Trump starł się z reporterką. Wymowna reakcja prezydenta USA
Wystarczyło jedno pytanie o odpowiedzialność administracji Bidena za wjazd sprawcy strzelaniny w Waszyngtonie, by w Mar-a-Lago zrobiło się naprawdę gorąco. Prezydent USA przerwał odpowiedź i… przeszedł do ataku. Co dokładnie padło, skąd ten wybuch i jakie są fakty o weryfikacji Afgańczyków po ewakuacji z Kabulu? To nie jest prosta historia — i właśnie dlatego warto ją opowiedzieć do końca.
Pytanie, które zapaliło lont
Czwartkowe spotkanie z prasą (28 listopada) miało dotyczyć śledztwa po strzelaninie nieopodal Białego Domu. Dziennikarka przypomniała, że w 2021 r. służby USA zapewniały o „dokładnej weryfikacji” Afgańczyków ewakuowanych po upadku Kabulu — i zapytała, dlaczego wina ma leżeć po stronie Bidena.
Prezydent zareagował ostro, przerywając: „Bo ich wpuścili”. A potem poszedł o krok dalej, rzucając w stronę reporterki obelgą, która natychmiast obiegła media i trafiła do serwisów wideo. TVN24 zebrał sekwencję zdarzeń wraz z nagraniem ze spotkania, pokazując też, że sprawa od razu przerodziła się w spór o politykę migracyjną i standardy debaty publicznej.
Co to może oznaczać?
Co wiemy, a co politycy chcą, byśmy „wiedzieli”
Z faktów: podejrzany, Rahmanullah Lakanwal (29 l.), przyjechał do USA 8 września 2021 r. w ramach „Operation Allies Welcome” — programu przesiedleń dla współpracowników Amerykanów po ewakuacji z Afganistanu (czyli rządowego mostu powietrznego i szybkiej ścieżki relokacji po upadku Kabulu). Reuters podaje, że azyl przyznano mu 23 kwietnia 2025 r., już za administracji Trumpa. To właśnie ta kolizja dat rozpaliła spór: Republikanie mówią o „dziurawej weryfikacji Bidena”, krytycy odpowiadają, że decyzje azylowe i kontrole były później weryfikowane przez nowe władze.
Tymczasem śledczy zarzucają Lakanwalowi zabójstwo żołnierki Gwardii Narodowej Sarah Beckstrom i ciężkie zranienie drugiego żołnierza; prezydent nazwał atak „aktem terroru” i zapowiedział przegląd zezwoleń imigracyjnych.
Co będzie dalej?
Polityka emocji ma swoją cenę
To nie pierwszy raz, gdy Trump idzie na zwarcie z reporterkami — tydzień wcześniej publicznie szydził z dziennikarki „NYT”, a na innym nagraniu uciszał pytającą jak niesforne dziecko. Efekt? Zwolennicy widzą „szczerość”, reszta — erozję standardów. Po stronie konkretów zostają jednak daty i dokumenty, a te są upierdliwe dla każdej narracji: program przesiedleń uruchomił Biden, ale część kluczowych decyzji zapadła już w 2025 r.
Gdy więc politycy przerzucają się winą, śledztwo toczy się własnym trybem, a urzędnicy szykują przegląd zezwoleń i procedur. Kulisy? Według kuluarowych doniesień republikańscy doradcy są zachwyceni „klipem dnia”, choć prywatnie przyznają, że każda taka scena cementuje frontową wojnę z mediami i utrudnia rozmowę o realnych poprawkach do systemu weryfikacji. Brutalna prawda kampanii: krzyk słychać dalej niż przypis w raporcie.