Polska to Eldorado dla zwyrodnialców. Czas przestać zamykać oczy
Sześć tysięcy zgłoszeń rocznie, zorganizowane siatki ukryte w ciemnej stronie internetu i wymiar sprawiedliwości, który zamiast chronić najmłodszych, nierzadko kapituluje przed sprawcami. W Polsce pedofile czują się bezkarni, a system woli łapać płotki, ignorując grube ryby. Czas uderzyć w stół, znieść przedawnienie zbrodni pedofilskich i przestać odwracać wzrok od dramatu dzieci.
W dzisiejszym dziennikarstwie najczęściej liczy się wyścig o to, kto pierwszy poda informację. Istnieje jednak i takie dziennikarstwo, które na pierwszym miejscu stawia troskę o to, by nie krzywdzić i wtórnie nie wiktymizować ofiar. Niestety, w kraju, w którym żaden układ polityczny nie reaguje bez medialnej presji, mocne uderzenie to nierzadko jedyny sposób, by zmusić decydentów do zajęcia się problemem.
Statystyki zamiast realnej walki
Rocznie do polskich służb spływa ponad sześć tysięcy zgłoszeń dotyczących materiałów, na których krzywdzone są dzieci. Ile za tą statystyką kryje się prawdziwych, ludzkich dramatów? Tego nie wie nikt, bo w Polsce system rzadko skupia się na ofiarach. Te dzieci nie są trzymane pod kluczem w ciemnych komórkach; wyglądają jak rówieśnicy, chodzą do tych samych szkół i nie noszą na czole wypalonej litery „P”. Jeśli państwo nie zacznie aktywnie zastawiać sieci i bezwzględnie ścigać sprawców, nie odnajdziemy krzywdzonych maluchów. Właśnie dlatego, po dwudziestu latach pracy w zawodzie, moim dziennikarskim „hiperfokusem” stała się bezwzględna wojna z pedofilią i obrona najmłodszych.
Byli szefowie cyberpolicji chętnie chwalą się spektakularnymi akcjami, lecz nierzadko to jedynie pudrowanie rzeczywistości i mydlenie oczu społeczeństwu. Organy ścigania stały się zakładnikami statystyk – w policyjnych tabelkach złapanie pedofila czy kieszonkowca to często po prostu kolejna „sztuka”. Tymczasem najwięksi zwyrodnialcy, tworzący zorganizowane siatki, śpią spokojnie. Ukrywają się w sieci Tor, mają rygorystyczne procedury bezpieczeństwa i wymieniają się anglojęzycznymi podręcznikami. Te z przerażającą precyzją, krok po kroku, instruują, jak przejść od pierwszego dotyku do gwałtu. To instrukcja obsługi prostsza niż schemat składania mebli z Ikei, a system pozostaje wobec tego bezradny. Policyjne obławy przypominają dziś zbieranie śniętych ryb po kłusownikach używających prądu – wyłapuje się internetowe płotki i pionki, podczas gdy nikt nie dociera do samego źródła.
Symbol systemowej bezkarności
Symbolem tej systemowej kapitulacji i bezkarności jest historia Jana B., radnego i sołtysa z Dziesławia koło Ścinawy. Człowiek ten został przyłapany niemal na gorącym uczynku na wykorzystywaniu ucznia podstawówki. Trafił do aresztu, by po pięciu miesiącach wyjść na wolność – zdążywszy w tym czasie zarobić z publicznych pieniędzy 7500 złotych!
Do dziś nie zrzekł się mandatu radnego, co miesiąc pobiera dietę, a połowa wsi jest przekonana, że to on – dorosły mężczyzna – padł ofiarą dziecka. Sąd wypuścił go bez żadnych obostrzeń, oddając mu paszport. Prokuratura, dysponująca narzędziami do natychmiastowego nałożenia środków zapobiegawczych, nie kiwnęła palcem, dopóki osobiście nie zacząłem wydzwaniać, domagając się reakcji.
Kapitulacja prokuratury
To nie jest odosobniony incydent, to ponury obraz upadku wymiaru sprawiedliwości. Prokuratura w Legnicy z uderzającą wręcz bezczelnością umorzyła śledztwo w sprawie siatki pedofilskiej. Zrobiła to mimo mocnych dowodów: stenogramów i opinii biegłego, który za pomocą modeli matematycznych dopasował styl wypowiedzi sprawcy z precyzją odcisku palca.
Śledczy zignorowali informacje o materiałach pedofilskich w sejfie i zeznania dotyczące dzieci jeżdżących na kolonie z księdzem, który je nagrywał. Mając na tacy lokalizacje, nazwiska zakonnic i konkretne wyjazdy – nie zrobili absolutnie nic, by ratować najmłodszych.
Koniec taryfy ulgowej. Czas na radykalne zmiany
Na taką opieszałość nie ma i nie będzie przyzwolenia polskiej opinii publicznej. Kategorycznie żądam interwencji ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka i oczekuję, że prokurator krajowy Dariusz Korneluk natychmiast przeanalizuje tę sprawę, przekazując ją do Komendy Głównej Policji. Premier Donald Tusk słusznie zauważył, że pedofilia to zbrodnia przeciwko ludzkości, jednak polskie prawo wciąż traktuje ją jak zwykłe przestępstwo z okresem przedawnienia. Polska stała się dla pedofilów prawdziwym Eldorado. Zmiana prawa jest koniecznością: musimy znieść możliwość przedawnienia tych zbrodni i radykalnie podwyższyć minimalne wymiary kar.
W środowisku śledczych tropiących te najmroczniejsze zbrodnie krąży przypowieść o dziewczynce, która wrzucała do morza wyrzucone na plażę rozgwiazdy. Ktoś zapytał ją, po co to robi, skoro na piasku są ich tysiące i nie zdoła uratować wszystkich. Dziewczynka, podnosząc kolejną, odpowiedziała: „Ale ta, którą teraz wrzucę, ocaleje”. Tę właśnie pracę musimy wykonać my wszyscy – niezależnie od rzucanych inwektyw i kłód pod nogi. Zapraszam na cykl tekstów Daniela Arciszewskiego na portalu Goniec. Tej sprawy nie odpuścimy i doprowadzimy ją do końca.