Tragiczny wypadek na jednej z tras w województwie opolskim. W okolicach miejscowości Głubczyce samochód osobowy zjechał z drogi, po czym z impetem wbił się w przydrożne drzewo. Niestety, ale dwóch młodych mężczyzn podróżujących osobówką nie miało najmniejszych szans na przeżycie tego incydentu. Trwa ustalanie dokładnych szczegółów tego zdarzenia. Chwila nieuwagi, a także brak odpowiedniego skupienia mogą mieć fatalne konsekwencje. Niestety, ale w połączeniu z brawurą są odpowiedzialne za wiele śmiertelnych incydentów drogowych. Do przerażającego wypadku doszło w sobotę 16 lipca na jednej z dróg w województwie opolskim. Tuż po godzinie 22.30 oficer dyżurny opolskich strażaków otrzymał niepokojące zgłoszenie dotyczące dotycząc zdarzenia na jednym z odcinków trasy Głubczyce-Las Marysieńka. Jak przekazała lokalna policja, kierowca poruszający się fiatem uno w pewnym momencie stracił panowie nad pojazdem, zjechał z drogi, po czym z wielką siłą wbił się w przydrożne drzewo. Wiadomo, że za kierownicą zasiadał 22-letni mężczyzna. W chwili tragedii we wnętrzu auta znajdował się jeszcze 23-letni pasażer. Niestety, ale nie mieli oni najmniejszych szans na przeżycie tego zdarzenia. Lekarz, który przybył na miejsce tragedii stwierdził ich zgon.Wiele wskazuje na to, że jedną z przyczyn dramatu była nadmierna prędkość. Szczegółowe okoliczności tragicznego wypadku będzie teraz ustalać lokalna policja oraz prokuratura.
Władimir Putin podjął ważną decyzję dotyczącą dalszych działań na terenie okupowanej Ukrainy, a także sytuacji wewnątrz Rosji. W ostatnich dniach bezduszny dyktator podpisał szereg ustaw, które wprowadzą kraj w "tryb wojenny". Rosyjska armia zakończyła również przerwę operacyjną i szykuje się do dalszej ofensywy na Donbas. Eksperci zaznaczają, że po Federacji Rosyjskiej można spodziewać się najgorszego. Jak informują ukraińskie służby, 10-dniowa przerwa operacyjna armii rosyjskiej jest już melodią przeszłości, a tamtejsze wojska szykują się do dalszej ofensywy na okupowanych terytoriach. Jest to pokłosiem decyzji Władimira Putina, który ponownie wprowadził Rosję w wojenny tryb. Tym razem jego decyzja odnosiła się do działania wielu aspektów jego państwa, których funkcjonowanie miało bezpośrednie przełożenie na efektywność machiny wojennej. Prezydent Rosji postanowił podpisać aż 100 ustaw, które mają wzmocnić kraj podczas prowadzenia działań wojennych. Decyzja dyktatora oznacza spore ograniczenia dla pracowników i zmiany w sposobie informowania o stanie rosyjskiej gospodarki. Rosyjski rząd bez żadnych przeszkód będzie mógł zlecać zakładom pracę zarówno w nocy, jak i dnie wolne od pracy i święta. Sterty dokumentów, które mają zwiększyć efektywność całego kraju, zostały podpisane w miniony czwartek. Dzięki "dekretom Putina" sytuacja pracowników na terenie Federacji Rosyjskiej znacznie się pogorszy. W praktyce staną się oni "niewolnikami własnych przedsiębiorstw". - Będzie można im skrócić wakacje, będą musieli wrócić do pracy i wykonywać swoje zadania w trybie wojennym - mówiła w programie "Newsroom WP" prof. Agnieszka Legucka, PISM, Uczelnia Vistula.Jak można się spodziewać, tamtejsze społeczeństwo niechętnie chce zgodzić się na wprowadzone zmiany, ponieważ odbiją się one na ustawowy czas pracy. Wielu Rosjan patrząc na działania Putina, obawia się powszechnej mobilizacji.
Fatalny incydent podczas obchodów Święta Narodowego Francji. Zwykły pokaz fajerwerków w jednym z miast w zachodniej części kraju nagle zamienił się koszmar. Doszło do potężnej eksplozji, w wyniku której zginęli 7-letni chłopiec i jego 24-letnia siostra. W mediach społecznościowych udostępniono wstrząsający materiał w miejsca tragedii. Widok dosłownie mrozi krew w żyłach. Dramat w trakcie celebrowania Święta Narodowego Francji. W czwartek 14 lipca tuż po godz. 23:00 w pobliżu stadionu w miejscowości Cholet doszło do przerażającego incydentu. Zebrany tłum podziwiał pokaz fajerwerków, gdy nagle doszło do potężnej eksplozji sztucznych ogni. Ludzie w panice szukali bezpiecznego schronienia, by móc uniknąć kontaktu z materiałami pirotechnicznymi. Niestety, ale młode rodzeństwo nie zdołało uniknąć obrażeń i zginęło w porażających okolicznościach. Obrażenia 7-letniego chłopca oraz jego 24-letniej siostry okazały się zbyt poważne.
W czwartek przed południem w Winnicy na Ukrainie doszło do rosyjskiego ostrzału, który pozbawił życia wiele osób. Wśród ofiar znalazła się zaledwie kilkuletnia dziewczynka, która tuż przed wstrząsającym atakiem wyszła ze swoją mamą na zajęcia dodatkowe. 4-latka nie miała najmniejszych szans na przeżycie. Jej matka walczy o swoje życie w lokalnym szpitalu.Już od dłuższego czasu trwa bestialska agresja Rosji na terytorium Ukrainy. Niestety, ale w wyniku działań armii Władimira Putina zginęło już wielu bezbronnych ludzi, którzy nie byli w stanie obronić się przed licznymi atakami. Ofiarami ostatniego bombardowania Winnicy padły 4-letnia Liza, a także jej mama Irina Dmitriewa, które w momencie ataku znalazły się w jego epicentrum. Wiadomo, że opuściły swoje miejsce zamieszkania przed godziną 10:00, aby zdążyć na zajęcia dodatkowe, na które uczęszczała kilkulatka. Niestety, ale jakiś czas później doszło do ogromnej tragedii.
W ostatnim czasie nasilają się bezprecedensowe ataki oszustów, którzy za wszelką cenę chcą wyłudzić niezbędne dane umożliwiające korzystanie z bankowości elektronicznej. Podszywają się po znaną spółkę energetyczną obsługującą miliony Polaków. Grupa poinformowała o fałszywych mailach i smsach, które są kierowana do sporego grona klientów. Eksperci apelują, by nie klikać podejrzanych linków.W ciągu ostatnich kilku lat jesteśmy świadkami pokaźnego rozwoju cyberprzestępczości, przez co Polacy regularnie padają ofiarami bezprecedensowych oszustw. Hakerzy tworzą strony, które mają przypominać znane media społecznościowe jak Facebook. Podają się też za instytucje bankowe oraz znane marki.Znana grupa Enea ostrzega swoich klientów przed bezczelnymi oszustami, którzy będą chcieli wyłudzić ich dane. Mają oni rozsyłać fałszywe maile oraz wiadomości SMS. To właśnie za ich pomocą próbują wyłudzić dane potrzebne do korzystania z bankowości elektronicznej.Grupa niezwłocznie zareagowała na problem z oszustami, ostrzegając swoich klientów przed ich działaniem. Spółka energetyczna wydała w tej sprawie specjalny komunikat. - Klienci Enei informują o otrzymywaniu podejrzanych wiadomości SMS i e-maili, w których oszuści podszywają się pod sprzedawców energii, próbując wyłudzić pieniądze, dane osobowe lub bankowe. Enea apeluje o ostrożność i prosi klientów o zgłaszanie otrzymywanych fałszywych informacji - poinformowało biuro prasowe spółki. Enea apeluje do swoich odbiorców o szczególną ostrożność, a przede wszystkim o nieklikanie w podejrzane linki, a także niewpłacanie pieniędzy na numery kont rozsyłanych w fałszywych wiadomościach e-mail i SMS.
Do porażającego odkrycia doszło w jednym z mieszkań w Brzegu na Opolszczyźnie. Pewien mężczyzna już od dłuższego czasu mieszkał z rozkładającymi się zwłokami. Policje wezwali zaniepokojeni sąsiedzi, którzy nie mogli niewyobrażalnego smrodu, który wydobywał się z wnętrza mieszkania na klatkę schodową. Miejscowa policja prowadzi szczegółowe dochodzenie, które wyjaśni okoliczności tego zdarzenia.Widok rodem z horroru będzie nękał śledczych z województwa opolskiego jeszcze przez dłuższy czas. To, co zastali w jednym z mieszkań w Brzegu, dosłownie mrozi krew w żyłach.Jeszcze przed przyjazdem służb, do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Brzegu zgłosili mieszkańcy jednego z bloków przy ulicy Jerzego. Zaniepokojeni sąsiedzi zgłosili, że z jednego z mieszkań wydobywa się niewyobrażalny fetor, który jest nie do wytrzymania. Do akcji bardzo szybko wkroczyli policjanci, którzy weszli do wskazanego lokalu. W czwartek 14 lipca Stanisław Bar, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu poinformował, że w jego wnętrzu ujawniono zwłoki mężczyzny w stanie znacznego rozkładu.
Andrzej Duda podpisał długo wyczekiwaną ustawę wprowadzającą wakacje kredytowe. W praktyce oznacza to aż do 8 miesięcy bez spłaty rat kredytowych, co w znacznym stopniu wspomoże budżet tysięcy polskich rodzin. Ustawa wydłuża również okres obowiązywania tarcz antyinflacyjnych do 31 października. Nowe przepisy wejdą w życie po 14 dniach od ich ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.Wszyscy Polacy, którzy są w trakcie spłacania kredytu, odetchnęli z ulgą. Prezydent Andrzej Duda zdecydował się podpisać specjalną ustawę dotyczącą wakacji kredytowych. Dla kredytobiorców oznacza to do nawet 8 miesięcy bez spłaty rat kredytowych: po dwa miesiące w trzecim i czwartym kwartale 2022 r. i po miesiącu w każdym z czterech kwartałów 2023 r. Zmiany oznaczają odroczenie rat kapitałowych oraz odsetek na określony ustawą okres. Warto podkreślić, że nie oznacza ona całkowitego zwolnienia z kredytu. Ustawa została podpisana w czwartek 14 lipca w Belwederze. Prezydent Andrzej Duda podkreślił, że "nie była to łatwa ustawa", ponieważ została uchwalona w niezwykle trudnych czasach.
Najbliższe miesiące będą niezwykle ciężkie dla milionów Polaków. Oprócz napiętej sytuacji międzynarodowej, głównym problem społeczeństwa jest szalejąca drożyzna. Widać ją nie tylko na sklepowych pułkach, czy też stacjach paliw, ale również na rachunkach. A będzie jeszcze gorzej. Prezes Urzędu Regulacji Energetyki Rafał Gawin zapowiada, że w przyszłym roku będziemy obserwować znaczące podwyżki cen energii elektrycznej w zatwierdzanych taryfach. Zbliżające miesiące będą szczególnie wyczerpujące dla zwykłych obywateli, którzy nierzadko za skromne wypłaty ledwo wiążą koniec z końcem. Wydatki na jedzenie, podstawowe potrzeby, czy leki skutecznie uszczuplają domowy budżet. Szczególnie problematyczne jest także płacenie rachunków, które już wkrótce będą opiewały na irracjonalne kwoty. Eksperci nie mają wątpliwości i ostrzegają wszystkich Polaków. Ceny prądu elektrycznego i gazu ziemnego znowu mocno wzrosną. Według oficjalnych prognoz będą one bardzo widoczne i mocny sposób uderzą w większość polskich gospodarstw domowych.Według prognoz Narodowego Banku Polskiego, należy spodziewać się dużych, dwucyfrowych podwyżek. W podobnym tonie wypowiadał się na łamach "Dziennika Gazety Prawnej" prezes Urzędu Regulacji Energetyki Rafał Gawin. Podkreślił, że energia elektryczna będzie droższa „co najmniej” o kilkadziesiąt procent. Warto nadmienić, że warunki nowej taryfy będą obowiązywać od 1 stycznia 2023 roku.
Tragedia na jednej z tras w województwie śląskim. Doszło do potężnego zderzenia samochodu dostawczego z motocyklem. Niestety, ale siła uderzenia była tak duża, że 21-letni mężczyzna kierujący jednośladem nie miał szans na przeżycie. Lokalna policja ustala szczegółowe okoliczności tego zdarzenia. Chwile nieuwagi, szczególnie na drodze, może mieć fatalne konsekwencje. Idealnie obrazuje to incydent, który miał miejsce w środę wieczorem na jednej z dróg w województwie śląskim. Tuż po godzinie 22.00 służby ratunkowe z powiatu kłobuckiego zostały zadysponowane do wypadku, do którego doszło na jednym z odcinków drogi krajowej nr 43 w Kłobucku. W pewnym momencie 21-letni mieszkaniec powiatu radomszczańskiego, kierujący fiatem ducato, wjechał na lewy pas w okolicy zjazdu na ulicę Częstochowską, a następnie uderzył w nadjeżdżającego z naprzeciwka motocyklistę. Siła uderzenia była potworna, o czym świadczyły uszkodzenia zarówno motocykla, jak i samochodu dostawczego. Wiadomo, że w chwili zdarzenia kierujący dostawczakiem był trzeźwy. Policja zdecydowała się pobrać od niego próbki krwi do badań na zawartość środków psychoaktywnych.
Robert Lewandowski od kilku miesięcy znajduje się na pierwszych stronach niemieckich gazet. Od czasu głośnej konferencji prasowej reprezentacji Polski, na której ogłosił, że nie zagra już w barwach Bayernu, stosunek niemieckich fanów, do jego osoby uległ diametralnej zmianie. Największy tabloid zza naszej zachodniej granicy poinformował, że super snajper przyjechał na trening Bayernu jasnoczerwonym oficjalnym Audi E-tron GT RS. Jego cena dosłownie nie mieści się w głowie. Saga transferowa z udziałem Roberta Lewandowskiego w roli głównej trwa w najlepsze. Choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że popularny "Lewy" rozpocznie sezon w barwach FC Barcelony, coś jednak poszło nie tak jak trzeba i najlepszy polski strzelec powrócił do treningów z Bayernem Monachium. Polak ma na stole kilka opcji, jednak nie wszystkie przypadły mu do gustu. Nieoficjalnie mówi się, że zarówno on, jak i jego piękna żona Anna, preferują ciepłą i piękną Barcelonę, od deszczowego Londynu, czy też zatłoczonego Paryża. Zgodnie z ostatnimi informacjami podanymi przez "SportBild", Bayern żąda 50 mln euro + 10 mln euro w bonusach, by ich najlepszy napastnik mógł opuścić klub. Choć cena nie jest niska, a problemy finansowe "Dumy Katalonii" potężne, na miłości od pierwszego wejrzenia się nie oszczędza i wiele wskazuje na to, że już wkrótce Camp Nou gorąco przywita reprezentanta Polski.Mimo wszystko transfer "Lewego" do "Barcy" to melodia przyszłości, a sam zawodnik skupia się na tym, co tu i teraz. Czysty pragmatyzm wygrał ze wściekłością, dlatego piłkarz stawił się na treningu swojej aktualnej drużyny, rozpoczynając przygotowania do nowego sezonu.Według informacji przekazanych przez portal "Bild" Polak przybył do klubu około godziny 9:00, a następnie wziął udział w jednej z sesji treningowych. Jednak nie sama obecność piłkarza wywołała poruszenie w tamtejszych mediach.
Władimir Putin ma poważny problem. Spory procent Rosjan nie chce, by ich kraj kontynuował zbrodniczą operację na terenie okupowanej Ukrainy. - Aż 1/3 społeczeństwa opowiada się za natychmiastowym zakończeniem działań zbrojnych - poinformował niezależny portal Meduza, powołując się na sondaż przeprowadzony przez Ogólnorosyjskie Centrum Badania Opinii Publicznej (WCIOM). Czy opublikowane dane są powodem do niepokoju dla Władimira Putina?Rosyjska inwazja na sąsiednią Ukrainę trwa już od kilku miesięcy, a rosyjskie siły w dalszym ciągu nie są w stanie przełamać gigantycznego oporu obrońców. Rzekoma "operacja specjalna" się przedłuża, generując tym samym wiele problemów. Władimir Putin trzyma rękę na pulsie, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji. Dyktator jest świadomy, że jeden spektakularny błąd może być początkiem jego długiej, a także niezwykle oburzającej kariery politycznej. W tym celu on i jego ludzie kontrolują nastroje społeczne. Jego administracja zamówiła niedawno sondaż nastrojów publicznych. Do oficjalnego badania przeprowadzonego przez WCIOM pod koniec czerwca dotarł niezależny portal Meduza. Osobom, które były poddawane badaniu, zadawano jedno pytanie odnoszące się do aktualnej sytuacji międzynarodowej. - Jedni mówią, że działania wojenne na Ukrainie należy wstrzymać jak najszybciej. Inni uważają, że działań wojennych obecnie nie należy wstrzymywać. Który punkt widzenia jest pani/panu bliższy? Działacze Meduzy nie byli w stanie ustalić, ile osób wzięło udział w badaniu, aczkolwiek jego wyniki są zaskakujące. Wiadomo, że aż 30 procent ankietowanych odpowiedziało, że „działania wojenne na Ukrainie” należy „wstrzymać jak najszybciej”, 57 proc. chce, by działania były kontynuowane, a 13 procent badanych nie ma na ten temat żadnego zdania.
Iga Świątek już od jakiegoś czasu znajduje się na językach niemal całego świata. Utalentowana Polka przez wiele miesięcy nie miała sobie równych, wygrywając kolejne mecze, a także pnąc się na sam szczyt klasyfikacji WTA. Zarówno jej postawa, jak i styl gry budzi powszechny podziw, a cenieni eksperci nie mogą przestać jej komplementować. Okazuje się, że losy gwiazdy tenisa mogły potoczyć się zupełnie inaczej, a Iga dominowałaby w zupełnie innej dyscyplinie sportu. Ostatnia porażka Igi Świątek z doświadczoną Francuzką Alize Cornet obiła się w świecie sportu szerokim echem. Młoda gwiazda z Raszyna zakończyła swoje zmagania w Wimbledonie na III rundzie, wywołując wielkie poruszenie nie tylko wśród swoich fanów, ale również krytyków.Jej występ w "królewskim" turnieju został oceniony przez cenionego brytyjskiego eksperta Eurosportu Jamesa Walkera-Robertsa. Rozłożył on na czynniki pierwsze ostatnią porażkę, a także postawił szczegółową diagnozę niepowodzenia Świątek w tegorocznym Wimbledonie.Młoda Polka w ostatnich miesiącach nie miała sobie równych, wygrywając sześć turniejów z rzędu. Triumfowała kolejno w Doha, Indian Wells, Miami, Stuttgarcie, Rzymie i Roland Garros. Wielu znawców dyscypliny przewidywało, że jej łupem padnie kolejny wielkoszlemowy tytuł, a inny scenariusz niż przyjemne dotarcie do finału był traktowany z wielką dozą dezaprobaty.Niestety, ale w tym przypadku o takim, a nie innym zakończeniu przesądziła zmiana nawierzchni (z mączki na trawę). Jak się okazało, była ona zbyt dużym wyzwaniem dla Polki, która odpadła już w trzeciej rundzie londyńskiej imprezy.W opinii eksperta Eurosportu, Jamesa Walkera-Robertsa, Cornet zdołała pokonać Igę Świątek, ponieważ miała zdecydowanie większe doświadczenie na trawiastej nawierzchni. - Cornet napisała na Wimbledonie historię już w 2014 roku, kiedy to zaskakująco pokonała Serenę Willliams w III rundzie imprezy. W związku z tym miała zdecydowanie większe doświadczenie na trawie od Świątek, która być może pobłądziła, nie biorąc udziału w turniejach 'rozgrzewkowych' na tej nawierzchni - brzmi treść jego analizy.
Przerażający wypadek na terenie województwa zachodniopomorskiego. Pod osłoną nocy samochód osobowy wypadł z drogi, po czym z wielką siłą wbił się w przydrożne drzewo. Niestety, ale w wyniku tego zdarzenia życie straciło dwóch mężczyzn. Na miejscu przez wiele godzin pracowali funkcjonariusze policji, którzy ustalają szczegółowe okoliczności tej tragedii. Wiele wskazuje na to, że główną przyczyną incydentu była nadmierna prędkość.Do niezwykle dramatycznego zdarzenia doszło na terenie miasta Chojna (woj. zachodniopomorskie). Jak przekazały lokalne służby, tragedia rozegrała się w okolicy skrzyżowania ul. Kościuszki z ul. Jagiellońską. W godzinach wieczornych samochód osobowy wypadł z drogi, po czym z wielką siłą wbił się w przydrożne drzewo.Niestety, ale impet uderzenia był tak duży, że pojazd po kontakcie z twardą przeszkodą rozpadł się na kilka mniejszych kawałków. Wiele wskazuje na to, że samochód na sekundy przed tragedią poruszał się z ogromną prędkością. Świadczą o tym zdjęcia opublikowane przez strażaków z OSP Chojna. Widać na nich, że osobówka dosłownie owinęła się wokół drzewa.
O tym, że o ludzkim życiu mogą przesądzić nawet najmniejsze detale, wiadomo nie od dziś. Taki stan rzeczy jest obecny szczególnie na publicznych drogach, gdzie jeden szczegół może pozbawić nas życia. Idealnym przykładem może być pewna kobieta, która straciła swoje życie w porażających okolicznościach. Tuż przed końcem zauważyła jedną rzecz. Porażająca sytuacja została zarejestrowana przez kamerkę samochodową na jednej z rosyjskich tras. Spadająca cegła z impetem rozbiła szybę pojazdu, a następnie uderzyła w pasażerkę znajdującą się na przednim siedzeniu.Na materiale wideo uchwycono spokojną, normalną podróż. Niestety, ale w pewnym momencie zamieniła się ona w prawdziwy koszmar. Z jednej z nadjeżdżających ciężarówek spadła cegła, która zamieniła sielankę w prawdziwy koszmar.Warto zaznaczyć, że materiał wideo ma już swoje lata, aczkolwiek dopiero teraz zyskał na znacznej popularności, stając się niekwestionowanym hitem w mediach społecznościowych.Niestety, ale w tym konkretnym przypadku, jeden detal przesądził o śmierci człowieka.
Światowe media obiegła łamiąca informacje z okupowanej Ukrainy. Nie żyje były młodzieżowy reprezentant Ukrainy, a także piłkarz Dinama Kijów, Sergej Bałanczuk. Mężczyzna zginął w trakcie ciężkich walk w pobliżu miasta Bachmut w obwodzie donieckim. Miał zaledwie 47 lat.Informacje na temat śmierci sportowca podał portal dynamomania.com, który jest powiązany ze stołecznym klubem. Sergej Bałanczuk miał zginąć w trakcie ostrzału artyleryjskiego w czasie walk w okolicach miasta Bachmut. Piłkarz mocno zaangażował się w walkę z rosyjskim okupantem i heroicznie bronił swojego kraju.Niestety, ale za miłość do kraju zapłacił najwyższą cenę. W chwili, gdy Władimir Putin zdecydował się zaatakować suwerenną Ukrainę, Bałanczuk wstąpił do Sił Obronnych Ukrainy.47-latek urodził się w Kijowie. Od najmłodszych lat interesował się sportem, a jego wybór padł na piłkę nożną, którą darzył szczególnym uczuciem. Gdy miał kilka lat, rozpoczął treningi piłkarskie. Miał tak duży talent, że bardzo szybko trafił do akademii miejscowego Dinama Kijów.
Zbigniew Boniek postanowił zabrać głos ws. finału żeńskiego Wimbledonu, który miał miejsce w sobotnie popołudnie. Były prezes PZPN za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych skomentował zwycięstwo Jeleny Rybakiny, a także uderzył w organizatorów turnieju. Z jego ust padły znaczące słowa. Zbigniew Boniek jest znany z eksponowania swojego zdania, nie tylko na tematy dotyczące piłki nożnej, ale również tego, co dzieje się dookoła nas. Tym razem wziął na tapet finał żeńskiego Wimbledonu, gdzie zmierzyły się Jelena Rybakina i Ons Jabeur.Zdecydowaną faworytką była utalentowana Tunezyjka, zajmująca drugie miejsce w rankingu WTA, aczkolwiek na korcie lepsza okazała reprezentanta Kazachstanu, która pokonała swoją rywalkę 2:1. Zwycięstwo Rybakiny wywołało spore poruszenie w sportowym świecie, w głównej mierze ze względu na przeszłość tenisistki. Wiele osobistości wyraziło swoje niezadowolenie ze względu na fakt, że Rybakina jest Rosjanką, która zmieniła swoje obywatelstwo w 2018 roku. Warto podkreślić, że organizatorzy turnieju chcieli wykluczyć uczestnictwo reprezentantów Białorusi i Rosji, ze względu na sytuację panującą na Ukrainie. Jak się okazało, taki zabieg nie do końca się im udał, ponieważ w finalnym rozrachunku zwyciężyła etniczna Rosjanka.
Robert Lewandowski jest bohaterem jednej z najgorętszych sag transferowych ostatnich kilkudziesięciu lat. Jeden z najwybitniejszych polskich piłkarzy zdecydował się na kolejny krok w swojej sportowej karierze i chce definitywnie opuścić szeregi Bayernu Monachium. Do tej pory głównym faworytem do pozyskania Polaka była FC Barcelona, ale aspekt finansowy skutecznie torpeduje całą operację. Światowe media wskazują, że do walki o kapitana naszej kadry włączyło się PSG, które może zaoferować kosmiczne warunki. Hiszpańskie media poinformowały, że potencjalny transfer Roberta Lewandowskiego do FC Barcelony znacząco się oddala. "Duma Katalonii" oraz jego aktualny pracodawca, Bayern Monachium znacząco wyhamowały swoje rozmowy w sprawie ewentualnych przenosin piłkarza. Wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje, że Lewandowski nie przeniesie swoich talentów do stolicy Katalonii i zdecyduje się na zupełnie inny kierunek. Nie można również wykluczyć, że przez następny rok będzie reprezentował barwy Bayernu, w którym gra już od 8 lat. Według dziennikarzy pracujących dla "Sport" oraz “Mundo Deportivo”, działacze hiszpańskiego klubu złożyli na początku lipca atrakcyjną ofertę opiewającą na kwotę 40 milionów euro. Taka propozycja nie wzbudziła animuszu w stolicy Bawarii, ponieważ przewodnictwo klubu chce otrzymać znacznie większą sumę.“Sport” podkreśla, że zdecydowanie większa komunikacja pomiędzy oboma klubami występuje w przypadku transferu 16-letniego juniora Barcelony Adama Aznou do Bayernu. W opinii dziennikarzy, transfer Lewandowskiego jest poważnie zagrożony.
Iga Świątek to jedno z największych odkryć światowego tenisa ostatnich lat. Młoda Polka bez żadnych kompleksów weszła w buty najlepszej rakiety globu i w trakcie kilku ostatnich miesięcy dominowała na większości wielkoszlemowych turniejach. Po wyczerpującym okresie gwiazda zdecydowała się na zasłużony odpoczynek. W sobotę liderka rankingu WTA opublikowała na Instagramie kilka wyjątkowych zdjęć z wakacji. Iga Świątek po raz ostatni weszła na kort w sobotę 2 lipca, kiedy to zmierzyła się z doświadczoną Francuzką, Alize Cornet. Niestety, ale Raszynianka nie wyszła z tego starcia obronną ręką i nie przedłużyła swojej niebywałej serii 37 zwycięstw z rzędu. Porażka była dla młodej Polki niezwykle bolesna, aczkolwiek dała jej do zrozumienia, by lekko spuścić z tonu i znaleźć czas na niezbędny, ale również zasłużony wypoczynek. - Ten czas bardzo dużo mnie nauczył i nie mogę się doczekać powrotu do jeszcze cięższej pracy z wieloma wnioskami, które przyniosły ostatnie tygodnie. Zanim jednak powrót na kort... Pora na reset i chwilę wakacji! - napisała za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych.
Boris Johnson zrezygnuje w czwartek ze stanowiska premiera Wielkiej Brytanii. Takie informacje przekazały brytyjskie media, w tym m.in. BBC. W ostatnich dniach obserwowaliśmy prawdziwy exodus posłów, którzy rezygnowali ze stanowisk różnego szczebla w brytyjskim rządzie. Według najnowszych informacji, rozmawiał już o swoich planach z królową Elżbietą II.Boris Johnson zrezygnuje dziś z funkcji lidera konserwatystów. Według informacji przekazanych przez cenioną stacje BBC, kontrowersyjny polityk ma jednak zostać premierem do jesieni.Co niezwykle ciekawe, jeszcze w środę polityk przekonywał, że pozostanie na swoim stanowisku, by móc dalej kontynuować pracę na rzecz Wielkiej Brytanii. Doniesienia medialne wskazują, że w czwartek 7 lipca odbędzie się oficjalne wystąpienie aktualnego premiera. W środę późnym wieczorem rezygnację złożyli minister ds. Walii Simon Hart i wiceminister zdrowia Edward Argar. Pierwszy z polityków jest czwartym ministrem, który złożył rezygnację na ręce Borisa Johnsona od wtorkowego późnego popołudnia.
Skandal w rodzinie wiceministra edukacji. Według nieoficjalnych informacji ojciec Tomasza Rzymkowskiego został zatrzymany w związku z zarzutami o molestowanie członka rodziny. Maciej Rz. najbliższe 3 miesiące spędzi w areszcie śledczym. Do informacji na temat ojca wiceministra Tomasza Rzymkowskiego dotarli dziennikarze Radia ZET. Mariusz Gierszewski na co dzień publikujących na łamach portalu napisał w swoich mediach społecznościowych o poważnych problemach w rodzinie wiceszefa resortu edukacji. Według nieoficjalnych doniesień, jego ojciec, Maciej Rz. został zatrzymany przez policję w związku z zarzutami o molestowanie członka rodziny.Wiadomo, że Tomasz Rzymowski w resorcie pełni niezwykle odpowiedzialną funkcję sekretarza stanu, a także pełnomocnika rządu do spraw rozwoju i umiędzynarodowienia edukacji i nauki.Kłopoty rodzinne wiceministra edukacji. Ojciec Tomasza Rzymkowskiego podejrzany o molestowanie członka rodziny. W ubiegłym tygodniu doszło do zatrzymania Macieja Rz. Miał usłyszeć zarzuty związanie z molestowaniem członka rodziny. Został aresztowany na 3 msc. @RadioZET_NEWS— Mariusz Gierszewski (@MariuszGierszew) July 6, 2022
Wypadek w warsztacie samochodowym, który został zarejestrowany za pomocą kamery monitoringu, mógł zakończyć się w fatalny sposób. W tym przypadku najzwyklejsze spawanie mogło puścić z dymem cały warsztat. Na szczęście przytomność umysłu oraz odpowiednia reakcja właściciela zapobiegły tragedii. Nie jest żadną tajemnicą, że nieodpowiednie wykonywanie swojej pracy może mieć dramatyczne konsekwencje. Jeden, nawet najmniejszy błąd może doprowadzić do poważnego incydentu, który będzie zagrażał życiu, lub zdrowiu wielu osób. Niestety, ale nie wszyscy mechanicy posiadają odpowiednie umiejętności, które pozwalają na szybką, a także kompleksową naprawę samochodu. Niektórzy wykonują swoją pracę bez większego wyczucia, nie zachowując się w pełni profesjonalnie, a także popełniając masę prostych błędów. Idealnym przykładem może być mechanik, którego działania zostały zarejestrowane przez kamerkę zakładową. W tym konkretnym przypadku, zwykłe spawanie progu, mogło zakończyć się gigantyczną tragedią.Incydent miał miejsce na początku ubiegłego roku w jednym z warsztatów w Bradford, West Yorkshire.Nieuważny pracownik miał za zadanie zespawać próg filigranowej Hondy Jazz. Jak można się domyślać, nie radził sobie z tym zadaniem, narażając swoich kolegów na poważne niebezpieczeństwo. Chciał przygotować auto do przeglądu technicznego, a w finalnym rozrachunku mógł zakończyć jego "żywot" w fatalnych okolicznościach. W czasie jego pracy "coś" poszło nie tak, jak trzeba. Na szczęście skończyło się na strachu.
Iga Świątek nie zdołała odnieść kolejnego wielkoszlemowego sukcesu, przegrywając sobotnie starcie z Francuzką Alize Cornet w trzeciej rundzie Wimbledonu. 32-letnia zawodniczka zdołała przerwać imponującą passę Świątek, która zwyciężyła w 37 spotkaniach z rzędu. Utalentowana Polka zdecydowała odpocząć od tenisa, skupiając się na życiu prywatnym oraz licznych przyjemnościach.Iga Świątek to niekwestionowana gwiazda polskiego tenisa. Ciężka praca, a także ogromny talent pozwoliły młodej Raszyniance stać się pierwszą rakietą świata. Jak wiadomo, było to niezwykle żmudne oraz wymagające zadanie, aczkolwiek Iga zdołała unieść ciężar odpowiedzialności na swoich barkach i zdołała odnieść sukces. Porażka z Alize Cornet przesądziła o tym, że 21-latka zdecydowała lekko spuścić z tonu i skupić się na odpowiedniej regeneracji oraz odpoczynku. Nie ulega wątpliwości, że niemal każda przerwa od gry w przypadku najlepszych tenisistów świata jest idealnym rozwiązaniem, które może zagwarantować długofalowy sukces. Iga zdecydowała się spędzić wolny czas w bardzo interesujący sposób. W miniony piątek najlepsza polska tenisistka pojawiła się na koncercie Adele podczas BST Hyde Park Festival w Londynie. Polka była tym faktem niezwykle podekscytowana i niezwykle szczęśliwa. - Absolutnie niesamowita noc. Dziękuję za wszystkie emocje. Jedno z najlepszych wspomnień roku - napisała za pośrednictwem swojego Twittera. Hyde Park Night 2! My heart is absolutely full! I’ll never forget these shows with you, slap bang in the middle of London, outdoors, during Pride weekend! You brought everything and more! Thank you so so much for having me. Thank you to the entire line up you were all incredible. pic.twitter.com/1j8Kib05My— Adele (@Adele) July 4, 2022
Tragedia w Małopolsce. Na jednej z tras w powiecie nowosądeckim doszło do przerażającego incydentu drogowego. W miejscowości Tęgoborze dachowała maszyna rolnicza. Niestety, ale nie żyje mężczyzna, który kierował pojazdem. Pomimo ogromnego wysiłku służb medycznych, życia poszkodowanego nie udało się uratować.Chwila nieuwagi przesądziła o niewyobrażalnej tragedii, która wstrząsnęła mieszkańcami Tęgoborzy w Małopolsce. Na jednej z lokalnych dróg na Sądecczyźnie doszło do dachowania ładowarki. W sobotę 2 lipca o godzinie 12.23 zastępy z JRG nr 1 w Nowym Sączu, a także lokalna jednostka OSP Tęgoborze zostały zadysponowane do działań na jednej z lokalnych tras. Niestety, ale zgłoszenie dotyczyło przerażającego incydentu.Gdy służby przybyły na miejsce zdarzenia ustaliły, że na drodze gminnej doszło do przygniecenia kierowcy przez ładowarkę. Wiadomo, że 46-letni kierujący w pewnym momencie stracił panowanie nad maszyną która przewróciła się i go przygniotła.
Zwykły zakład pomiędzy dwoma kolegami był bezpośrednią przyczyną wstrząsającego incydentu. W jeziorku miejskim w Nidzicy umiejscowionym w województwie warmińsko-mazurskim utonął 26-latek. Tuż przed tragedią założył się ze swoim kolegą, że zdoła przepłynąć na drugi brzeg akwenu. Niestety, ale po pokonaniu kilkudziesięciu metrów zniknął pod powierzchnią wody. Jego ciało wydobyto kilka godzin później.Afrykańskie upały, które już od dłuższego czasu dominują w naszym kraju, sprzyjają aktywnemu wypoczynkowi nad wodą. Takie rozwiązanie jest wybierane przez spore grono Polaków, którzy spędzają swój wolny czas nad różnego rodzaju akwenami wodnymi.Niestety, ale tak gdzie woda, bardzo często dochodzi do groźnych incydentów. Taką negatywną zależność obrazuje wypadek, który miał miejsce na terenie województwa warmińsko-mazurskiego.W czwartek 30 czerwca tuż po godzinie 18:00 dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Nidzicy otrzymał niepokojące zgłoszenie, że na terenie jeziorka miejskiego w Nidzicy topi się mężczyzna.
TVP dawało kiedyś dziennikarzom prestiż, ale te czasy bezpowrotnie minęły i wydaje się, że przykład Kingi Kwiecień wyjaśnia dlaczego. Prezenterka odpowiedzialna za "słynnego projektanta" Christiana Paula nie święci sukcesów również w prywatnej stacji. Właśnie została zdjęta z anteny, wpadek było zbyt dużo.TVP w CV jeszcze do niedawna znaczyło wiele, ale obecnie powagi i profesjonalizmu Telewizji Polskiej próżno szukać w kolejnych materiałach, których montażyści prawdopodobnie zakładają się, kto więcej razy wplecie w swoje nagranie frazę "Für Deutschland".Kinga Kwiecień to znane nazwisko nie tylko w TVP. Dziennikarka stała za głośnym materiałem o "słynnym projektancie" Christianie Paulu, który zachwycał się fenomenalnym stylem Agaty Dudy. O ile znajdą się osoby doceniające ubrania pierwszej damy, o tyle próżno szukać sukcesów i samego Christiana Paula.Okazuje się, że nie tylko w TVP Kinga Kwiecień nie może pogratulować sobie rzetelnie wykonywanej pracy. Dziennikarka została właśnie zdjęta z anteny Wydarzenia24. Prezentując sportowe wiadomości... nie znała się na sportowych wiadomościach i program na żywo tego nie wybaczył.
"Chłopaki do wzięcia": Śmierć ukochanej osoby zawsze wywołuje wiele traumatycznych i negatywnych emocji. Jeden z bohaterów popularnego programu "Chłopaki do wzięcia" podzielił się z widzami swoją niezwykle przygnębiającą historią miłosną. Mężczyzna zdobył się na szczerość i wyznał dlaczego wciąż nie może znaleźć drugiej połówki. Jedną z głównych przyczyn jest tragedia, która odbiła się na jego psychice. - Jak gadam o tym, to płakać mi się chce" - podkreśla załamany mężczyzna."Chłopaki do wzięcia" to jeden z najbardziej popularnych programów emitowanych na terenie naszego kraju. W trakcie 10 lat swojego istnienia liczba jego fanów rośnie proporcjonalnie do liczby uczestników, którzy decydują się na poszukiwanie miłości na oczach milionów widzów. Jednym z bohaterów programu jest Daniel, który chce znaleźć wymarzoną kobietę, z którą będzie mógł założyć szczęśliwą i kochającą się rodzinę. Mężczyzna deklaruje, że dla ukochanej może zmienić naprawdę dużo, ponieważ jest świadomy potrzeby zmian, które będą obowiązkowe, gdy w jego życiu pojawi się nowa osoba. Daniel wyjawił, dlaczego przez wiele lat nie chciał zmienić swojego położenia, nie tylko miłosnego, ale również materialnego. Przekazał, że wpływ na to, jak potoczyło się jego życie, miała ogromna tragedia z przeszłości. W jednej chwili jego świat legł w gruzach."Chłopaki do wzięcia": Daniel nie mógł powstrzymać łez, opowiedział o śmierci ukochanejMężczyzna przyznał, że kilka lat temu jego ukochana zginęła w tragicznym wypadku. Podkreślił, że bardzo przeżył to zdarzenie i do tej pory nie może pogodzić się ze swoją stratą. Widać, że pomimo upływu lat, śmierć ukochanej odcisnęła na nim znaczące piętno. - Inaczej się żyje i świat jest inny. A tak to, co z tego... Nic z tego. Ciężko mi było zapomnieć o niej. Jak gadam o tym, to płakać mi się chce. Jakoś trzeba pogodzić się z tym losem. Jakby wypadku nie było, to może wszystko byłoby dobrze i by się ułożyło w życiu. Tak to... trudno się mówi - powiedział załamany Daniel.To właśnie to traumatyczne wydarzenie okazało się mieć kluczowe znaczenie w kontekście dalszych poczynań Daniela. Kwitnąca miłość została przerwana w bardzo brutalny sposób, pozostawiając jedynie pustkę w sercu, a także uczucie gigantycznej pustki. "Chłopaki do wzięcia": Daniel Mężczyzna wyznał, że jednym z jego największych marzeń jest założenie szczęśliwej rodziny. Podkreślił, że bardzo chciałby mieć dzieci, a potencjalna kandydatka musiałby podzielać jego plan na przyszłe życie.Podkreślił, że jest w stanie wyremontować swój dom. Planuje w końcu urządzić w nim łazienkę. Sam podkreśla, że jej brak nie utrudnia mu codziennego funkcjonowania, aczkolwiek jego ukochana musi żyć w odpowiednich warunkach. Warto podkreślić, że Chłopaki do wzięcia" to popularny polski serial paradokumentalny emitowany od 7 października 2012 r. na kanale Polsat Play.Artykuły polecane przez Goniec.pl:Wnuczka Leszka Millera walczy z nieuleczalną chorobą. Usłyszała diagnozę. „Zaczęły się problemy z oddychaniem”Andrzej Łapicki ożenił się z młodszą o 60 lat. Zaskakujące, co zrobiła tuż po jego śmierciRekordowa podwyżka emerytur. Seniorzy mogą już zacierać ręce, ujawniono, co rząd szykujeŹródło: SE.pl / Goniec.pl
Monika Miller ujawniła, że od dłuższego czasu zmaga się z niezwykle ciężkim i uporczywym schorzeniem, fibromegalią. Wnuczka byłego premiera zdradziła, jak wygląda jej codzienne życie, a także opowiedziała, jakie problemy zdrowotne są z nią powiązane. Za pośrednictwem Instagrama relacjonuje swoją walkę, a także zamieszcza zdjęcia ze szpitala.Zmęczenie, brak snu, ogólne osłabienie oraz ból całego ciała to jedne z głównych oznak fibromegalii. Jest to niezwykle rzadkie schorzenie, ciężkie do zdiagnozowania, a także wymagające szerokiej diagnostyki lekarzy o różnych specjalnościach. Nierzadko dotyka ono osoby z przestrzeni publicznej.
Kamila Łapicka zyskała spory rozgłos tuż po tym, jak została partnerką, a w późniejszym czasie żoną słynnego aktora i reżysera, Andrzeja Łapickiego. Kilkanaście lat temu ich związek szokował niemal całą Polskę, a okazała różnica wieku pomiędzy małżonkami była przyczyną wielu dywagacji oraz licznych plotek. Tuż po śmierci artysty, jego młoda żona odsunęła się jednak w cień, kompletnie lekceważąc życie na salonach. Od wielu lat, młode, piękne kobiety, które znajdują zamożnych starszych mężczyzn, są obiektem wielu nieprzychylnych opinii oraz niewybrednych komentarzy. Nie inaczej było w przypadku Kamili Łapickiej, która kilkanaście lat temu związała się z Andrzejem Łapickim. Różnica pomiędzy nimi wynosiła niebagatelne 60 lat. Młoda teatrolożka z marszu stała się łatwym celem dla wielu serwisów plotkarskich, które niemal codziennie tworzyły treści powiązane z "wyjątkową parą". Przez dłuższy czas stanowili jedną z najgorętszych par polskiego show-biznesu. Niestety, ale ich wspólne życie przerwała nagła śmierć cenionego aktora. Tuż po tym zdarzeniu, wdowa zdecydowała się wycofać z przestrzeni publicznej, skupiając się na swoim prywatnym życiu. Kamila Łapicka poznała swojego przyszłego męża w redakcji miesięcznika "Teatr". Różnica wieku nie stanowiła żadnej bariery, wręcz przeciwnie, pomiędzy parą rozgorzało wyjątkowo płomienne uczucie. Oczywiście znacząca różnica wieku była dla ówczesnej opinii publicznej prawdziwym szokiem, aczkolwiek nie przeszkodziła zakochanym w realizacji ich wspólnego marzenia. 5 czerwca 2009 po zaledwie siedmiu miesiącach znajomości, para stanęła na ślubnym kobiercu, ślubując sobie miłość i wierność, aż do końca życia.- Cała Polska zna mój ostatni samobójczy krok, to znaczy pojęcie za żonę młodej dziewczyny. Powiedziałem: narzekajcie sobie, a ja ożenię się, ponieważ nie zgadzam się na starość i co mi zrobicie - mówił reżyser w 2009 r. w obszernym wywiadzie dla "Polityki".Ostatecznie ich małżeństwo trwało zaledwie 3 lata, ponieważ 21 lipca 2012 roku polskie media obiegła smutna wiadomość o śmierci legendarnego aktora. Po pogrzebie Andrzeja Łapickiego media poinformowały, że tuż przed swoją śmiercią aktor zmienił swój testament, pozbawiając swoją żonę nawet mieszkania. Do tej pory nie wiadomo, dlaczego podjął taką, a nie inną decyzję.