Prof. Osiewicz: "Zbrojenie Kurdów postawi armię turecką w stan alertu". Turcja na krawędzi konfliktu
Bliski Wschód znalazł się na krawędzi wojny regionalnej na niespotykaną dotąd skalę. Przechwycenie irańskiej rakiety balistycznej zmierzającej w kierunku terytorium Turcji oraz doniesienia o planach dozbrojenia irańskich Kurdów przez Centralną Agencję Wywiadowczą (CIA) zmuszają Ankarę do najwyższej gotowości. Sytuacja rozwija się dynamicznie, a bezpośrednie zaangażowanie państwa należącego do NATO staje się coraz bardziej realne. Obecną sytuację przeanalizował dla nas profesor Przemysław Osiewicz, ekspert ds. Bliskiego Wschodu z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
- Siły Sojuszu zneutralizowały irański pocisk balistyczny nad Morzem Śródziemnym, zapobiegając uderzeniu w terytorium Turcji
- Doniesienia o amerykańskim wsparciu dla bojowników kurdyjskich w Iranie budzą stanowczy sprzeciw Ankary, która obawia się powstania zbrojnej autonomii u swoich granic
- Ewentualny atak na terytorium Turcji ze strony irańskich dowódców działających na własną rękę wymusi natychmiastową reakcję militarną prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana
Irański atak rakietowy i stanowcza reakcja NATO
Dziś tureckie Ministerstwo Obrony poinformowało o zestrzeleniu irańskiej rakiety balistycznej zmierzającej w kierunku Turcji. Pocisk, który przeleciał nad terytorium Iraku i Syrii, został przechwycony przez zintegrowany system obrony powietrznej NATO nad wschodnią częścią Morza Śródziemnego. Szczątki rakiety spadły w południowo-wschodniej prowincji Hatay, nie powodując ofiar w ludziach. Ankara stanowczo zaznaczyła, że zastrzega sobie prawo do reakcji na wszelkie wrogie działania wymierzone w jej suwerenność.
Incydent ten jest bezpośrednim pokłosiem trwającej operacji amerykańsko-izraelskiej wycelowanej w najwyższe struktury władzy w Teheranie. W odpowiedzi na uderzenia, które doprowadziły m.in. do śmierci najwyższego przywódcy Iranu Alego Chameneiego, strona irańska rozpoczęła działania odwetowe skierowane w bazy USA w państwach Zatoki Perskiej oraz w obiekty brytyjskie na Cyprze. Dotychczas jednak terytorium Republiki Turcji pozostawało poza zasięgiem irańskich celów uderzeniowych.
Zmianę wektorów zagrożenia dogłębnie analizuje profesor Przemysław Osiewicz:
– Oczywiście nie wyobrażam sobie podobnego scenariusza w przypadku Iranu. Myślę, że praktycznie do tej pory Teheran unikał jakichkolwiek działań, które mogłyby wskazywać na próbę ataku na cele na terytorium Turcji. Jak rozumiem, dzisiaj to się zmieniło, skoro doszło do takiej próby. Moim zdaniem wciągnięcie Turcji w ten konflikt byłoby czymś absolutnie nieodpowiedzialnym. Szczerze mówiąc, takie działanie ze strony Iranu wygląda mi na samowolę. Wiem, że obecnie wielu dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej działa na własną rękę, bo taką otrzymali instrukcję. Niemniej uważam, że atak na Turcję to polityczne samobójstwo.
Zbrojne incydenty wymierzone w terytorium sojusznika natychmiast uaktywniły dowództwo w Brukseli. Rzeczniczka NATO, Allison Hart, publicznie podkreśliła, że postawa odstraszania i obrony przeciwrakietowej Sojuszu pozostaje niezachwiana. Prowokacje ze strony irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), nawet jeśli są wynikiem nieskoordynowanej samowoli dowódców polowych, wymuszają na Sojuszu Północnoatlantyckim utrzymywanie wszystkich systemów obronnych w regionie w stanie maksymalnej gotowości bojowej.
Amerykańskie wsparcie dla Kurdów jako punkt zapalny
Kolejnym potężnym czynnikiem destabilizującym cały region są udostępnione przez stację CNN doniesienia o prowadzonych przez Centralną Agencję Wywiadowczą (CIA) rozmowach na temat dozbrojenia opozycyjnych sił kurdyjskich w Iranie. Według źródeł amerykańskich, Waszyngton poważnie rozważa udzielenie wsparcia logistycznego i militarnego, które miałoby na celu wywołanie kurdyjskiego powstania przeciwko władzom w Teheranie. Wygenerowanie wewnętrznego chaosu na terytorium Iranu ułatwiłoby działania operacyjne prowadzonym obecnie siłom koalicji.
Dla Ankary takie rozwiązanie stanowi przekroczenie absolutnej czerwonej linii w polityce zagranicznej. Najsilniejszym zbrojnym ugrupowaniem w kurdyjskim regionie Iranu jest Partia Wolnego Życia Kurdystanu (PJAK), będąca bezpośrednio powiązana z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK) – organizacją, którą Turcja, Unia Europejska i USA kategorycznie uznają za terrorystyczną. Asli Aydintasbas, ekspertka waszyngtońskiego think tanku Brookings Institution, ostrzega jednoznacznie:
- Dozbrajanie tych frakcji sprowokuje natychmiastową interwencję militarną Turcji w celu zapobieżenia powstaniu quasi-państwa kurdyjskiego u swych granic, co poskutkuje potężnym pęknięciem w strukturach NATO.
Do wizji amerykańskiego dozbrojenia kurdyjskich bojówek odnosi się bezpośrednio profesor Osiewicz:
– Zbrojenie Kurdów postawi armię turecką w stan alertu – nie ma innego scenariusza. To potencjalnie bardzo niebezpieczny rozwój wypadków. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Przypomnijmy, że w podobnych okolicznościach Turcja interweniowała na terytorium Syrii i jej armia w wielu miejscach stacjonuje tam do dzisiaj.
Kategoryczny sprzeciw Ankary wobec jakiegokolwiek wzmacniania formacji kurdyjskich wynika z kilkudziesięciu lat walk z separatyzmem na własnym terytorium. Tureckie władze opierają się na założeniu, że nowoczesny sprzęt wojskowy przekazany irańskim Kurdom z dużym prawdopodobieństwem zostanie z czasem wycelowany przeciwko tureckim siłom bezpieczeństwa. To strategiczne zagrożenie sprawia, że priorytetowa dla USA i Izraela taktyka osłabiania irańskiego reżimu od wewnątrz staje w bezpośredniej kolizji z żywotnymi interesami narodowymi Turcji.
Dyplomatyczny balans i ryzyko eskalacji
Pomimo ewidentnego zagrożenia militarnego płynącego z terytorium Iranu, prezydent Recep Tayyip Erdoğan utrzymuje wysoce krytyczną postawę wobec prowadzonych działań sojuszniczych. W swoich oficjalnych wystąpieniach ostro potępił ataki Stanów Zjednoczonych i Izraela na terytorium Iranu, publicznie określając je mianem wyraźnego naruszenia prawa międzynarodowego. Turcja, pomimo strącenia obcej rakiety w swojej przestrzeni powietrznej, nadal stara się pozycjonować jako państwo dążące do deeskalacji, chcąc za wszelką cenę uniknąć wciągnięcia w otwartą, wyniszczającą wojnę z sąsiadem.
Złożoność tego dyplomatycznego manewru prezydenta Turcji precyzyjnie objaśnia profesor Osiewicz:
– Turcja nie stoi co prawda po stronie Iranu, ale krytykuje operację izraelsko-amerykańską. W pewnym sensie politycznie Iran ma więc Turcję – a zwłaszcza prezydenta Erdoğana – po swojej stronie. Dodatkowo, o ile w przypadku Zjednoczonych Emiratów czy Kataru atak nie jest dla Iranu aż tak ryzykowny (bo i tak w imieniu tych państw odpowiadają Amerykanie, prowadząc naloty), o tyle tutaj sytuacja jest inna. Atak na jakiekolwiek cele w Turcji nie pozostawiłby prezydentowi Erdoğanowi możliwości braku odpowiedzi militarnej. To sprawia, że jest to scenariusz potencjalnie bardzo niebezpieczny.
Wnioski płynące z tej oceny sytuacji geopolitycznej są bezwzględne dla strategów w Teheranie. O ile dotychczasowe uderzenia rakietowe w państwa Zatoki Perskiej spotykały się w głównej mierze z technologiczną i zbrojną kontrreakcją stacjonujących tam wojsk amerykańskich, o tyle uderzenie w Turcję zmusza w pełni suwerenną, drugą co do wielkości armię lądową w pakcie NATO do natychmiastowej i samodzielnej akcji odwetowej. Obecny mechanizm odstraszania na granicach turecko-irańskich opiera się niemal wyłącznie na świadomości nieuchronności tej odpowiedzi.
Przedłużający się konflikt, połączony z widmem amerykańskiego finansowania bojówek kurdyjskich oraz niekontrolowanymi działaniami zradykalizowanych irańskich dowódców, radykalnie zawęża przestrzeń dla rozwiązań dyplomatycznych. Jeśli działania wywiadowcze w Waszyngtonie lub samowola oficerów IRGC w Teheranie naruszą ostatecznie tureckie poczucie bezpieczeństwa narodowego, Bliski Wschód stanie w obliczu krwawej i bezpośredniej konfrontacji militarnej pomiędzy kluczowymi potęgami regionu.
Źródło: Goniec.pl