"To mocno rozsierdzi Pekin". Ekspert o ryzykownym ruchu Donalda Trumpa
Majowy szczyt Donalda Trumpa i Xi Jinpinga w Pekinie zapowiada się emocjonująco. Amerykański prezydent wkracza do stolicy Chin, niosąc ze sobą kontrowersyjny temat sprzedaży broni dla Tajwanu, co rodzi pytania o jego faktyczną pozycję negocjacyjną. W tle toczy się globalna gra o wpływy gospodarcze, zablokowaną Cieśninę Ormuz oraz dominację w Ameryce Łacińskiej. Skomentował to dla nas Radosław Pyffel, socjolog, badacz Azji i były przedstawiciel RP w Azjatyckim Banku Inwestycji Infrastrukturalnych.
- Brak spektakularnego przełomu: Zamiast radykalnych decyzji, analitycy spodziewają się utrzymania chwiejnej równowagi między oboma mocarstwami
- Tajwan w centrum konfliktu: Zapowiadany pakiet zbrojeniowy dla wyspy staje się główną kością niezgody i kluczową kartą przetargową Waszyngtonu
- Słabnąca "karta energetyczna" USA: Wojna z Iranem i kryzys przesyłowy na Bliskim Wschodzie strukturalnie osłabiają pozycję negocjacyjną Stanów Zjednoczonych
Chwiejna równowaga na szczycie w Pekinie
Wizyta Donalda Trumpa w Chinach zaplanowana na połowę maja 2026 roku odbywa się w cieniu narastających napięć geopolitycznych. Według raportów Center for Strategic and International Studies (CSIS), spotkanie to zdominuje dyskusja o amerykańskiej gospodarce, stabilności na Bliskim Wschodzie oraz przyszłości Tajwanu. Choć publiczna narracja sugeruje twarde starcie mocarstw, rzeczywistość dyplomatyczna opiera się na ostrożnym badaniu sił przed listopadowymi wyborami w USA. Ekspert nie ma wątpliwości:
– Wydaje mi się, że przede wszystkim mamy do czynienia z rozregulowanym, pełnym napięć ekosystemem międzynarodowym. Jednocześnie widać pragmatyczne podejście obu stron, z których żadna nie chce popełnić większego błędu. Spodziewam się utrzymania stanu chwiejnej równowagi, a więc braku przełomu – nie będzie ani wielkiego dealu, ani wielkiej eskalacji – analizuje Radosław Pyffel.
Pozycja negocjacyjna Stanów Zjednoczonych jest jednak obarczona wyraźnymi słabościami strukturalnymi. Analitycy z Council on Foreign Relations (CFR) wskazują, że amerykańska administracja zmaga się z kilkoma istotnymi problemami na arenie międzynarodowej, które determinują jej siłę sprawczą:
- koniecznością zaprezentowania sukcesu dyplomatycznego przed amerykańskimi wyborcami w kontekście zbliżających się wyborów połówkowych,
- znacznym osłabieniem amerykańskiego sektora energetycznego z powodu wojennych zakłóceń na Bliskim Wschodzie,
- zależnością gospodarki USA od Chin w kwestii dostaw metali ziem rzadkich, co daje Pekinowi wyraźną przewagę podczas bezpośrednich rozmów o transformacji technologicznej.

Tajwan jako główna karta przetargowa i ość w gardle Pekinu
Najbardziej zapalnym punktem nadchodzących rozmów pozostaje amerykańskie wsparcie militarne dla Tajpej. Grupa amerykańskich senatorów z obu partii zaapelowała niedawno o formalne notyfikowanie ogromnego pakietu zbrojeniowego dla Tajwanu o wartości 14 miliardów dolarów, który Kongres zatwierdził w styczniu 2025 roku. Sam Donald Trump potwierdził podczas wcześniejszych konsultacji telefonicznych z Xi Jinpingiem, że temat ten powróci na agendę szczytu, co stanowi wyraźny sygnał braku ustępstw w kwestii chińskiej narracji terytorialnej.
– Z drugiej strony, padła zapowiedź Donalda Trumpa o sprzedaży broni na Tajwan i oficjalnych rozmowach na ten temat. To moim zdaniem mocno rozsierdzi Pekin. To sprawa, która jest przysłowiową ością w gardle dla Pekinu. Niewątpliwie kwestia Tajwanu jest dla Chin najważniejsza, a fakt, że Amerykanie sprzedają tam broń i realizują kontrakty zbrojeniowe, budzi ich ogromny sprzeciw. Jeżeli Trump stawia tę sprawę tak otwarcie, napięcie przed rozmowami rośnie. Oczywiście obaj przywódcy i tak by o tym dyskutowali, ale samo mówienie o tym wprost i publicznie mocno podgrzewa atmosferę. Wydaje mi się, że jest to najważniejsza sprawa z punktu widzenia Pekinu – zaznacza Radosław Pyffel.
Taktyka amerykańskiego przywódcy wyraźnie kłóci się z tradycjami dyplomatycznymi Państwa Środka. Alicia García-Herrero z europejskiego instytutu badawczego Bruegel zauważa, że dla Xi Jinpinga zablokowanie tej gigantycznej sprzedaży amerykańskiego arsenału jest absolutnym priorytetem, a publiczne zapowiedzi o dozbrajaniu wyspy znacząco komplikują próby osiągnięcia kompromisu na innych polach.
– Pytanie, o co Trump będzie prosił i co zaoferuje w zamian. Oprócz sprzedaży Boeingów, których Chińczycy mogą nie kupić, zwłaszcza że w ostatnich miesiącach faworyzują Airbusa i powoli wprowadzają swojego producenta COMAC. Ale wracając do geopolityki... Tu pod uwagę będzie brany właśnie Tajwan. Prezydent Trump znów podbija stawkę, zapowiadając rozmowy o dozbrajaniu wyspy. Przyznam szczerze, że w dyplomacji Trumpa nie ma koncepcji zachowania twarzy, unikania bezpośredniego urażania partnerów czy powstrzymywania się od trudnej komunikacji. A w Azji takie bezpośrednie zachowanie odbierane jest jednak jako obraźliwy gest. Zastanawiam się, czy Trump celowo zaczyna od tak mocnego uderzenia i posypania solą najbardziej bolesnego dla Pekinu miejsca, czy to tylko przypadkowa, a nie głęboko przemyślana wypowiedź – dodaje ekspert.
Cieśnina Ormuz, doktryna Monroego i globalna szachownica
Zakres konfrontacji amerykańsko-chińskiej wykracza jednak daleko poza Azję Wschodnią. Globalny ekosystem gospodarczy jest obecnie uderzany przez blokadę Cieśniny Ormuz oraz trwający konflikt zbrojny z udziałem Iranu. Ograniczenie przepływu surowców podnosi koszty produkcji na świecie, co zmusza Stany Zjednoczone do weryfikacji swoich sojuszy i strategii zabezpieczania kluczowych szlaków logistycznych.
– Oprócz tego pozostaje kwestia cieśniny Ormuz oraz temat, na który zwraca się mało uwagi, a dla Amerykanów jest kluczowy – czyli zachodnia hemisfera. Mamy tam Wenezuelę, której dostawy zostały odwrócone w stronę Stanów Zjednoczonych, oraz trwające od kilku miesięcy dociskanie Kuby. Są też Chińczycy w Meksyku, Panamie i Peru, którzy nie chcą ustąpić i wyjść z Ameryki Łacińskiej. Amerykanie natomiast próbują ich stamtąd wypchnąć, zgodnie z nową doktryną Monroego, według której ten region ma być wyłączną strefą dominium amerykańskiego – tłumaczy były szef think tanku Centrum Studiów Polska-Azja.
– W tym kontekście Tajwan również jest kartą przetargową. Wydaje mi się, że Trump podbija stawkę i rodzi się pytanie, czy sytuacja wokół Ormuzu zostanie uspokojona. Nie wiadomo, czy Trump zamyka i destabilizuje ten region, aby uderzyć w Chiny i pozbawić je swobodnych dostaw ropy. Problem w tym, że w ten sposób uderza również w kraje arabskie, Koreę, Japonię i państwa europejskie – czyli de facto w amerykańskich sojuszników, którzy są bardziej uzależnieni od sytuacji w Ormuzie niż Chińczycy – podkreśla badacz.
Nadchodzące dni zweryfikują, czy Waszyngton zdoła przekuć swoją asertywną postawę w realne zyski polityczne i nowe ramy relacji USA-Chiny, nie zrażając przy tym reszty globalnych partnerów handlowych. Wynik negocjacji w chińskiej stolicy zdefiniuje bezpieczeństwo w regionie Indo-Pacyfiku na kolejne lata.
– Zaczyna się zatem od wysokiego C i będziemy uważnie obserwować te rozmowy. Przekonamy się, jaki to element negocjacyjny i dlaczego Trump, mówiąc językiem szachowym, w taki sposób otworzył partię – podsumowuje Radosław Pyffel.
Źródło: Goniec.pl