Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Uśmiech w celi i starcie z ZOMO. Małgorzata Potocka wspomina areszt w stanie wojennym
Janusz Schwertner
Janusz Schwertner 03.06.2026 10:11

Uśmiech w celi i starcie z ZOMO. Małgorzata Potocka wspomina areszt w stanie wojennym

Uśmiech w celi i starcie z ZOMO. Małgorzata Potocka wspomina areszt w stanie wojennym
Małgorzata Potocka wspomina areszt w stanie wojennym Fot. Canva

Dziś widzowie kojarzą ją przede wszystkim z ról w popularnych produkcjach telewizyjnych czy z tanecznych popisów na parkiecie szóstej edycji programu „Taniec z Gwiazdami”. W życiorysie Małgorzaty Potockiej zapisane są jednak karty znacznie bardziej dramatyczne. W mrokach stanu wojennego znana aktorka zderzyła się z brutalnym aparatem komunistycznych represji. Zamiast strachu, w starciu z bezwzględną Służbą Bezpieczeństwa wyciągnęła jednak najgroźniejszą broń opozycjonisty – chłodny umysł i kpiący uśmiech. O swoich więziennych losach opowiedziała w programie “Prześwietlenie” dla serwisu Goniec.pl.

Z opozycyjnymi ulotkami w rękach ZOMO

Czas stanu wojennego był okresem najcięższej próby dla polskiego społeczeństwa. Małgorzata Potocka wraz z mężem, wybitnym artystą i historykiem sztuki Józefem Robakowskim, aktywnie angażowała się w działalność opozycyjną. W swoim łódzkim mieszkaniu współtworzyli słynną podziemną Galerię Wymiany, będącą oazą wolnej myśli i prężnym punktem wsparcia dla solidarnościowego podziemia. W marcu 1982 roku artystka wpadła w ręce władz. Jak dziś przyznaje, zderzenie z totalitarną machiną było brutalnym przebudzeniem.

– To była niesamowita lekcja. Uświadomiłam sobie, że moja popularność jako aktorki dla polityki, aparatu przemocy i totalitaryzmu nie ma żadnego znaczenia. Wobec tej machiny jesteś kompletnym pyłem – przyznaje Potocka w programie “Prześwietlenie”.

Samo zatrzymanie miało dramatyczny przebieg i zakończyło się dla niej więzieniem między innymi z powodu niefrasobliwości znajomego.

– Zatrzymali nas funkcjonariusze ZOMO. Pierwsze, co zrobił mój kolega, to podał im trefne materiały. Ostatecznie on wyjechał, a ja wylądowałam w kiciu – relacjonuje artystka.

Psychologiczna gra na Łąkowej

Trafiając do aresztu śledczego przy ulicy Łąkowej w Łodzi, aktorka spodziewała się najgorszego. Cele były w opłakanym stanie, panował potworny brud, a osadzeni zmuszeni byli spać na betonowej podłodze. Co ciekawe, obezwładniający strach, który towarzyszył jej na wolności, za kratami całkowicie wyparował, ustępując miejsca racjonalnemu myśleniu.

– Wydawało mi się, że jeśli mnie złapią, to ze strachu wszystko wyśpiewam. Powiem, co, jak i gdzie mamy w naszym domu, gdzie są skrytki. Ale kiedy już mnie capnęli, poczułam totalny spokój i ogromną pogodę ducha – opowiada artystka na łamach Gońca.

Służba Bezpieczeństwa próbowała złamać osadzoną klasycznymi metodami śledczymi opartymi na psychologicznej manipulacji, stosując taktykę dobrego i złego milicjanta. W ruch poszły również ubeckie sztuczki, mające na celu nieświadome obciążenie się dowodami, jednak Potocka wykazała się niezwykłą czujnością.

– Funkcjonariusz nachylił się do mnie z jakimiś kartkami i zapytał, czy to jest moje. Człowiek odruchowo wyciąga ręce, żeby to złapać, ale ja wygięłam dłonie do tyłu. Wiedziałam, że będą szukać moich odcisków palców – zaznacza, dowodząc swojej odporności na milicyjne prowokacje.

Spowiedź jako alibi doskonałe

Kiedy psychologiczna presja zawodziła, funkcjonariusze uciekali się do naruszania nietykalności cielesnej. Nawet w obliczu bezpośredniej agresji, opozycjonistka potrafiła zachować zimną krew, co kompletnie dezorientowało aparatczyków.

Młody milicjant nagle mnie popchnął i złapał za pierś. Myślał, że uderzę go w twarz, a ja uśmiechnęłam się i powiedziała, że może mnie złapać za drugą. Kompletnie się przeraził – mówi, dowodząc, że ironia bywa w politycznym starciu najsilniejszą tarczą.

Bezpieka do samego końca próbowała wymusić na artystce podpisanie tzw. lojalki, czyli tajnego zobowiązania do współpracy z reżimem. Zastosowała ona jednak obronę, której zideologizowany system nie był w stanie podważyć, wykorzystując sprytnie normy obyczajowe i religijne.

– Niczego nie podpisywałam. Zaznaczano, że nasza rozmowa ma pozostać ścisłą tajemnicą. Tłumaczyłam więc, że nie mogę żyć w kłamstwie. Niedawno wyszłam za mąż, więc muszę o wszystkim opowiedzieć mężowi i wyspowiadać się księdzu – kwituje Potocka w rozmowie z Gońcem.

Historia więzienna Małgorzaty Potockiej to rzadki dowód na to, jak w czasach zinstytucjonalizowanego terroru jednostka potrafiła ocalić godność. Pogoda ducha i niezachwiana stanowczość okazały się dla autorytarnej władzy barierą całkowicie nie do przebicia.

Źródło: Goniec

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji