Trump ponad prawem? Ekspert tłumaczy, co działania USA oznaczają dla świata i Polski
Atak USA na Wenezuelę i groźby wobec Grenlandii postawiły fundamentalne pytanie: czy prawo międzynarodowe wciąż realnie ogranicza działania supermocarstw, czy stało się jedynie fasadą, za którą kryje się prawo silniejszego? Zapytaliśmy o to eksperta.
- USA przeprowadziły zbrojną interwencję w Wenezueli, pojmały Nicolasa Maduro i przejęły kontrolę nad sprzedażą ropy wenezuelskiej
- Prezydent Trump grozi Grenlandii siłowym przejęciem, jeśli Dania i władze autonomiczne nie zgodzą się na „łatwą” transakcję
- Eksperci prawa międzynarodowego oceniają działania USA jako naruszenie Karty Narodów Zjednoczonych i niebezpieczny precedens
Operacja „Absolute Resolve” – pojmanie Maduro i kontrola nad ropą
3 stycznia 2026 roku siły amerykańskie rozpoczęły operację wojskową o kryptonimie „Absolute Resolve”. Ataki lotnicze uderzyły w infrastrukturę wojskową w północnej Wenezueli, w tym w rejonie Caracas. W efekcie oddziały Delta Force i FBI pojmały Nicolása Maduro oraz jego żonę Cilię Flores w bazie Fort Tiuna. Para została przetransportowana do Nowego Jorku, gdzie Maduro usłyszał zarzuty związane z narkoterroryzmem i stanął przed sądem federalnym.
Administracja Trumpa uzasadniała akcję potrzebą walki z kartelami narkotykowymi i „Cartel of the Suns”, w którym rzekomo miał uczestniczyć Maduro. Kluczowym elementem jest jednak dostęp do największych na świecie rezerw ropy – szacowanych na 300 mld baryłek. USA zapowiedziały, że dochody z eksportu wenezuelskiej ropy będą wykorzystywane na rekompensaty dla amerykańskich firm i na cele związane z bezpieczeństwem narodowym.
Wenezuela zareagowała szybko – wiceprezydent Delcy Rodríguez została zaprzysiężona na pełniącą obowiązki prezydenta. W kolejnych dniach uwolniono kilkudziesięciu więźniów politycznych, w tym obcokrajowców. USA początkowo mówiły o „prowadzeniu” Wenezueli w okresie przejściowym, później złagodziły retorykę, podkreślając blokadę naftową jako narzędzie nacisku.

Groźby wobec Grenlandii – od kupna do „twardego” rozwiązania
Kilka dni po wydarzeniach w Wenezueli Donald Trump wrócił do pomysłu sprzed 2019 roku – przejęcia kontroli nad Grenlandią. W publicznych wypowiedziach stwierdził: „Chciałbym zrobić to łatwą drogą, ale jeśli się nie uda, zrobimy to twardym sposobem”. Dodał, że USA „zrobią coś na Grenlandii, czy im się podoba, czy nie”, argumentując to potrzebą ochrony przed Rosją i Chinami.
Władze Grenlandii i Danii konsekwentnie odrzucają te sugestie. Politycy z Nuuk podkreślają, że mieszkańcy nie chcą być Amerykanami, a autonomia wyspy jest fundamentem ich tożsamości. Dania przypomina, że Grenlandia jest częścią jej terytorium, choć z szeroką autonomią.
Trump łączy sprawę Grenlandii z szerszą wizją dominacji w półkuli zachodniej. Wypowiedzi padły w kontekście planów wykorzystania wenezuelskiej ropy przez amerykańskie firmy, co pokazuje, że Waszyngton traktuje strategiczne terytoria jako element polityki bezpieczeństwa i gospodarki.
Prawo międzynarodowe pod znakiem zapytania
Kluczowe pytanie brzmi: czy USA naruszyły prawo międzynarodowe? Karta Narodów Zjednoczonych w artykule 2(4) zakazuje groźby lub użycia siły przeciwko integralności terytorialnej lub niezależności politycznej państwa. Interwencja w Wenezueli nie miała autoryzacji Rady Bezpieczeństwa ONZ ani nie mieściła się w ramach samoobrony.
Sekretarz generalny ONZ António Guterres określił akcję jako „niepokojący precedens”. Podobne stanowisko zajęły Meksyk, Brazylia, Chiny, Rosja, Francja i Hiszpania. Eksperci z uniwersytetów i organizacji takich jak Chatham House czy Brookings wskazują, że pojmanie głowy państwa obcego kraju bez zgody to akt agresji.
- zakaz użycia siły (Karta ONZ art. 2(4)),
- brak rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ,
- brak uzasadnienia samoobroną lub zgodą rządu Wenezueli,
- groźby wobec Grenlandii jako potencjalne naruszenie suwerenności Danii.
Wypowiedział się dla nas w tej sprawie Radosław Pyffel, ekspert ds. geopolityki i autor podcastu poświęconego polityce międzynarodowej, który uważa, że obecne nastroje są przesadzone, bowiem prawo międzynarodowe tak czy inaczej interpretowane dość elastycznie:
- Chciałbym jeszcze dodać kilka słów w kontekście ładu międzynarodowego i prawa międzynarodowego: ono i tak już wcześniej było łamane. W Polsce obserwujemy ogromną debatę i duże zainteresowanie tym tematem. Wielu komentatorów wskazuje, że skoro Stany Zjednoczone mogą przeprowadzać interwencje kontrowersyjne z punktu widzenia prawa międzynarodowego – na przykład zatrzymać i przerzucić przywódcę innego państwa, który zresztą nie był uznawany ani przez USA, ani przez kraje Unii Europejskiej – to tworzy to precedens, chociażby w kontekście Grenlandii, gdzie Stany Zjednoczone mogłyby jednostronnie kształtować lub zmieniać status wyspy.
- Ja zwróciłbym jednak uwagę, że takie działania miały miejsce już wcześniej. Wystarczy wspomnieć Rosję. W Polsce pojawiają się obawy, że Rosja będzie mogła zrobić coś więcej na Ukrainie albo że Pekin podejmie podobne działania wobec Tajwanu. Tymczasem prawo międzynarodowe było naruszane już wcześniej. Dlatego nie do końca rozumiem skali tej dyskusji w Polsce. Kurtyna po prostu opadła. Trump zrobił to w sposób bardzo brutalny, ale symptomy wskazujące na to, że prawo międzynarodowe bez realnej siły za nim stojącej jest trudne do wyegzekwowania, były widoczne już wcześniej.
Konsekwencje dla Polski i porządku światowego
Działania USA mogą osłabić system multilateralny zbudowany po II wojnie światowej. Jeśli najsilniejsze państwo świata ignoruje zasady, inne kraje mogą czuć się uprawnione do podobnych kroków.
Radosław Pyffel zauważa, jak ostatnie wydarzenia mogą wpłynąć na Polskę:
- Oczywiście lepiej, aby prawo międzynarodowe istniało, nawet w szczątkowej formie. Nawet jeśli tylko część państw i tylko przez część czasu je respektuje, to i tak warto, aby funkcjonowało. Z punktu widzenia Polski, jako państwa średniego lub słabszego, sytuacja jednak istotnie się zmienia. Prawo międzynarodowe przestaje być stuprocentową gwarancją bezpieczeństwa. Jeśli przestrzega go większość państw przez większość czasu – to dobrze, ale nie rozwiązuje to naszego problemu – mówi w rozmowie z Gońcem.
- Dotychczasowym gwarantem bezpieczeństwa były Stany Zjednoczone, a one zaczynają niebezpiecznie dryfować w stronę obszaru, w którym prawo międzynarodowe nie obowiązuje. Z naszej perspektywy jest to rewolucja. Nie chciałbym spierać się o to, czy większość świata przestrzega prawa międzynarodowego, ponieważ wystarczy, że najsilniejsi gracze – Rosja, Stany Zjednoczone i Chiny – go nie respektują, aby miało to ogromne i niekorzystne konsekwencje dla Polski.
Źródło: Goniec.pl