To marzenie Donalda Trumpa. Zaskakujący pomysł na przejęcie
Ambicje Donalda Trumpa dotyczące rozszerzenia terytorium Stanów Zjednoczonych o Grenlandię wywołują ożywioną dyskusję o bezpieczeństwie narodowym i geopolityce. Rzeczowa analiza wskazuje na splot motywacji obronnych, historycznych precedensów oraz realnych ograniczeń politycznych, które determinują tempo i realność tego kontrowersyjnego projektu w najbliższych latach.
- Strategiczne i obronne motywacje USA o przejęcie Grenlandii
- Były już precedensy historyczne w podobnych sprawach
- Są jednak przeszkody polityczne i społeczne
- Jest też ograniczenie czasowe ws. Grenlandii
Strategiczne i obronne motywacje USA
Donald Trump uznaje Grenlandię za kluczową dla obronności USA ze względu na obecność rosyjskich i chińskich jednostek w regionie. W wywiadzie dla „The Atlantic” stwierdził on, że Stany Zjednoczone absolutnie potrzebują tej wyspy. Kongresmeni wskazali mu jednak, że każda szczególna obecność czy rozbudowa energetyczna będą wymagały autoryzacji.
Doradca ds. bezpieczeństwa krajowego Stephen Miller ocenił wyspę jako kluczową dla bezpieczeństwa narodowego. Region ten zawsze miał strategiczne znaczenie dla Arktyki. Od 1951 roku funkcjonuje tam amerykańska baza wojskowa Pituffik.
Prezydent chce zapisać się w historii poprzez powiększenie terytorium kraju. Jedną z opcji jest podążenie drogą Williama McKinleya. Pozostaje jednak pytanie, czy ewentualny sprzeciw ONZ zablokowałby przejęcie kontroli nad wyspą przez Amerykanów.
Precedensy historyczne i aspekty prawne
Stany Zjednoczone dokonywały już zakupów terytorialnych, a o wyspę pytały wielokrotnie od 1867 roku. Po II wojnie światowej tajna oferta zakupu za 100 mln dolarów w złocie została odrzucona przez Danię. Dziś kwota ta odpowiadałaby wartości 1,3 mld dolarów.
W 1898 roku William McKinley anektował Hawaje po uznaniu, że wpuszczenie amerykańskich wojsk oznacza wejście w strefę wpływów USA. Formułę traktatu ominięto rezolucją przyjętą zwykłą większością. Sąd Najwyższy wypowiedział się w tej kontrowersyjnej sprawie w 1901 roku.
Pojawiają się pytania o możliwość zastosowania precedensu hawajskiego wobec Grenlandii. Eksperci wskazują na model stowarzyszenia we współpracy pokojowej opartego na plebiscycie. Weto duńskiego parlamentu mogłoby jednak wystarczyć do wypełnienia orzeczenia z 1901 roku.
Przeszkody polityczne i społeczne
Wykorzystanie publicznych pieniędzy wymaga zgody Kongresu, co utrudnia scenariusz napaści zbrojnej. Amerykanista Rafał Michalski w rozmowie z money.pl uważa, że parlament nie wyraziłby na to zgody. Sytuację komplikują tegoroczne wybory śródokresowe w Stanach Zjednoczonych.
Według sondażu Verian z 2025 roku aż 85 proc. mieszkańców wyspy sprzeciwia się włączeniu do USA. Pomysł Trumpa popiera zaledwie 6 proc. badanych. Premier Danii ostrzega wręcz, że atak na terytorium oznaczałby koniec sojuszu NATO.
Rola prezydenta ogranicza się głównie do wyznaczania ram strategicznych, podczas gdy o terytoriach zewnętrznych decyduje Kongres. Relacje części Republikanów z Białym Domem uległy ostatnio pogorszeniu.
Jest ograniczenie czasowe
Donaldowi Trumpowi pozostały trzy lata prezydentury, co ogranicza czas na realizację planów. Wg Rafała Michalskiego kluczowym momentem będzie rok 2026. Wynik wyborów śródokresowych może istotnie zmienić układ sił i wpłynąć na dalsze działania Waszyngtonu.
Współczesna większość republikańska w Kongresie jest najmniej liczna od 1939 roku. Brak marginesu błędu sprawia, że absencja dwóch osób może oznaczać przegraną. Część polityków tej partii odcina się przy tym od skrzydła MAGA.
W działaniach Trumpa widać politykę przyspieszenia, gdyż ewentualne zmiany muszą nastąpić szybko. Amerykanista Rafał Michalski ocenia, że nawet w 2026 roku Demokraci będą mogli blokować politykę Białego Domu.