Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Sport > Chwalińska żegna się z Wimbledonem. Tak tuż po meczu potraktowała ją rywalka
Julia Bogucka
Julia Bogucka 29.06.2026 17:38

Chwalińska żegna się z Wimbledonem. Tak tuż po meczu potraktowała ją rywalka

Chwalińska żegna się z Wimbledonem. Tak tuż po meczu potraktowała ją rywalka
Fot. KIRILL KUDRYAVTSEV/AFP/East News, Djoko_UTD/X

Maja Chwalińska była bardzo blisko awansu do drugiej rundy Wimbledonu. Polka prowadziła 6:2 i 5:2, miała piłkę meczową, ale w kluczowym momencie doznała urazu stawu skokowego. Mimo bólu wróciła do gry, jednak Mananchaya Sawangkaew odwróciła losy spotkania i wygrała 2:6, 7:5, 6:2. Po ostatniej piłce podeszła do Polki i wykonała jeden gest.

Renesans polskiego tenisa i masowe zainteresowanie dyscypliną

Tenis w Polsce od kilku lat cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Sukcesy Igi Świątek, Huberta Hurkacza, Magdy Linette i kolejnych polskich zawodników sprawiły, że dyscyplina przestała być postrzegana jako niszowa. Coraz więcej osób śledzi turnieje, rezerwuje korty i zapisuje dzieci na zajęcia, a występy Polaków w największych imprezach są szeroko komentowane. Wzrost popularności widać nie tylko w oglądalności meczów, ale też w codziennym zainteresowaniu grą. Akademie tenisowe rozwijają ofertę, a młodsi zawodnicy zyskują większą rozpoznawalność. Dla wielu kibiców sukcesy polskich tenisistów stały się dowodem, że droga do światowej czołówki jest możliwa także dla reprezentantów naszego kraju.

Chwalińska żegna się z Wimbledonem. Tak tuż po meczu potraktowała ją rywalka
Fot. Anita Walczewska/East News

W takim otoczeniu szczególnie mocno wybrzmiał ostatni awans sportowy Mai Chwalińskiej. Polka od dawna uchodziła za zawodniczkę bardzo utalentowaną, ale jej kariera nie rozwijała się bez przeszkód. Problemy zdrowotne i przerwy w grze sprawiały, że przez długi czas musiała odbudowywać pozycję krok po kroku. Jej styl gry różni się od tenisistek bazujących głównie na sile. Chwalińska często imponuje czuciem piłki, zmianą rytmu, rotacją, precyzją i umiejętnością czytania gry przeciwniczki. Potrafi budować akcje cierpliwie i szukać nietypowych rozwiązań, co w ostatnich tygodniach zwróciło na nią uwagę szerszej publiczności.

Po udanym występie w Paryżu zainteresowanie jej kolejnymi startami wyraźnie wzrosło. Dla kibiców była jedną z najciekawszych postaci przed Wimbledonem. Londyński występ miał pokazać, czy dobra forma z kortów ziemnych przełoży się również na trawę. Tym bardziej bolesny okazał się sposób, w jaki zakończył się jej pierwszy mecz.

Paryski sen i upragniona przepustka na wimbledońskie trawniki

Jeszcze kilka tygodni wcześniej sytuacja Mai Chwalińskiej wyglądała inaczej. Przed Rolandem Garrosem zarówno Polka, jak i Mananchaya Sawangkaew znajdowały się w drugiej setce rankingu WTA. Chwalińska miała za sobą dobre występy na mączce, m.in. w Oeiras, ale dopiero paryski turniej znacząco zmienił jej pozycję. W Paryżu Polka pokazała tenis, który zwrócił uwagę kibiców i organizatorów kolejnych imprez. Interia podkreśla, że po tamtym turnieju awansowała na 21. miejsce w rankingu. Jej gra oparta na zmianach rytmu, rotacji i przewidywaniu zagrań rywalek sprawiła, że zaczęto patrzeć na nią zupełnie inaczej niż wcześniej.

Chwalińska żegna się z Wimbledonem. Tak tuż po meczu potraktowała ją rywalka
Fot. THOMAS SAMSON/AFP/East News

Ten wynik szybko przełożył się na jej sytuację przed Wimbledonem. Lista zgłoszeń do turnieju była już zamknięta, dlatego sama pozycja rankingowa po paryskim sukcesie nie wystarczała, aby znaleźć się w głównej drabince. Kluczowa stała się decyzja organizatorów, którzy mogli przyznać jej dziką kartę. Ostatecznie Chwalińska otrzymała zaproszenie do turnieju głównego. Interia wskazuje, że wpływ na tę decyzję mogła mieć presja otoczenia, a dużą rolę odegrał Victor Archutowski, były menedżer Agnieszki Radwańskiej. Dzięki dzikiej karcie Polka uniknęła kwalifikacji i mogła skupić się na przygotowaniach do gry na trawie.

W Londynie Chwalińska została rozstawiona z numerem 20. Jej rywalką w pierwszej rundzie była Mananchaya Sawangkaew, która wcześniej miała za sobą sporo grania na trawie, m.in. w Birmingham, Ilkley i kwalifikacjach Wimbledonu. Polka takiego ogrania na tej nawierzchni nie miała, ale pierwsze gemy pokazały, że potrafiła przenieść swój styl również na trawiaste korty.

Zobacz też: Dramat Mai Chwalińskiej na Wimbledonie. Polka przegrała z kontuzją, nagrania obiegły sieć

Brutalne ułamki sekund, które przekreśliły londyńskie marzenia

W pierwszej rundzie Wimbledonu Maja Chwalińska zmierzyła się z Mananchayą Sawangkaew na korcie numer 12. Polka była wyżej notowana i przystępowała do meczu jako faworytka. Od początku spotkania dobrze kontrolowała grę, przewidywała zamiary rywalki i skutecznie ustawiała się do kolejnych piłek. Pierwszy set ułożył się po jej myśli. Chwalińska szybko uzyskała przewagę, prowadziła 4:0, a później wygrała partię 6:2. Sawangkaew próbowała grać ofensywnie, ale popełniała dużo niewymuszonych błędów. Według Interii w pierwszym secie Tajka miała ich aż 19, przy zaledwie czterech po stronie Polki.

W drugim secie pojawiły się trudniejsze momenty, ale Chwalińska nadal była bardzo blisko zwycięstwa. W piątym gemie obroniła dwie szanse na przełamanie, a później sama wywalczyła breaka. Przy prowadzeniu 5:2 miała piłkę meczową na wynik 6:2, 6:2. Wtedy doszło do najważniejszego momentu spotkania. Polka poślizgnęła się na trawie, a prawa noga wygięła się w stawie skokowym. Chwalińska poprawiła buta i próbowała grać dalej, ale szybko okazało się, że uraz ogranicza jej poruszanie. Potrzebna była pomoc fizjoterapeutyczna i przerwa medyczna.

Po powrocie na kort Polka miała opatrunek na stawie skokowym. Wciąż próbowała zakończyć mecz, ale nie była już tak swobodna w ruchu. Sawangkaew zaczęła grać ostrożniej, popełniała mniej błędów i wykorzystywała fakt, że Chwalińska musiała się oszczędzać. Z wyniku 5:2 zrobiło się 5:7. Polka zdecydowała się kontynuować spotkanie. Po przerwie wyszła na trzeci set i nawet objęła prowadzenie 2:0, co dawało jeszcze nadzieję na odwrócenie sytuacji. Sawangkaew opanowała jednak nerwy i przejęła inicjatywę. Chwalińska nie była już w stanie dobiegać do piłek z taką swobodą jak wcześniej.

Tajka wygrała decydującą partię 6:2, a cały mecz 2:6, 7:5, 6:2. Dla niej było to pierwsze zwycięstwo w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego. Dla Chwalińskiej była to wyjątkowo bolesna porażka, bo od awansu dzieliła ją jedna piłka. Po ostatniej akcji Sawangkaew podeszła do Polki i ją przytuliła. Ten gest dobrze oddał atmosferę końcówki meczu, z jednej strony sportowy sukces Tajki, z drugiej widoczny szacunek dla rywalki, która mimo urazu próbowała walczyć do końca. Najważniejsze dla Chwalińskiej będzie teraz sprawdzenie stanu zdrowia i ocena urazu stawu skokowego. Wimbledon zakończył się dla niej bardzo pechowo, ale sam przebieg meczu do momentu kontuzji pokazał, że jej ostatni awans sportowy nie był przypadkowy. Jeśli szybko wróci do pełnej sprawności, kolejne turnieje mogą dać jej szansę na potwierdzenie dobrej formy.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji