Kara śmierci i „wilczy bilet”. Co grozi za dezercję w armii USA?
Dezercja w Siłach Zbrojnych Stanów Zjednoczonych pozostaje jednym z najcięższych przestępstw wojskowych. Reguluje ją Artykuł 85 Kodeksu Jednolitego Sprawiedliwości Wojskowej (UCMJ). Choć w czasie wojny teoretycznie grozi za to nawet kara śmierci, w praktyce od czasów II wojny światowej nikt nie został za dezercję stracony.
- W czasie pokoju maksymalna kara to pozbawienie wolności do 5 lat, wydalenie z hańbą (dishonorable discharge) i utrata wszystkich należności pieniężnych
- Najczęściej stosowane kary to od 2 do 5 lat więzienia wojskowego oraz wydalenie dyscyplinarne
- Od ponad 80 lat kara śmierci za samą dezercję nie została wykonana
Kiedy „nieobecność” staje się dezercją?
Dezercja zachodzi, gdy żołnierz bez uprawnienia opuszcza swoją jednostkę, organizację lub miejsce służby z zamiarem pozostania poza wojskiem na stałe. Kluczowy jest tutaj zamiar trwały – odróżnia to dezercję od zwykłej nieobecności bez zezwolenia (AWOL).
Osobną kategorią jest dezercja w celu uniknięcia „niebezpiecznej służby” lub „ważnych obowiązków”. Jeśli żołnierz ucieka tuż przed wysłaniem na front (deployment), prawo traktuje to z automatu jako dezercję, nawet jeśli uciekinier twierdził, że planował wrócić po zakończeniu walk.
Warto odróżnić to od wykroczenia znanego jako AWOL (Absent Without Leave). Jest to samowolne oddalenie się z jednostki bez zamiaru trwałej ucieczki. Choć AWOL również wiąże się z karami dyscyplinarnymi, nie niesie ze sobą tak dewastujących skutków prawnych i społecznych, jak pełnoprawna dezercja.

Od więzienia po najwyższy wymiar
Skala kar za dezercję w USA jest szeroka i zależy od okoliczności towarzyszących czynowi. W czasie pokoju standardowy wyrok obejmuje zazwyczaj do 5 lat pozbawienia wolności w więzieniu wojskowym (tzw. brig). Do tego dochodzi natychmiastowe wydalenie ze służby z wilczym biletem, czyli statusem Dishonorable Discharge.
Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy kraj znajduje się w stanie wojny. Zgodnie z literą prawa, za dezercję przed obliczem wroga grozi:
- kara śmierci (choć nie wykonano jej za to przestępstwo od 1945 roku, od przypadku Eddiego Slovika),
- dożywotnie pozbawienie wolności bez możliwości wcześniejszego zwolnienia,
- konfiskata całego żołdu i wszelkich należności finansowych.
Należy pamiętać, że amerykańskie sądy wojskowe działają niezależnie od cywilnych. Wyrok zapada przed sądem wojennym (Court-Martial), gdzie ławnikami są zazwyczaj oficerowie wyżsi rangą od oskarżonego. Tam argumenty o „zmęczeniu” czy „problemach rodzinnych” rzadko spotykają się ze zrozumieniem składu sędziowskiego.
Życie po wyroku
Dla wielu Amerykanów najbardziej dotkliwą karą nie jest sam pobyt w więzieniu, ale status Dishonorable Discharge. W USA jest on traktowany niemal na równi z wyrokiem za morderstwo czy gwałt i zamyka niemal wszystkie drzwi w życiu cywilnym. Skazany dezerter staje się obywatelem drugiej kategorii w wielu aspektach funkcjonowania państwa.
Osoba z takim statusem traci:
- prawo do posiadania i zakupu broni palnej (dożywotni zakaz federalny),
- dostęp do darmowej opieki medycznej w ramach Veterans Affairs (VA),
- wszelkie zasiłki dla bezrobotnych oraz pomoc w spłacie kredytów studenckich,
- możliwość pracy w administracji publicznej oraz w większości korporacji wymagających poświadczenia o niekaralności.
Dodatkowo, w wielu stanach dezerterzy tracą prawo do głosowania (jako skazani przestępcy federalni) oraz możliwość pełnienia funkcji publicznych. Piętno to rzutuje na całą rodzinę, ponieważ bliscy zostają odcięci od ubezpieczeń i świadczeń, które przysługiwały im z tytułu służby współmałżonka.
Brak przedawnienia: Wojsko nie zapomina
W cywilnym systemie prawnym wiele przestępstw po latach ulega przedawnieniu. W przypadku dezercji w USA ta zasada nie obowiązuje. Amerykańska żandarmeria (NCIS, CID czy OSI) prowadzi rejestry dezerterów przez dekady. Często zdarza się, że osoby, które uciekły z wojska w latach 70. czy 80., zostają zatrzymane podczas rutynowej kontroli drogowej 40 lat później.
W dobie cyfryzacji i biometrii ukrywanie się jest praktycznie niemożliwe. Systemy policyjne są zintegrowane z bazami wojskowymi. Każde odnowienie prawa jazdy czy aplikacja o paszport powoduje „wybicie” czerwonej flagi w systemie federalnym. Wojsko rzadko rezygnuje ze ścigania, uznając, że brak kary byłby sygnałem słabości dla pozostałych żołnierzy.
Dla dezerterów jedyną realną drogą uregulowania statusu jest zazwyczaj oddanie się w ręce żandarmerii. Czasami, przy współpracy z prawnikiem wojskowym, udaje się wynegocjować niższy wymiar kary w zamian za dobrowolne przyznanie się do winy, jednak status „przestępcy federalnego” w dokumentach pozostaje zazwyczaj niezmienny do końca życia.
Źródło: Goniec.pl