Twarde rządy nowego przywódcy Iranu? Ekspert: "Zła wiadomość dla Irańczyków, Trumpa i Netanjahu"
Śmierć Alego Chameneiego w wyniku marcowych nalotów amerykańsko-izraelskich zdestabilizowała najwyższe szczyty władzy w Teheranie. Z informacji przekazywanych m.in. przez portal Iran International oraz dziennik The New York Times wynika, że Zgromadzenie Ekspertów – pod gigantycznym naciskiem Korpusu Strażników Rewolucji – wyznaczyło na nowego Najwyższego Przywódcę syna zmarłego ajatollaha, Modżtabę Chameneiego. Jakie to może przynieść skutki? Sprawdził to dla nas Przemysław Osiewicz, ekspert ds. Bliskiego Wschodu z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.
- W warunkach pokoju Modżtaba miałby znikome szanse na władzę z powodu braku najwyższych rang teologicznych oraz historycznej niechęci Irańczyków do dziedziczenia stanowisk
- Jego sukcesja opiera się niemal wyłącznie na twardym sojuszu z Korpusem Strażników Rewolucji oraz nieformalnej kontroli nad skrajnie brutalnymi bojówkami Basidż
- Będąc dłużnikiem twardogłowych frakcji i wojska, nowy Najwyższy Przywódca przyjmie postawę bardziej bezkompromisową niż jego ojciec
Dziedziczenie władzy w cieniu wojny
Zaledwie kilka dni po tym, jak Ali Chamenei zginął w atakach lotniczych z początku marca 2026 roku, Zgromadzenie Ekspertów stanęło przed zadaniem błyskawicznego wyłonienia jego następcy. Faworytem stał się 56-letni Modżtaba Chamenei. Mimo braku formalnych urzędów, przez niemal dwie dekady potężnie oddziaływał na aparat państwowy zza zamkniętych drzwi gabinetu swojego ojca. Jak podkreśla profesor Przemysław Osiewicz:
- Dla mnie wybór akurat Modżtaby Chameneiego nie jest specjalnym zaskoczeniem, chociaż też trzeba bardzo wyraźnie powiedzieć o tym, że on kandydatem numer jeden do zastąpienia swojego ojca nie był. Na tej krótkiej liście potencjalnych kandydatów jest od co najmniej siedmiu, jeśli nie ośmiu lat.
Sama koncepcja przekazania władzy z ojca na syna napotyka w Iranie potężny opór ideologiczny. Islamska rewolucja z 1979 roku, na czele której stał Ruhollah Chomejni, obaliła dziedziczną monarchię Pahlawich, przez co w szyickim establishmencie powrót do podobnych praktyk uznawany jest za łamanie fundamentów państwa. Sytuację ułatwiła jednak katastrofa śmigłowca z maja 2024 roku, w której zginął prezydent Ebrahim Raisi, główny faworyt na to stanowisko.
Działania budujące grunt pod ewentualne rządy Modżtaby trwały od lat, co nie uchodziło uwadze pozostałych frakcji politycznych w Teheranie. Prof. Osiewicz zwraca uwagę na ten wieloletni mechanizm:
- Bardzo często, nawet w takim wewnętrznym dyskursie, krytykowano Alego Chameneiego za to, że czasami publicznie pokazywał się z synem, ale w takich okolicznościach, że oczywiście wszyscy widzieli w tym raczej cele polityczne – tak, żeby budować jego pozycję. Sam Ali Chamenei kilkukrotnie odcinał się od takiej możliwości i twierdził, że jego pożądanym kandydatem jest kto inny.
Gwarant systemu i jego zbrojne ramię
O nominacji zadecydowała potrzeba natychmiastowego zagwarantowania spójności państwa w momencie otwartego konfliktu z Izraelem. Zgromadzenie Ekspertów zostało zmuszone do pominięcia faktu, że Modżtaba nie posiada tytułu wielkiego ajatollaha (jego ranga to zaledwie hodżatoleslam/ajatollah niższego stopnia). Według prof. Osiewicza, decydującym czynnikiem było bezpieczeństwo reżimu:
- Myślę, że w normalnych, pokojowych warunkach, kiedy można byłoby procedować wybór zgodnie z konstytucją, z zachowaniem wszystkich procedur i terminów, Modżtaba Chamenei nie miałby szans na wybór. Natomiast w tych warunkach wojennych i pod presją – zwłaszcza ze względu na jego bardzo bliskie relacje z oficerami Korpusu Strażników Rewolucji, no i sam fakt, że nieformalnie (bo formalnie to nigdy nie miało miejsca) nadzorował milicyjne oddziały basidżów – sytuacja wygląda inaczej.
Trwałość irańskiej władzy zależy od możliwości stłumienia jakiegokolwiek buntu wewnętrznego, a Modżtaba zbudował swoje zaplecze bezpośrednio w środowisku siłowym. Paramilitarne struktury wspierające jego pozycję charakteryzują się całkowitym fanatyzmem wobec autorytarnego rządu. Zwraca na to uwagę analityk:
- To jest taka milicja społeczna, która pilnuje porządku, dba o przestrzeganie norm islamu szyickiego, a także o zachowanie systemu.
Wartość nowego Najwyższego Przywódcy dla irańskich jastrzębi (m.in. generałów pokroju Ahmada Vahidiego) opiera się na jego bezwzględności. Jak raportowały wielokrotnie takie instytucje jak organizacja Iran Human Rights, Modżtaba zarządzał rozlewem krwi na ulicach m.in. w dwóch kluczowych momentach:
- wybory prezydenckie w 2009 roku (Zielony Ruch) – tłumienie protestów, gdzie demonstranci otwarcie skandowali jego imię jako odpowiedzialnego za represje,
- protesty po śmierci Mahsy Amini (2022-2023) – krwawe pacyfikacje setek obywateli wymuszających zmiany reżimu. Profesor podsumowuje to jednoznacznie: „Stał on więc nieformalnie na czele tych bojówek i między innymi kilkukrotnie brał udział w nieformalnym dowodzeniu bardzo brutalną pacyfikacją protestów”.
Radykalny kurs bez ustępstw
Objęcie sterów państwa przez człowieka tak ściśle splecionego z aparatem przymusu eliminuje jakiekolwiek nadzieje reformatorów na odwilż, zarówno obyczajową, jak i polityczną. Zawdzięczając pozycję wojskowym oraz konserwatystom, Modżtaba staje się de facto zakładnikiem ich oczekiwań. Potwierdza to diagnoza prof. Osiewicza:
- Dlatego pozostaję w przekonaniu, że w przypadku Modżtaby będzie to albo kontynuacja linii ojca, albo będzie on nawet bardziej radykalny niż jego ojciec. Myślę tak na bazie różnych doświadczeń, ale też ze względu na to, że najpewniej otrzymał wsparcie od skrzydła radykalnego – bo większość członków Zgromadzenia Ekspertów to radykałowie – a także od Korpusu Strażników Rewolucji.
Zobowiązania wobec zbrojnego zaplecza wykluczają słabość na arenie międzynarodowej. Nowy lider musi udowodnić ekstremistom, że jest godnym dowódcą tzw. "Osi Oporu". Jak podkreśla profesor Osiewicz:
- Tym samym będzie zobowiązany do tego, żeby rządzić twardą ręką. Więc moim zdaniem to dla Irańczyków jest bardzo zła wiadomość, a dla Donalda Trumpa i Benjamina Netanjahu – jeszcze gorsza.
Dla Bliskiego Wschodu oraz zachodnich decydentów powyższe konkluzje zwiastują strategiczny impas. Z perspektywy świeżo zaprzysiężonego Donalda Trumpa i zarządzającego izraelską ofensywą Benjamina Netanjahu, nowa władza w Iranie utrwala militarną retorykę i nie zrobi kroku w tył z obawy przed utratą legitymizacji we własnych szeregach. Zwykłych Irańczyków czeka z kolei pogłębiająca się przepaść ekonomiczna i totalitarny ucisk kontrolowany przez człowieka, który swoje doświadczenie zdobywał, pacyfikując ich na ulicach.
Źródło: Goniec.pl