Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > „Polska zyska znacznie większą rolę”. Marek Budzisz o nowym planie USA dla wschodniej flanki
Wojciech Mulik
Wojciech Mulik 04.05.2026 13:24

„Polska zyska znacznie większą rolę”. Marek Budzisz o nowym planie USA dla wschodniej flanki

„Polska zyska znacznie większą rolę”. Marek Budzisz o nowym planie USA dla wschodniej flanki
Fot. Goniec, Adam Burakowski / East News

Stany Zjednoczone pod wodzą Donalda Trumpa radykalnie przebudowują swoją politykę zagraniczną oraz globalną strategię obronną. Waszyngton powoli rezygnuje z kosztownej roli światowego szeryfa, stawiając na technologiczną dominację i przerzucając ciężar bezpieczeństwa na regionalnych sojuszników. Równocześnie Biały Dom gorączkowo szuka wizerunkowego wyjścia z bliskowschodniego impasu, którego potężne ekonomiczne konsekwencje uderzają dziś przede wszystkim w Europę. Kulisy tych geopolitycznych przetasowań w programie “Punkty Zapalne” analizuje Marek Budzisz, ekspert ds. wschodu i bezpieczeństwa strategicznego z think tanku Strategy&Future.

Iluzja szybkiego triumfu na Bliskim Wschodzie

Konflikt na linii Waszyngton–Teheran wszedł w wysoce skomplikowaną fazę. Amerykańska administracja szuka dogodnego wyjścia z kryzysu, które mogłaby sprzedać na rynku wewnętrznym jako zdecydowane zwycięstwo. Strategicznym celem USA pozostaje wymuszenie na Iranie natychmiastowej i całkowitej rezygnacji ze zbrojeń. Teheran jednak doskonale odnajduje się w dyplomatycznej grze na wyniszczenie, konsekwentnie negocjując i podnosząc koszty tej rywalizacji.

– W trybie negocjacyjnym Amerykanie nie mogą liczyć na łatwe zwycięstwo – ocenia Marek Budzisz, wskazując na twarde stanowisko irańskiej dyplomacji. Co więcej, analityk zwraca uwagę na możliwy paradoks finału tego starcia. – Ta wojna może potoczyć się tak, że obie strony będą uważały się za zwycięzców. Nie wykluczałbym scenariusza, w którym tak Waszyngton, jak i Teheran ogłoszą sukces, tylko zupełnie inaczej go zdefiniują – mówi Gońcowi.

Niestabilność w regionie Zatoki Perskiej niesie za sobą globalne konsekwencje. Zawirowania na morskich szlakach handlowych, w tym groźba zablokowania strategicznej cieśniny Ormuz, nie zagrażają już tak mocno rynkowi amerykańskiemu. Uderzają natomiast bezpośrednio w państwa importujące surowce, prowadząc do silnego spowolnienia wzrostu gospodarczego i skoku inflacji.

– Koszty związane z kryzysem paliwowym poniosą głównie państwa azjatyckie oraz europejskie. Stanów Zjednoczonych to w gruncie rzeczy nie dotyczy – podkreśla Budzisz w rozmowie z Gońcem. Długotrwały konflikt doprowadzi także do geostrategicznego trzęsienia ziemi na globalnym rynku. – Ta wojna zakończy się rozbiciem albo osłabieniem kartelu OPEC i pojawieniem się dużej grupy państw, które będą produkowały bezpośrednio na światowy rynek – dodaje analityk.

Nowa doktryna USA. Krok w tył, by uderzyć mocniej

Obok pożarów na Bliskim Wschodzie, Stany Zjednoczone wdrażają potężne zmiany w swojej globalnej polityce. Amerykańskie elity – jak mówi w “Punktach Zapalnych” Budzisz – świadomie wycofują się z nadzorowania każdego regionalnego sporu, dokonując radykalnego przewartościowania sił. Celem jest drastyczne ograniczenie liczby obsługiwanych kierunków strategicznych, co ma pozwolić na skomasowanie zasobów armii oraz pieniędzy do walki z rosnącymi potęgami.

– Jeśli odpowiadamy za mniej, nasz wachlarz odpowiedzialności jest mniejszy, to możemy koncentrować siły. W związku z tym punktowo jesteśmy silniejsi – tłumaczy logikę nowej amerykańskiej strategii obronnej ekspert Strategy&Future.

Kluczem do hegemonii Waszyngtonu ma być od teraz nienaruszalna dominacja technologiczna. Zamiast masowej obecności sił lądowych w każdym zakątku globu, Stany Zjednoczone pompują miliardy w wirtualne innowacje i algorytmy. – Współczesne pole walki przesuwa się w stronę wojny datacentrycznej. Zdolności do zbierania, przetwarzania i interpretowania danych budują dziś główną przewagę, a Amerykanie nie zamierzają z tego rezygnować – uściśla Budzisz. To stawia partnerów w roli klientów, bezwzględnie uzależnionych od technologicznego parasola zza oceanu.

Wschodnia flanka przejmuje stery

Rewizja amerykańskich priorytetów brutalnie wybudza z letargu europejskich sojuszników, kształtując na nowo zasady funkcjonowania wschodniej flanki NATO. Państwa dawnego bloku wschodniego muszą masowo i na własną rękę rozbudowywać klasyczne zdolności militarne. Waszyngton otwarcie oczekuje, że to lokalne armie przejmą od niego fizyczny ciężar zapewnienia stabilizacji.

– Waszyngton wolałby, żeby to Europejczycy ponosili ciężary związane z regionalnym stabilizowaniem sytuacji i nie dopuścili do tego, by strategiczny rywal, jakim jest Rosja, uzyskał zbyt dużą przewagę – mówi Gońcowi Budzisz. Redukcja obecności US Army nie oznacza jednak porzucenia partnerów, lecz głęboką transformację relacji. – W tym myśleniu możliwe jest równoczesne wycofanie części sił amerykańskich i zawiązanie nowego sojuszu, gdzie państwa położone w takich częściach świata, jak na przykład Polska, będą odgrywały znacznie większą rolę – wyjaśnia analityk.

Nowy system zakłada, że Stany Zjednoczone będą wkraczać do akcji na polu bitwy tylko w ostateczności. – Amerykanie w świetle tej doktryny mówią, że będą się trochę z dystansu przyglądać sytuacji. Jeśli jednak okaże się, że rozwija się ona w niekorzystnym dla sojuszników kierunku, to są gotowi interweniować – podsumowuje Marek Budzisz, dodając na koniec niezwykle istotne zastrzeżenie: – Czym innym jest fizyczna obecność i ponoszenie głównego ciężaru, a czym innym zdolność do zbrojnego interweniowania dopiero wtedy, gdy lokalni sojusznicy przestaną sobie radzić.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji