Piotr Zychowicz ujawnia kulisy głośnej afery. „Chcieli zniszczyć moją rodzinę”
– Czy to jesteśmy w jakichś latach trzydziestych w Związku Sowieckim? Czy to są komunistyczne Chiny, że mam składać samokrytykę i rozliczać się ze swoich przodków? To są klimaty nie tylko absurdalne, ale wręcz groźne – mówi w “Prześwietleniu” historyk Piotr Zychowicz.
- Ataki na rodzinę i brudne insynuacje. – Posuwają się do rozmaitych insynuacji, no i uderzają w moją mamę – zauważa publicysta.
- Sukces napędzany przez cenzurę. – Im bardziej oni krzyczeli i miotali obelgi, tym bardziej Polacy kierowali się wrodzoną przekorą – dodaje twórca.
- Totalitarne metody oponentów. – To jest myślenie w sposób totalitarny, podczas gdy ja jestem absolutnym fanatykiem wolności słowa – podsumowuje ekspert.
Za co nienawidzą Zychowicza? Tło nagonki
Konsekwentne odbrązawianie narodowych mitów i wytykanie tragicznych błędów polskiemu dowództwu z czasów II wojny światowej ściągnęło na historyka furię środowisk hołdujących bezkrytycznej polityce historycznej. Książki Zychowicza, takie jak „Obłęd '44” czy „Wołyń zdradzony”, w których autor oskarża ówczesne elity o narażenie cywilów na rzeź w imię nierealnych celów politycznych, zburzyły pomnikowy obraz polskiej historii.
– Jedyne szczęście, jakie mam w tym całym nieszczęściu, polega na tym, że skierowali przeciwko mnie właśnie Piotra Gursztyna, który, mówiąc delikatnie, nie jest najostrzejszą kredką w ich piórniku – ironizuje Piotr Zychowicz.
– Głównym problemem jest to, że jestem całkowicie niezależny. To doprowadza ich do szału, bo nie mają na mnie żadnego politycznego ani finansowego lewara – podsumowuje w rozmowie z Gońcem.
Absurdalne oskarżenia i uderzenie w bliskich
Oponenci, którym w uczciwej debacie o historii całkowicie zabrakło merytorycznych argumentów, postanowili zniszczyć wizerunek badacza, celując w jego najbliższych. Zrozpaczeni krytycy publicznie skłamali, jakoby matka twórcy była usłużną komunistyczną dziennikarką „Trybuny Ludu”, podczas gdy w rzeczywistości działała w opozycyjnej „Solidarności” i była za to represjonowana.
– Czymś innym są ataki na rodzinę, a czymś innym są jakieś paskudne insynuacje o tym, że ja piszę w interesie Moskwy czy Berlina – mówi Gońcowi Piotr Zychowicz.
– W związku z tym posuwają się do rozmaitych kłamstw, no i bezpardonowych ataków na rodzinę, bezpośrednio na moją mamę – punktuje publicysta.
– Zaczęto wręcz tworzyć spiskowe teorie, według których za sukcesami moich książek nie stoją czytelnicy, którzy te pozycje kupują, tylko tajne służby PRL. Przypomnę tylko, że urodziłem się w roku 1980 – dodaje z rozbawieniem badacz.
Monopol na patriotyzm i traktowanie ludzi z góry
Prawicowi aktywiści za wszelką cenę próbują narzucić społeczeństwu jedną, jedynie słuszną narrację, traktując rewizję historii jako zbrodnię na państwie.
– Zrozumiałem, że oni po prostu traktują Polaków jak idiotów. Uważają, że powinna istnieć jakaś zamknięta kasta za zamkniętymi drzwiami, która dyskutuje o poważnych sprawach – mówi Piotr Zychowicz.
– A zwykły człowiek ma tylko i wyłącznie bezrefleksyjnie powtarzać te slogany, które partia podaje mu akurat jako przekaz dnia – zauważa gość “Prześwietlenia”.
– Kto w ogóle przyznał prawo tym ludziom do decydowania o tym, co jest dobre dla Polski, a co jest dla niej złe? Dlaczego to moje poglądy są z założenia złe, a ich są zawsze dobre? – pyta retorycznie.
Próby cenzury i afera z „Wołyniem zdradzonym”
Brutalne, zakulisowe usunięcie wygrywającej książki o Rzezi Wołyńskiej z ogólnopolskiego plebiscytu „Historyczna książka roku” przyniosło skutek odwrotny do zamierzonego. Polityczna próba uciszenia niewygodnego autora wywołała gigantyczny skandal, a zdesperowani wydawcy musieli w nocy dowozić tirami dodrukowane książki prosto na targi.
– Zaskoczę cię, ale uważam, że w dużej mierze część sukcesu moich książek to bezsprzeczna zasługa ich własnych krytyków. Im bardziej na mnie krzyczeli i miotali te wszystkie obelgi, tym bardziej Polacy, którzy są inteligentni i mają wrodzoną przekorę, po nie sięgali – zauważa pisarz.
Totalitarne zapędy i absurdalne żądania samokrytyki
Oczekiwanie od niezależnego autora publicznego pokajania się za niewygodne poglądy budzi w nim najmroczniejsze skojarzenia z dyktaturami XX wieku.
– W ich logice książki są szkodliwe, a poglądy są szkodliwe, ponieważ jedyne słuszne poglądy to są ich własne. Moim zdaniem to jest myślenie w czysto totalitarny sposób – mówi w rozmowie z Gońcem Piotr Zychowicz.
– Czy to jesteśmy w jakichś latach trzydziestych w Związku Sowieckim? Czy to są komunistyczne Chiny, że ja mam nagle składać jakąś samokrytykę, rozliczać się ze swoich przodków i z tego, co robili w przeszłości moi rodzice? – pyta z niedowierzaniem twórca.
– To są już naprawdę klimaty po prostu nie tylko całkowicie absurdalne, ale wręcz społecznie groźne. Ja z kolei jestem absolutnym fanatykiem wolności słowa i wolnej, nieskrępowanej wymiany myśli – kwituje historyk.
Źródło: Goniec