Rodzina trzymała ją w izolacji przez 30 lat. Ojciec: "biorę winę na siebie", jest komentarz z MOPS-u
W Krakowie ujawniono historię, która poruszyła mieszkańców i wywołała pytania o wieloletnie zaniedbania. 51-letnia Magdalena K. miała być przez około 30 lat ukrywana przez najbliższą rodzinę w mieszkaniu na Podgórzu Duchackim. Sprawa wyszła na jaw dopiero po tym, jak z okna zaczęły sypać się karteczki z dramatycznymi prośbami o pomoc.
Rodzina z Podgórza Duchackiego w Krakowie
Przez długi czas otoczenie nie miało świadomości, że w mieszkaniu jednej z krakowskich rodzin może dochodzić do tak poważnych zaniedbań. Sąsiedzi postrzegali domowników jako spokojnych, wykształconych ludzi, a samą Magdalenę K. uważali za osobę przebywającą poza domem, być może w placówce opiekuńczej.

W rodzinie wychowywała się czwórka dorosłych już dzieci – jedno z nich jest całkowicie ubezwłasnowolnione, inne pracują, a jedna z córek mieszka i pracuje za granicą jako pielęgniarka.
Mieszkańcy osiedla dopiero z czasem zaczęli łączyć fakty, kiedy zauważyli niepokojące sygnały dobiegające z mieszkania. Dopiero wtedy zaczęły pojawiać się pytania, jak możliwe było funkcjonowanie przez lata bez kontaktu jednej z dorosłych kobiet ze światem zewnętrznym i instytucjami.
Kartki z okna i interwencja MOPS oraz policji
Przełom nastąpił, gdy matka Magdaleny K. zaczęła wyrzucać przez okno niewielkie kartki z napisami „ratunku”, „pomocy” oraz „córka”. To właśnie te sygnały wzbudziły reakcję sąsiadów, którzy zdecydowali się powiadomić policję oraz Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Służby zaczęły interweniować, jednak początkowo nie ujawniono pełnej skali sytuacji.
Jak przekazał krakowski MOPS w rozmowie z „Faktem”, podczas pierwszych wizyt rodzina zapewniała, że nie dzieje się nic niepokojącego.
– Rodzina nie pozostawała wcześniej w zainteresowaniu MOPS w kontekście realizacji zadań pomocy społecznej. Prowadziliśmy jedynie kontrole na zlecenie sądu dotyczące całkowicie ubezwłasnowolnionego syna – informował “Fakt” Krzysztof Petela.
Dopiero kolejne działania, w tym wejście pracowników socjalnych wraz z policją 30 kwietnia, pozwoliły ustalić, że w mieszkaniu przebywa ukrywana kobieta.
Stan zdrowia Magdaleny K. i śledztwo prokuratury
Po ujawnieniu sprawy Magdalena K. została objęta opieką medyczną, a następnie przewieziona do szpitala. Według informacji przekazanych przez MOPS, jeszcze podczas pierwszych rozmów z pracownikami socjalnymi kobieta twierdziła, że czuje się dobrze, jednak późniejsze badania wykazały niepokojące wyniki.
Obecnie przebywa w Uniwersyteckim Szpitalu w Krakowie, gdzie lekarze próbują poprawić jej stan po latach zaniedbań.
– 30 kwietnia podczas wizyty w mieszkaniu rodziny K. pracownik socjalny odbył rozmowę z panią Magdaleną, podczas której kobieta zapewniała, że czuje się dobrze i że nie ma żadnych dolegliwości. W toku przeprowadzonej z członkami rodziny rozmowy pracownik socjalny poinformował o konieczności ustalenia pilnej wizyty lekarskiej dla Magdaleny K. – przekazał Krzysztof Petela w wypowiedzi dla „Faktu”.

Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Kraków-Podgórze, która bada ją pod kątem znęcania się nad osobą nieporadną życiowo. Na ten moment nikomu nie postawiono zarzutów, a przesłuchania obejmują sąsiadów oraz pracowników instytucji. Ojciec kobiety, Kazimierz K., w rozmowie z dziennikarzami nie ukrywał poczucia winy.
– To moja wina, mam żal do siebie – mówił w rozmowie z „Faktem”. – Magda jako dziecko była aktywna, chciałem zapisać ją na tenis. Po podstawówce jakoś przestała wychodzić z domu i tak zostało.
Ojciec nie może odwiedzać córki w szpitalu.
Tylko mojemu synowi pozwalają się z nią widywać. Tylko on ma wstęp do Magdy, ja nie. Żałuję, starałem się o rodzinę, by wszystko było spłacone na czas, nigdy alkoholu nie piłem, nie używałem przemocy, ale wiem, że Magdę zaniedbałem. Biorę winę na siebie - dodał.