Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > USA chcą wykluczyć Hiszpanię z NATO? Prof. Reginia-Zacharski: "Mogą utrudnić im życie"
Damian  Popilowski
Damian Popilowski 26.04.2026 10:09

USA chcą wykluczyć Hiszpanię z NATO? Prof. Reginia-Zacharski: "Mogą utrudnić im życie"

USA chcą wykluczyć Hiszpanię z NATO? Prof. Reginia-Zacharski: "Mogą utrudnić im życie"
USA grożą NATO, fot.EastNews

Agencja Reuters miała dotrzeć do wewnętrznej korespondencji amerykańskiego Departamentu Obrony, w której rozpatrywane są mechanizmy „ukarania” sojuszników z NATO za brak udostępnienia baz i wojsk podczas otwartego konfliktu z Iranem. Opcje obejmują działania radykalne, w tym zawieszenie Hiszpanii w strukturach Sojuszu oraz wycofanie dotychczasowego poparcia dla brytyjskich roszczeń do Wysp Falklandzkich. O to, czy takie groźby są możliwe do zrealizowania z punktu widzenia prawa międzynarodowego i logiki geopolitycznej, zapytaliśmy profesora Jacka Reginia-Zacharskiego.

  • Zgodnie z ujawnionymi ustaleniami agencji Reuters, Waszyngton rozważa drastyczne formy nacisku na państwa kwestionujące operacje wojskowe w regionie Zatoki Perskiej
  • Opcja wyrzucenia Hiszpanii z Paktu jest prawnie niemożliwa ze względu na obowiązujący w Traktacie waszyngtońskim mechanizm jednomyślności
  • Administracja USA może zastosować metody izolacji poprzez blokowanie kandydatur na kluczowe stanowiska w strukturach Sojuszu Północnoatlantyckiego

Brak procedur usunięcia Hiszpanii z Paktu Północnoatlantyckiego

W najnowszym raporcie agencja Reuters ujawniła komunikację wewnętrzną najwyższych urzędników amerykańskiego Departamentu Obrony. Administracja w Waszyngtonie analizuje w niej konsekwencje dla sojuszników, którzy odmówili USA dostępu do swoich baz i przestrzeni powietrznej podczas trwającej wojny z Iranem. Z ujawnionych notatek wynika, że rozważane są konkretne pakiety sankcji wobec partnerów z NATO:

  • odcięcie „trudnych” państw od najważniejszych stanowisk decyzyjnych w strukturach,
  • weryfikacja polityki dyplomatycznej wobec terytorialnych interesów Wielkiej Brytanii,
  • zawieszenie operacyjnego członkostwa Hiszpanii w Paktu Północnoatlantyckim.

O skomentowanie zapowiadanych retorsji poprosiliśmy profesora Jacka Reginia-Zacharskiego, politologa i historyka. Badacz jednoznacznie wskazuje, że formalne wyrzucenie państwa ze struktur sojuszniczych napotyka na nieprzezwyciężalne bariery prawne wynikające z samej umowy założycielskiej.

– Zacznijmy może od tej pierwszej kwestii, czyli sprawy zawieszenia albo usunięcia – załóżmy, jakoś tam w przyszłości – Hiszpanii z Sojuszu Północnoatlantyckiego. Takiej formuły nie ma. W Traktacie północnoatlantyckim (Traktacie waszyngtońskim) nie ma takiej formuły. Co najwyżej można by się zastanawiać nad odwróconą formułą przyjęcia, ale tutaj warto zwrócić uwagę, że w Traktacie waszyngtońskim bardzo silnie podkreślana jest zasada jednomyślności członków.

Wynikający z przepisów mechanizm decyzyjny sprawia, że usunięcie któregokolwiek z państw członkowskich na drodze zwykłego głosowania staje się operacją z góry skazaną na niepowodzenie ze względu na same zasady architektury układu.

– Dotyczy ona przede wszystkim, w takim ostrym sformułowaniu, przyjęcia nowych członków, ale ta formuła jednomyślności jest ogólnie bardzo silnie akcentowana. W związku z czym musielibyśmy sobie wyobrazić sytuację, w której wszyscy członkowie Sojuszu Północnoatlantyckiego, z Hiszpanią włącznie, głosują za jej usunięciem bądź zawieszeniem. No, to jest po prostu konstrukcja absolutnie niespójna logicznie.

Nieoficjalne metody politycznego utrudniania życia

O ile formalne procedury chronią sojuszników, o tyle Departament Obrony USA dysponuje szerokim arsenałem narzędzi nieformalnych. Z dokumentu pozyskanego przez agencję Reuters wynika, że amerykańscy decydenci kładą duży nacisk na blokowanie kadr z nieprzychylnych państw na prestiżowych stanowiskach wewnątrz zintegrowanej struktury dowodzenia. Profesor Jacek Reginia-Zacharski przyznaje, że historia NATO zna już okresy otwartej alienacji poszczególnych państw od głównych systemów kierowania Sojuszem.

– Także od strony formalnej takiej opcji naturalnie nie ma. Jednak mówimy tu o przestrzeni właściwie nie tyle formalnej, co takiej uzusowej – można utrudniać życie członkowi. Tutaj, tak gwoli ścisłości, można by przywołać sytuację, w jakiej znalazła się, w oparciu o własną decyzję, Republika Francuska w 1966 roku, kiedy opuściła zintegrowany system dowodzenia. Powróciła do niego, stając się, jak to w mediach pisano, ponownie „pełnoprawnym i pełnoudziałowym” członkiem Sojuszu w 2009 roku.

Ekspert z Uniwersytetu Łódzkiego zauważa przy tym, że ostra retoryka wobec kondycji całej organizacji oraz otwarte kwestionowanie spójności współpracy na linii Waszyngton-Europa pojawiały się w przestrzeni politycznej na długo przed wybuchem otwartego konfliktu na Bliskim Wschodzie.

– Zresztą dodajmy, że 10 lat później, czyli w 2019 roku, prezydent Emmanuel Macron był łaskaw wspomnieć o „śmierci mózgowej” Sojuszu Północnoatlantyckiego. W związku z czym śmiało możemy powiedzieć, że Trump nie był pierwszy, jeżeli chodzi o takie krytyczne oceny. Zatem oczywiście, ponieważ Traktat północnoatlantycki tworzy pewną formułę, organizację z jednej strony zbiurokratyzowaną, ale myślę, że jednak przede wszystkim polityczną i wojskową (w szczególności od jubileuszowego szczytu w Waszyngtonie z 1999 roku).

W praktyce sankcje wobec państw takich jak Hiszpania, które sprzeciwiły się wykorzystaniu krajowych lotnisk i infrastruktury baz wojskowych dla celów misji ekspedycyjnej, mogą sprowadzić się głównie do marginalizowania ich znaczenia w gremiach podejmujących strategiczne decyzje.

– W istocie przecież mamy jasność, że sojusze są w równej mierze instytucjami wojskowymi, co chyba przede wszystkim politycznymi. Zatem politycznie z pewnością Hiszpanii, czy innym państwom Sojuszu, można życie dosyć skutecznie utrudniać, jak chociażby w formule, powiedzmy, niepopierania czy blokowania kandydatur pochodzących z określonego, nazwijmy to umownie, „inkryminowanego” państwa w formatach decyzyjnych. Można w ten sposób doprowadzić do jakiejś częściowej izolacji, natomiast co do pełnej izolacji – tu byłbym bardzo ostrożny.

Potencjalne bojkotowanie hiszpańskich kandydatur do czołowych ról dowódczych i dyplomatycznych miałoby wymiar silnie wizerunkowy. Argumentacja zawarta w samej ujawnionej komunikacji amerykańskiego Pentagonu wprost potwierdza ten kierunek – dokument jednoznacznie zaznacza, że izolacja operacyjna rządu w Madrycie nie redukuje znacząco zdolności sił USA na froncie, lecz stanowi kluczowy sygnał polityczny redukujący „poczucie roszczeniowości” wśród państw europejskich.

Wyspy Falklandzkie i zmiana wieloletniego kursu dyplomacji

Kolejnym punktem spornym zawartym w wiadomości wojskowych USA jest groźba całkowitej zmiany kierunku polityki względem Wielkiej Brytanii. Pentagon poważnie analizuje wycofanie poparcia politycznego dla brytyjskiej administracji nad spornymi terytoriami Wysp Falklandzkich. Stanowi to bezpośrednią odpowiedź na odmowę udostępnienia okrętów Royal Navy do misji stabilizacyjnej w obrębie cieśniny Ormuz.

Zdaniem profesora Reginia-Zacharskiego, wyciągnięcie kwestii brytyjskich stref wpływów i ewentualna korekta polityki w Ameryce Południowej oznaczałyby powrót do brutalnych uwarunkowań globalnej strategii Stanów Zjednoczonych z okresu zimnej wojny.

– Zresztą ten drugi element, czyli ukaranie Wielkiej Brytanii poprzez – nie wiem, czy zamrożenie, ale niech będzie – wycofanie się przez Stany Zjednoczone z popierania stanowiska brytyjskiego. Przypomnijmy, to jest historia tak naprawdę z początku lat 80. Były tam dwie czy trzy misje  Alexandra Haiga, który miał być negocjatorem między Wielką Brytanią a Argentyną.

Ówczesny ostry spór terytorialny o brytyjskie dependencje wymusił na administracji w Waszyngtonie trudną kalkulację dotyczącą hierarchii własnych interesów i opowiedzenie się po stronie głównego partnera na kontynencie europejskim z zachowaniem ostrożności w relacjach wewnątrzhemisferycznych.

– Tutaj dodajmy, że dyplomacja czy administracja Reagana twardym i nieugiętym stanowiskiem Londynu została w istocie zmuszona do tego, ażeby opowiedzieć się po stronie jednego z dwóch sojuszników. Bo warto przypomnieć, że Wielka Brytania była głównym sojusznikiem w Europie, ale Argentyna w Ameryce Południowej to był również bardzo istotny, jeżeli nie główny w tym czasie, sojusznik Stanów Zjednoczonych.

Przerwanie obowiązującej od dziesięcioleci ciągłości i przejście na grunt wycofania dyplomatycznego osłony dla działań rządu w Londynie byłoby dla systemu relacji transatlantyckich wstrząsem wykraczającym dalece poza obecny kryzys na Bliskim Wschodzie. Udowodniłoby to, że stabilne konsensusy obronne uzależnione są dziś od doraźnego udziału sojuszników w jednostkowych interwencjach.

– Ewentualne wycofanie się ze wspierania – nie wiem, jak miałoby to wyglądać, prawdę powiedziawszy. Byłoby to rzeczywiście zerwaniem z bardzo długą linią, mającą tak naprawdę ponad 40 lat. Nie wiem, czy dla Londynu byłoby to aż tak dotkliwe, natomiast na pewno byłby to bardzo wyraźny sygnał o pewnym zwrocie.

Źródło: Goniec.pl

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji