszeniem przepisów.
Źródło: Goniec.pl