Media społecznościowe dopiero od 15. roku życia? Monika Rosa o walce z cyfrowym uzależnieniem
Koniec z nieograniczonym dostępem do mediów społecznościowych dla dzieci. Koalicja Obywatelska forsuje rewolucyjny projekt ustawy, który odetnie najmłodszych od toksycznych algorytmów. Planowana jest twarda granica 15 lat na korzystanie z popularnych platform oraz bezwzględna weryfikacja wieku użytkowników. O wprowadzaniu progu dojrzałości cyfrowej, pladze patostreamingu i walce z technologicznymi gigantami opowiada w “Rozmowie Gońca” posłanka KO, Monika Rosa.
— Internet to produkt wysokiego ryzyka. Aplikacje projektuje się tak, by silnie uzależniały – i to nie tylko najmłodszych, ale również nas, dorosłych.
- Cyfrowe produkty wysokiego ryzyka: — Kupując dziecku zabawkę, zwracamy uwagę, by była bezpieczna i nietoksyczna. W przypadku mediów społecznościowych zupełnie brakuje nam takich standardów — zauważa Monika Rosa.
- Epidemia milczących domów: — Badania wyraźnie pokazują, że dzieci mają coraz większe problemy z mową i komunikacją, ponieważ w domach każdy wpatrzony jest we własny telefon — dodaje ekspertka.
- Cios w patostreamerów: — Chcemy surowo karać samo rozpowszechnianie i streamowanie w sieci czynów zabronionych, ponieważ prawo wciąż nie nadąża za technologią — podsumowuje rozmówczyni.
Cyfrowe zabawki bez żadnego atestu
Algorytmy potężnych platform cyfrowych są od podstaw zaprogramowane na bezwzględną maksymalizację zaangażowania. Odbywa się to gigantycznym kosztem psychiki najmłodszych.
Posłowie Koalicji Obywatelskiej zaprezentowali projekt ustawy dotyczącej ograniczenia dostępu do mediów społecznościowych osobom do 15. roku życia.
Brak bezpiecznych barier w sieci to dziś absolutnie kluczowe wyzwanie państwa — alarmuje Monika Rosa - posłanka Koalicji Obywatelskiej.
— Połowa badanych dzieci przyznaje, że w aplikacjach trafia na zdecydowanie zbyt dużo treści patologicznych i pełnych przemocy — mówi Gońcowi Monika Rosa.
— Bardzo bym chciała, by media społecznościowe stały się w końcu bezpieczne dla najmłodszych, ale dziś niestety takie nie są — dodaje posłanka.
Współczesne platformy społecznościowe są dziś wprost traktowane przez specjalistów jak toksyczne towary, wypuszczane na rynek bez odgórnej kontroli jakości.
— Z pewnością nie są to produkty tworzone zgodnie z zasadą „safety by design” — zauważa Monika Rosa.
— Kupując dziecku nową zabawkę, zawsze staramy się upewnić, że nie jest toksyczna i nie stwarza żadnego zagrożenia — argumentuje.
— W przypadku mediów społecznościowych nie ma mowy o takich standardach. To z założenia produkty nad którymi nikt nie panuje — podsumowuje twardo rozmówczyni.
Epidemia milczących domów
Gigantyczny kryzys zaczyna się jednak znacznie wcześniej, niż w momencie wirtualnego założenia pierwszego profilu. Ekrany niszczą komunikację i więzi rodzinne od samych podstaw.
— Istnieją już badania psychologiczne, które dobitnie pokazują, że najmłodsi mają narastający problem z prawidłową mową i naturalną komunikacją — mówi w rozmowie z Gońcem Monika Rosa.
— Dzieje się tak głównie dlatego, że nasze domy stają się coraz bardziej milczące – domownicy bez przerwy wpatrują się w ekrany i rzadko ze sobą rozmawiają — dodaje ze smutkiem ekspertka.
— Dzieci naprawdę nie potrzebują tabletu w pierwszych latach życia — zauważa na koniec tego wątku.
Cała rozmowa dostępna na naszym kanale:
Koniec bezkarności patostreamerów
Równolegle do dramatycznego uzależnienia od scrollowania ekranów, w polskim internecie lawinowo rośnie plaga patostreamingu. Transmitowanie brutalnej przemocy czy dręczenia stało się lukratywnym biznesem. Poczucie bezkarności twórców jest ogromne, a aparat państwowy często odbija się od ściany przestarzałych przepisów.
Skala wirtualnej patologii osiągnęła rozmiary zmuszające rząd do natychmiastowych, radykalnych zmian w literze prawa — przekonuje gościni Gońca.
— Same przestępstwa źródłowe, czyli akty bezpośredniej przemocy oraz fizyczne i psychiczne wykorzystywanie, są już oczywiście surowo karane na mocy obowiązującego kodeksu karnego — mówi Monika Rosa.
— Chcemy jednak pójść o krok dalej i surowo karać samo rozpowszechnianie oraz streamowanie takich patologicznych zachowań w sieci — zauważa zdecydowanie.
— Uderzymy bezpośrednio w zarabianie na transmitowaniu cudzej krzywdy — dodaje posłanka.
Związane ręce państwa
Brak wdrożonych na czas unijnych dyrektyw sprawia, że polskie służby i organy ścigania mają dziś mocno związane ręce w bezpośredniej walce z technologicznymi gigantami.
— Bądźmy szczerzy: nie mamy obecnie dedykowanego narzędzia w postaci krajowego koordynatora usług cyfrowych, dlatego w pełni opieramy się na kodeksie karnym — mówi Monika Rosa.
— Gdybyśmy jednak wdrożyli już unijną dyrektywę DSA i powołali koordynatora usług cyfrowych, brutalne treści mogłyby być natychmiast blokowane u samego źródła — podsumowuje ekspertka.
Źródło: Goniec