Trump wywiera presję na NATO. Gen. Komornicki: "Kompletne awanturnictwo"
Niedawny konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie, w którym potężna machina wojskowa Stanów Zjednoczonych i Izraela starła się z Iranem, stanowi dziś kluczowy temat debat o globalnym bezpieczeństwie. Choć zachodni decydenci próbowali kreować narrację o pełnym triumfie, wypracowany rozejm obnaża głęboki kryzys amerykańskiej strategii. Co gorsza, w obliczu militarnego i wizerunkowego fiaska, Waszyngton próbuje przerzucić odpowiedzialność na państwa europejskie, ryzykując wciągnięcie Sojuszu Północnoatlantyckiego w niesprowokowaną wojnę.
O prawdziwym bilansie tego konfliktu oraz wyzwaniach dla Europy rozmawiamy w programie “Punkty Zapalne” z generałem dywizji w stanie spoczynku Leonem Komornickim, byłym zastępcą szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.
Iluzja zwycięstwa i polityczny triumf Teheranu
Zakończenie aktywnych operacji zbrojnych wcale nie oznacza definitywnego sukcesu potęg zachodnich, a sytuacja w tym zapalnym regionie świata pozostaje skrajnie niestabilna. Z perspektywy militarnej doszło jedynie do przerwania ognia na warunkach sformułowanych w dużej mierze przez stronę, która – według początkowych założeń planistów – miała ponieść druzgocącą porażkę. Jak mówi w rozmowie z Gońcem gen. Komornicki taki obrót spraw rzuca zupełnie nowe światło na ostateczny bilans zysków i strat zachodnich mocarstw.
– O wygranej decyduje akt bezwzględnej, bezwarunkowej kapitulacji pokonanego. To jest fakt, który dokumentuje zwycięstwo – przypomina generał Leon Komornicki.
Kreowanie wizji historycznego triumfu z pominięciem zabezpieczenia terenu stanowi wyłącznie konstrukcję propagandową, zatajającą prawdziwy obraz rzeczywistości przed własną opinią publiczną. Fundamentalne obwody państwowe przeciwnika przetrwały bowiem skoncentrowane uderzenie.
– Państwo irańskie i jego system polityczny pozostają w takim samym kształcie jak przed wybuchem konfliktu. Władza nie uległa osłabieniu, lecz wręcz wzmocnieniu, a system obronny zdał egzamin – mówi Gońcowi ekspert. – Iran wyszedł z tej wojny zwycięsko pod względem politycznym, choć został osłabiony militarnie.
Prymat technologii nad rozumem
Gigantyczne koszty całej operacji obnażyły drastyczny brak dalekosiężnej wizji. Kampania, która w zaledwie kilka tygodni pochłonęła dziesiątki miliardów dolarów, doprowadziła do wyczerpania znacznej części strategicznych rezerw pocisków manewrujących. Główne cele polityczne polityczne, w tym zmiana władzy, nie zostały zrealizowane. To dowód na fundamentalny błąd amerykańskiej administracji, polegający na ślepym zaufaniu w miażdżącą przewagę ogniową przy jednoczesnym zignorowaniu szerszego kontekstu.
– W operacji na Bliskim Wschodzie dominowała bezrozumna technika. To było działanie oparte na sile bez rozumu, swoistej sile na sterydach – ocenia w rozmowie z Gońcem były wiceszef Sztabu Generalnego WP. – Mamy tu do czynienia z kompletnym awanturnictwem polityczno-wojskowym, skrajnym woluntaryzmem, który prowadzi prosto do katastrofy.
Potwierdzeniem tego strategicznego błędu stały się zakulisowe dymisje w najwyższych strukturach dowodzenia armii amerykańskiej. Odwołanie generałów odpowiedzialnych za przebieg interwencji brutalnie weryfikuje oficjalny przekaz o rzekomym sukcesie zbrojnym.
Obronny fundament NATO w obliczu awantur
Wobec operacyjnego potrzasku i wyczerpania zasobów, strona amerykańska zaczęła wywierać rosnące naciski na państwa Starego Kontynentu, domagając się ich militarnego zaangażowania. Ta niespójna i agresywna polityka rodzi poważne obawy o pierwotny charakter Sojuszu Północnoatlantyckiego. Strategiczne decyzje o ataku zapadały w hermetycznych kręgach w Waszyngtonie i Tel Awiwie, celowo izolując europejskich sojuszników od planowania, a dziś obarcza się ich obowiązkiem gaszenia bliskowschodniego pożaru.
– NATO jest paktem obronnym, a artykuł piąty działa wtedy, gdy nieprzyjaciel zaatakuje sojusznika. Tutaj sytuacja była całkowicie odwrotna – punktuje w “Punktach Zapalnych” generał Komornicki, wskazując na prawne i moralne luki w argumentacji sojuszników zza oceanu.
Zamiast partnerstwa, mamy tu do czynienia z próbą rozmycia odpowiedzialności za wywołany chaos. Wciąganie europejskich armii do zewnętrznej, niesprowokowanej wojny całkowicie rozbija spójność zachodnich struktur bezpieczeństwa i naraża nasze państwa na niezawiniony odwet.
Europa jako mediator, nie posłuszny wasal
Skrajnie asymetryczne relacje, w których partykularne interesy USA traktowane są jako cel nadrzędny całego Zachodu, stają się dla państw Unii Europejskiej nie do przyjęcia. Kontynent europejski posiada olbrzymi potencjał instytucjonalny i gospodarczy, przez co absolutnie nie może dawać się sprowadzać do podrzędnej roli w relacjach transatlantyckich.
– Europa jest poważnym partnerem, a nie wasalem, którego można poganiać batem i kazać mu robić porządek w regionie tylko dlatego, że komuś innemu brakuje już pomysłu na wyjście z kryzysu – podsumowuje stanowczo Komornicki.
Bezkrytyczne posłuszeństwo wobec wojennej retoryki obcych decydentów byłoby jednoznacznym podkopaniem dyplomatycznej wiarygodności państw europejskich na świecie. W obliczu ryzyka kolejnej eskalacji napięć historyczną misją Starego Kontynentu nie jest ślepe popieranie zbrojnych wariantów obcych państw, lecz twarda, bezkompromisowa mediacja dążąca do trwałego pokoju.
Źródło: Goniec