Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Polski dyplomata przemawiał na Wołyniu. Jego słowa wywołały ostrą reakcję
Wiktoria  Klóska
Wiktoria Klóska 12.07.2026 07:00

Polski dyplomata przemawiał na Wołyniu. Jego słowa wywołały ostrą reakcję

Polski dyplomata przemawiał na Wołyniu. Jego słowa wywołały ostrą reakcję
Marcin Przydacz, fot. Anita Walczewska/East News

Wystąpienie polskiego dyplomaty podczas uroczystości na Wołyniu wywołało ostrą dyskusję w sieci. Piotr Łukaszewicz, charge d’affaires Polski w Ukrainie, wspomniał nie tylko o polskich ofiarach ukraińskiej przemocy, ale także o ukraińskich ofiarach działań państwa polskiego. Na jego słowa szybko odpowiedzieli byli dyplomaci, przedstawiciele Pałacu Prezydenckiego oraz szef MSZ Radosław Sikorski.

Rocznica zbrodni wołyńskiej. Polskie uroczystości w ukraińskiej Ołyce

Charge d’affaires Polski w Ukrainie Piotr Łukaszewicz uczestniczył w uroczystościach w Ołyce, które odbyły się w 83. rocznicę zbrodni wołyńskiej. To właśnie 11 lipca w Polsce obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej. Data ta nie jest przypadkowa, ponieważ odnosi się do wydarzeń z 11 lipca 1943 roku, określanych jako krwawa niedziela.

Polski dyplomata przemawiał na Wołyniu. Jego słowa wywołały ostrą reakcję
Flaga Ukrainy, fot. Canva

Tego dnia doszło do jednej z najtragiczniejszych fal mordów na Polakach na Wołyniu. Był to moment kulminacyjny rzezi wołyńskiej, która do dziś pozostaje jednym z najbardziej bolesnych tematów w relacjach polsko-ukraińskich. Właśnie dlatego każde oficjalne wystąpienie podczas rocznicowych obchodów jest szczególnie uważnie oceniane, zarówno przez opinię publiczną, jak i przez osoby zajmujące się dyplomacją oraz polityką historyczną.

W Ołyce polską stronę reprezentował m.in. Piotr Łukaszewicz. Jego przemówienie miało miejsce w wyjątkowo wrażliwym kontekście, bo dotyczyło pamięci o ofiarach zbrodni wołyńskiej, ale jednocześnie padło w czasie, gdy relacje Warszawy i Kijowa pozostają obciążone sporami wokół historii. To właśnie fragment wystąpienia polskiego dyplomaty stał się przedmiotem publicznej krytyki.

Piotr Łukaszewicz mówił o polskich i ukraińskich ofiarach

Największe emocje wzbudziły słowa, w których polski dyplomata, wspominając polskie ofiary na Wołyniu, odwołał się również do cierpień Ukraińców. Łukaszewicz zaznaczał przy tym, że nie zamierza stawiać znaku równości między różnymi doświadczeniami historycznymi ani porównywać skali cierpienia.

– Pochylając głowę nad polskimi ofiarami ukraińskiej przemocy na Wołyniu nie mogę nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach przemocy państwa polskiego na terenach dawnej II Rzeczpospolitej przed wojną i w jej trakcie. To wszystko co działo się wszak w trakcie II wojny światowej było straszne i niepotrzebne. Nie tworzę jednak symetrii ani nie stawiam znaku równości między liczbami i jakością cierpień. Mówię po prostu, że pamiętamy i musimy pamiętać o przeszłość i o tym, co w tej przeszłości było wstydliwe – mówił Piotr Łukaszewicz podczas uroczystości w Ołyce.

Ta wypowiedź szybko zaczęła krążyć w mediach społecznościowych. Część komentujących uznała, że w takim miejscu i w takiej rocznicy polski przedstawiciel powinien skupić się przede wszystkim na polskich ofiarach ukraińskich nacjonalistów. Właśnie na ten aspekt zwrócił uwagę były ambasador RP w Stanach Zjednoczonych i Izraelu Marek Magierowski.

Polski dyplomata przemawiał na Wołyniu. Jego słowa wywołały ostrą reakcję
Polska flaga, fot. Canva

Dyplomata ocenił, że podobne zestawienia mogą pojawiać się w debacie historycznej, ale nie powinny padać z ust najwyższego przedstawiciela Polski na Ukrainie podczas oficjalnych uroczystości. W swoim wpisie wskazywał także na obecny stan relacji między Polską a Ukrainą, które jego zdaniem są dodatkowo obciążane przez działania władz w Kijowie.

– Takich porównań mogą używać publicznie historycy, dziennikarze, byli polscy politycy. Nie zaś najwyższy przedstawiciel Rzeczypospolitej na Ukrainie, w trakcie oficjalnych uroczystości. Ponadto w okresie ogromnego napięcia w dwustronnych relacjach, podsycanego przez władze w Kijowie. Niekompetencja i brak dyplomatycznego wyczucia - to chyba najłagodniejsza interpretacja tych sformułowań – napisał Marek Magierowski w serwisie X.

Zobacz także: Zełenski zabrał głos w 82. rocznicę zbrodni wołyńskiej. “Potrzebujemy pełnej prawdy”

Krytyka z Pałacu Prezydenckiego i odpowiedź Radosława Sikorskiego

Na wystąpienie Piotra Łukaszewicza zareagował również szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz. Jego komentarz miał już nie tylko wymiar historyczny, ale także polityczny, ponieważ odnosił się do sporu o obsadę polskich placówek dyplomatycznych i roli prezydenta w tym procesie.

– Ta sytuacja pokazuje jak w soczewce wiele problemów z dzisiejszym korpusem 'kierowników placówek' wysyłanych przez aktualne kierownictwo MSZ do reprezentowania Polski za granicą – ocenił Marcin Przydacz na platformie X.

Przedstawiciel Pałacu Prezydenckiego dodał, że podobne sytuacje mają tłumaczyć brak zgody głowy państwa na niektóre kandydatury przedstawiane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Przydacz przypomniał, że zgodnie z konstytucyjnym porządkiem MSZ występuje z wnioskiem, ale ostateczna decyzja należy do prezydenta.

– Nie powinien więc nikogo dziwić brak zgody Prezydenta RP na takie kandydatury. Jest ich niestety więcej, zbyt dużo – napisał Marcin Przydacz w serwisie X.

W dalszej części wpisu urzędnik Kancelarii Prezydenta stwierdził, że liczy na zmianę podejścia w resorcie dyplomacji. 

– Konstytucja mówi jasno, MSZ wnioskuje, ale decyzję finalną podejmuje prezydent – podkreślił Marcin Przydacz na platformie X. – Miejmy nadzieję, że przyjdzie taki moment, kiedy MSZ (pod tym lub raczej innym kierownictwem) zmieni podejście i zacznie kierować się interesem Rzeczypospolitej a nie fochami ministra – dodał.

Do sprawy odniósł się także Łukasz Jasina, były rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych w czasie rządów PiS. W jego opinii podczas uroczystości w Ołyce pozytywnie wyróżniało się wystąpienie Władysława Kosiniaka-Kamysza. Inne przemówienia przedstawicieli Polski ocenił znacznie bardziej krytycznie.

– Podczas uroczystości w Ołyce bardzo dobre przemówienie wygłosił premier Władysław Kosiniak-Kamysz. Innych dobrych przemówień ze strony przedstawicieli RP niestety nie było – skomentował Łukasz Jasina w serwisie X, dołączając fragment wypowiedzi polskiego dyplomaty.

W dyskusję włączył się również minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Szef MSZ odpowiedział na wpis Jerzego Kwaśniewskiego, adwokata i prezesa Instytutu Ordo Iuris, który przedstawił dwie możliwe interpretacje słów dyplomaty. Według Kwaśniewskiego albo Łukaszewicz sprzeniewierzył się polityce rządu i powinien odejść ze służby, albo realizował linię rządu i ministra spraw zagranicznych.

Sikorski odrzucił takie postawienie sprawy i zaproponował własne wyjaśnienie. W jego ocenie polski dyplomata działał w duchu pojednania, biorąc pod uwagę wspólne zagrożenie, przed którym stoją dziś Polska i Ukraina.

– Ryzykujący życiem dla ojczyzny pod rosyjskimi bombami płk Łukasiewicz wypowiedział się w chrześcijańskim duchu 'wybaczamy i prosimy o wybaczenie'. Bo w obliczu wspólnego zagrożenia pracuje na rzecz pojednania. A niektórzy nacjonalistyczni sekciarze szczują bratnie narody na siebie służąc zupełnie innym interesom – skomentował Radosław Sikorski w serwisie X.

Wypowiedź szefa MSZ pokazała, że sprawa wystąpienia w Ołyce stała się kolejnym elementem sporu o sposób prowadzenia polskiej polityki wobec Ukrainy. Z jednej strony pojawiły się zarzuty o brak dyplomatycznego wyczucia i niewłaściwy dobór słów w dniu pamięci o ofiarach zbrodni wołyńskiej. Z drugiej strony minister spraw zagranicznych przedstawił tę wypowiedź jako próbę budowania pojednania w czasie wojny i rosyjskiej agresji.

Zobacz także: PiS składa projekt uchwały w sprawie Ukrainy. Chce zmian w procesie integracji z UE

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji