Seria wstrząsów w kopalniach KGHM. Trwa akcja ratunkowa
W sobotni poranek w kopalniach KGHM doszło do serii silnych wstrząsów górotworu, które poczuli także mieszkańcy Dolnego Śląska. Jak przekazały służby prasowe spółki, w Zakładach Górniczych Lubin ruszyła natychmiastowa ewakuacja podziemia. To walka z czasem, bo w zagrożonym rejonie wciąż znajdują się pracownicy.
Akcja ratunkowa w rejonie GG-1
Najgroźniejsza sytuacja powstała w rejonie GG-1 w kopalni Lubin, gdzie o godzinie 8:11 doszło do tąpnięcia o sile tak zwanej górniczej siódemki, czyli jednego z najwyższych stopni w umownej skali energii wstrząsów górniczych. Jak przekazał KGHM Polska Miedź, natychmiast rozpoczęto wycofywanie załogi ze strefy zagrożenia, a do akcji przystąpili ratownicy z Jednostki Ratownictwa Górniczo-Hutniczego.
Do tej pory bezpiecznie wyprowadzono trzynastu górników, ale pod ziemią wciąż pozostaje siedem osób. Sytuację komplikują kolejne wstrząsy. Aparatura odnotowała dwa następne o godzinie 8:31 i 9:18, a ostatni z nich miał siłę górniczej szóstki.
„Na ten moment najważniejszym celem pozostaje bezpieczne wycofanie załogi z rejonu zagrożenia” – podała spółka.
Na razie nie ma informacji o osobach poszkodowanych.
Kontrolowany wstrząs w Polkowicach
Sobotnia seria zaczęła się ponad dwie godziny przed głównym zdarzeniem w Lubinie. O godzinie 6:08 drgania zarejestrowano w Zakładach Górniczych Polkowice-Sieroszowice. Jak poinformował Mirosław Kuk, dyrektor departamentu komunikacji KGHM, wstrząs wystąpił w rejonie oddziału G-53, a jego siła była wyraźnie mniejsza niż w Lubinie i odpowiadała tak zwanej górniczej piątce.
„O godz. 06.08 miał miejsce sprowokowany robotami strzałowymi wstrząs górotworu o energii E=4,4 × 10⁵ J, w rejonie oddziału G-53 w kopalni ZG Polkowice-Sieroszowice. Nie było załogi w rejonie zagrożonym” – przekazał dyrektor Kuk.
Wstrząs był zaplanowanym efektem prac strzałowych, a ponieważ w rejonie nie było ludzi, nikt nie ucierpiał. Sytuację w Polkowicach szybko opanowano i tamtejsze oddziały nie wymagały interwencji ratowników.
Reakcje mieszkańców
Podziemne tąpnięcia były wyraźnie odczuwalne na powierzchni. Mieszkańcy Lubina i okolic zasypali redakcję portalu Fakt relacjami. Jeden z nich opisał, że w jego mieszkaniu na piątym piętrze bujały się żyrandole, a nawet szafa zaczęła się kołysać. Miał wrażenie, jakby całe mieszkanie pływało. Relacjonował też, że jego sąsiadka bardzo się przestraszyła, bo w pierwszej chwili pomyślała, że coś stało się z jej rozrusznikiem serca.
Według świadków drgania czuło się w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od epicentrum. KGHM zaznacza, że mimo niepokoju mieszkańców najważniejsza pozostaje teraz akcja pod ziemią. Spółka przypomina też, że odczuwalne na powierzchni wstrząsy są stałym elementem głębinowego wydobycia w całym zagłębiu miedziowym.
Spółka zapowiada kolejne komunikaty
KGHM zapowiedział, że szczegółowe procedury powypadkowe ruszą zaraz po wydostaniu wszystkich ludzi na powierzchnię. Specjalne komisje zbadają przyczyny tąpnięć i ocenią stan skał w rejonie GG-1.
„Spółka zapowiada, że będzie przekazywać kolejne informacje po zakończeniu prowadzonych działań” – podano w komunikacie.
Eksperci od geomechaniki analizują teraz zapisy z podziemnych stacji sejsmicznych, żeby ocenić, czy naruszony górotwór jest już stabilny.
Kolejne oficjalne raporty mają pojawić się zaraz po zakończeniu akcji ratowniczej.