Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Fakty > Trzy lata od zaginięcia Krzysztofa Dymińskiego. Nurek opowiedział o poszukiwaniach
Michał  Troszkiewicz
Michał Troszkiewicz 27.05.2026 19:37

Trzy lata od zaginięcia Krzysztofa Dymińskiego. Nurek opowiedział o poszukiwaniach

Trzy lata od zaginięcia Krzysztofa Dymińskiego. Nurek opowiedział o poszukiwaniach
fot. Arcaion/pixabay, dyminski.pl

Mijają dokładnie trzy lata od zaginięcia Krzysztofa Dymińskiego. 16-latek wyszedł z domu 27 maja 2023 roku i od tamtej chwili nie nawiązał kontaktu z rodziną. Ostatni raz został zarejestrowany przez monitoring na moście Gdańskim w Warszawie. Mimo zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań oraz setek godzin spędzonych nad Wisłą przez bliskich i wolontariuszy, do dziś nie udało się odnaleźć żadnego śladu nastolatka. O kulisach poszukiwań w rozmowie z "Faktem” opowiedział nurek Marcin Gołuchowski.

Trzy lata od zaginięcia Krzysztofa Dymińskiego. Rodzina wciąż czeka na odpowiedź

27 maja 2023 roku Krzysztof Dymiński wyszedł z domu i ślad po nim zaginął. Nastolatek miał wtedy 16 lat. Ostatnim potwierdzonym tropem okazało się nagranie z monitoringu miejskiego, na którym chłopak przez około 20 minut stoi na moście Gdańskim w Warszawie i patrzy w dal. Co wydarzyło się później — do dziś pozostaje tajemnicą.

Sprawa zaginięcia Krzysztofa od początku budziła ogromne emocje w całej Polsce. Poszukiwania prowadziła policja, straż pożarna, ratownicy wodni oraz liczni wolontariusze. Rodzice chłopca nie przerwali jednak działań nawet po zakończeniu oficjalnych akcji służb. Przez kolejne miesiące samodzielnie organizowali poszukiwania, koncentrując się przede wszystkim na Wiśle i terenach znajdujących się wzdłuż rzeki.

Dziś Krzysztof miałby 19 lat i najprawdopodobniej zdawałby maturę. Jego rodzice wielokrotnie podkreślali publicznie, że wciąż mają nadzieję na poznanie prawdy o losie syna. Z czasem zaangażowali się również w kampanię "Gdzie jesteś?”, której celem jest zwrócenie uwagi na problemy związane z procedurami poszukiwania zaginionych dzieci. Rodzina wskazuje m.in. na brak odpowiedniego wsparcia psychologicznego dla bliskich oraz luki systemowe, które — ich zdaniem — utrudniają szybkie i skuteczne działania po zaginięciu dziecka.

Centymetr po centymetrze sprawdzali dno Wisły

Jedną z osób, która zaangażowała się w poszukiwania Krzysztofa Dymińskiego, jest nurek Marcin Gołuchowski. W rozmowie z "Faktem” opowiedział, że o sprawie dowiedział się z mediów społecznościowych. Jak podkreślił, mieszka w okolicy Wisły, dlatego postanowił zaoferować rodzinie swoją pomoc.

Kiedyś, zimą, zobaczyłem w mediach społecznościowych informacje o zaginięciu. Jestem z tych okolic, więc pomyślałem, że gdy nadejdzie wiosna i rodzina będzie potrzebować pomocy, zgłoszę się — powiedział w rozmowie z "Faktem” Marcin Gołuchowski.

Jednym z pierwszych celów poszukiwań było odnalezienie telefonu komórkowego nastolatka. Nurek wspominał, że działania prowadzono przy moście Gdańskim z wykorzystaniem wykrywacza metali. Jak tłumaczył, urządzenie mogło pomóc w zlokalizowaniu telefonu nawet wtedy, gdyby znajdował się przy ciele chłopca. Poszukiwania prowadzono bardzo dokładnie, metr po metrze, jednak nie przyniosły przełomu.

Nurek zwracał uwagę, że Wisła jest wyjątkowo trudnym terenem do prowadzenia tego typu działań. Rzeka stale zmienia swoje dno, zasypuje znajdujące się tam przedmioty i przenosi je wraz z nurtem, co znacząco utrudnia odnalezienie jakichkolwiek śladów.

Nurek gorzko o poszukiwaniach w Wiśle

Marcin Gołuchowski w rozmowie z "Faktem” wyjaśnił również, dlaczego odnalezienie osoby zaginionej w Wiśle jest niezwykle trudne nawet krótko po zaginięciu. Jak tłumaczył, ogromne znaczenie mają warunki panujące w rzece, a także zwykły przypadek. Szczególnie zimą Wisła zmienia swój bieg i poziom, przez co w nurcie pojawiają się nowe przeszkody, między innymi powalone drzewa i konary zalegające na dnie.

Zdarza się, że ciało wpłynie w konar znajdujący się pod wodą, na dnie Wisły, i tam się zatrzymuje. W takich przypadkach odnalezienie ciała jest bardzo trudne. Jeśli nie trafi się akurat w to miejsce podczas patrolu, szanse na odnalezienie drastycznie maleją — tłumaczył nurek.

Ekspert podkreślił również, że obszar potencjalnych poszukiwań jest ogromny. Według niego ciało może przemieścić się nawet o sto kilometrów od miejsca zaginięcia. Dlatego nawet wielogodzinne akcje nie gwarantują odnalezienia zaginionej osoby. Gołuchowski nie ukrywa, że po trzech latach szanse na odnalezienie Krzysztofa są minimalne, choć sam nadal wraca myślami do tej sprawy.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji