Kulisy werbunku kobiet. Tajemnica największego tabu Pjongjangu. Co ukrywa żona Kim Dzong Una?
Wyobraźcie sobie państwo, w którym nawet rodzinne zdjęcie staje się elementem strategii nuklearnej. Matka przywódcy przez lata praktycznie nie istnieje oficjalnie, bo jej pochodzenie mogłoby zarysować mit „świętej krwi” dynastii. Siostra staje się twarzą gróźb pod adresem świata. Żona ma ocieplać wizerunek reżimu luksusowymi torebkami i uśmiechami na paradach. A kilkuletnia córka pojawia się obok międzykontynentalnych rakiet, wywołując pytanie, czy Korea Północna właśnie przygotowuje kolejne pokolenie dynastii Kimów. Problem polega na tym, że wokół kobiet Kim Dzong Una od lat funkcjonuje tyle propagandy, przecieków i sensacyjnych historii, że czasami dużo trudniej oddzielić fakty od politycznej legendy niż w jakimkolwiek innym państwie świata.
Kobiety dynastii Kimów. Prywatność jako narzędzie polityczne
Jeśli spojrzeć na kobiety wokół Kim Dzong Una wyłącznie jak na „towarzyszki dyktatora”, bardzo łatwo przegapić coś znacznie ważniejszego. W Korei Północnej każda z nich pełni bowiem konkretną funkcję polityczną. Matka odpowiada za pochodzenie dynastii. Siostra zarządza propagandą i dostępem do przywódcy. Żona buduje bardziej cywilny wizerunek państwa. Córka ma przygotować społeczeństwo na czwartą generację rządów rodziny Kimów.
A wokół tego wszystkiego od lat krąży jeszcze opowieść o kochankach, artystkach i rzekomym „Oddziale Przyjemności”. Rzekomym, bo w przypadku Korei Północnej praktycznie nigdy nie operujemy stuprocentową pewnością.
Pierwszy poziom to propaganda samego reżimu — zdjęcia, depesze państwowej agencji KCNA i kontrolowane wystąpienia publiczne. Drugi — ustalenia południowokoreańskiego wywiadu, który ma dostęp do części informacji, ale ma też historię spektakularnych pomyłek. Trzeci poziom to relacje uciekinierów, przecieki medialne i internetowa mitologia wokół dynastii Kimów.
I czasem te trzy rzeczy kompletnie się ze sobą mieszają. Najlepszy przykład? Hyon Song Wol. W 2013 roku światowe media pisały, że północnokoreańska wokalistka została rozstrzelana na rozkaz Kim Dzong Una po rzekomym skandalu seksualnym. Kilka lat później kobieta pojawiła się publicznie… żywa. I to jako członkini oficjalnej delegacji Korei Północnej.
Ta historia bardzo dobrze pokazuje skalę dezinformacji wokół samej Korei Północnej i sposób, w jaki światowe media funkcjonują w przypadku państwa praktycznie odciętego od zewnętrznej kontroli informacji.
Ko Yong Hui i problem „niewygodnej genealogii”
Ko Yong Hui przez lata pozostawała praktycznie niewidoczna dla świata zewnętrznego, mimo że to właśnie ona została matką przyszłego przywódcy Korei Północnej — Kim Dzong Una.
Według ustaleń badaczy urodziła się w 1952 roku w Osace w Japonii. Jej rodzina później przeniosła się do Korei Północnej w ramach programu repatriacyjnego prowadzonego od końca lat 50., kiedy Koreańczyków mieszkających w Japonii zachęcano do „powrotu do ojczyzny”. I właśnie to japońskie pochodzenie stało się później problemem dla całej dynastii.
Korea Północna od dekad buduje swoją legitymizację na micie „krwi z Paektu”, antyjapońskiej pamięci historycznej i niemal świętej genealogii rodziny Kimów. Tymczasem matka obecnego przywódcy urodziła się właśnie w Japonii — państwie, którego okupacja Korei do dziś pozostaje jednym z najbardziej traumatycznych elementów koreańskiej historii.
Ko Yong Hui trafia do elitarnej państwowej grupy artystycznej i właśnie tam poznaje Kim Dzong Ila. Z tego związku rodzi się troje dzieci: Kim Jong Chul, Kim Jong Un i Kim Yo Jong.
Mimo ogromnego znaczenia dla dynastii nigdy jednak nie zostaje wyniesiona do poziomu niemal religijnego kultu, który wcześniej budowano wokół Kim Jong Suk — pierwszej żony Kim Ir Sena, przedstawianej jako „święta matka rewolucji”.
Pjongjang bardzo ostrożnie podchodził do eksponowania jej biografii. Nie budowano wokół niej wielkiego kultu jednostki i wyraźnie unikano szerokiego nagłaśniania jej japońskiego pochodzenia.
Wielu badaczy uważa, że właśnie dlatego nawet urodziny Kim Dzong Una nigdy nie zostały ustanowione pełnoprawnym świętem państwowym na poziomie jego ojca i dziadka. Zbyt mocne eksponowanie genealogii prowadziłoby bowiem bezpośrednio do pytań o matkę.
Dopiero po dojściu Kim Dzong Una do władzy zaczęto stopniowo budować wokół niej bardziej oficjalny kult. W 2012 roku w Pjongjangu pojawił się jej grobowiec niedaleko Cmentarza Męczenników Rewolucji, a delegacje państwowe zaczęły oddawać tam hołd podczas ważnych rocznic.
Kim Yo Jong i Ri Sol Ju. Propaganda, wizerunek i walka o wpływy
Znacznie bardziej widoczna od matki stała się jego siostra — Kim Yo Jong. Przez lata funkcjonowała na Zachodzie jako „tajemnicza siostra dyktatora”, ale z czasem stało się jasne, że jej rola wykracza daleko poza rodzinne zdjęcia. Już około 2014 roku zaczęto wiązać ją z Departamentem Propagandy Partii Pracy Korei.
W kolejnych latach regularnie pojawiała się przy najważniejszych wydarzeniach państwowych — paradach wojskowych, testach rakietowych i spotkaniach Kim Dzong Una z Donaldem Trumpem, Xi Jinpingiem czy Władimirem Putinem.
Z czasem zaczęła też podpisywać najbardziej agresywne komunikaty reżimu wobec Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych. Wielokrotnie groziła Seulowi działaniami militarnymi i ostrzegała Waszyngton przed „eskalacją napięcia”.
W praktyce zaczęła wyglądać jak jedna z najważniejszych osób w państwie. Pojawiły się więc spekulacje, że mogłaby zostać następczynią brata — zwłaszcza że regularnie wracały pytania o zdrowie Kim Dzong Una.
W ostatnich latach południowokoreański wywiad zaczął jednak tonować te prognozy. Coraz częściej przedstawiano ją nie jako samodzielne centrum władzy, ale niezwykle wpływową wykonawczynię politycznej linii brata.
Równolegle na pierwszy plan zaczęła wychodzić Ri Sol Ju — żona Kim Dzong Una. Kiedy przejął władzę po śmierci ojca w 2011 roku, bardzo szybko zaczął różnić się od Kim Dzong Ila pod jednym względem: zaczął pokazywać życie prywatne.
Pojawiał się na koncertach, w parkach rozrywki i podczas wydarzeń kulturalnych. Coraz częściej obok niego pojawiała się młoda kobieta, której tożsamości początkowo nikt nie znał. Dopiero w lipcu 2012 roku północnokoreańska telewizja państwowa oficjalnie nazwała Ri Sol Ju żoną przywódcy.
I praktycznie na tym kończą się pewne informacje. Większość wiedzy o jej życiu pochodzi z ustaleń wywiadu, przecieków medialnych i relacji Dennisa Rodmana, który po wizycie w Korei Północnej twierdził, że trzymał na rękach córkę Kimów.
Najważniejsza okazała się jednak nie sama jej biografia, lecz funkcja. Ri Sol Ju miała normalizować dynastię. Pokazywać przywódcę jako człowieka rodzinnego i bardziej „nowoczesnego” niż jego ojciec.
Równolegle świat zaczął obsesyjnie analizować jej luksusowe torebki Diora, Chanel i Gucci. Kontrast był uderzający — państwo objęte sankcjami i zmagające się z kryzysami żywnościowymi, a obok tego żona dyktatora z akcesoriami wartymi wieloletnie zarobki przeciętnego obywatela Korei Północnej.
Kim Ju Ae i pytanie o przyszłość dynastii
Od kilku lat coraz wyraźniej widać, że centrum rodzinnej narracji przesuwa się na córkę Kim Dzong Una — Kim Ju Ae. Po raz pierwszy pojawiła się publicznie w listopadzie 2022 roku przy międzykontynentalnej rakiecie balistycznej Hwasong-17. Sam obraz wywołał gigantyczne poruszenie — mała dziewczynka stojąca obok największej broni państwa.
Od tego momentu jej obecność zaczęła się regularnie powtarzać: parady wojskowe, fabryki uzbrojenia, poligony, ceremonie państwowe i wydarzenia dynastii Kimów. To uruchomiło dyskusję, czy Korea Północna przygotowuje pierwszą kobietę do przejęcia władzy.
Jeszcze w 2023 roku południowokoreański wywiad uważał, że na takie wnioski jest za wcześnie. Później jednak język zaczął się wyraźnie zmieniać. Najpierw Kim Ju Ae określano jako „najbardziej ukochane dziecko”, później jako „szanowane dziecko”, aż w końcu południowokoreański wywiad zaczął sugerować, że może być przygotowywana do sukcesji. W 2026 roku szef tamtejszej Narodowej Służby Wywiadowczej miał podczas briefingu dla parlamentarzystów stwierdzić, że Kim Ju Ae można już traktować jako potencjalną dziedziczkę dynastii.
Byłby to historyczny precedens. Od powstania Korei Północnej krajem rządzili wyłącznie mężczyźni z rodziny Kimów, a sam system pozostaje skrajnie patriarchalny.
Eksperci studzą jednak emocje. Kim Ju Ae nie ma żadnego oficjalnego stanowiska i wciąż jest bardzo młoda. Część badaczy uważa, że jej obecność ma przede wszystkim wzmacniać obraz stabilnej dynastii i samego Kim Dzong Una jako troskliwego ojca.
I być może właśnie to najlepiej podsumowuje historię kobiet wokół północnokoreańskiego przywódcy. W Korei Północnej propaganda, polityka i rodzinne życie od dawna funkcjonują jako jeden system. Problem polega na tym, że im bardziej świat próbuje zajrzeć za kulisy tej dynastii, tym trudniej oddzielić fakty od mitu.