Podpalacz z Białego Domu. Czy Trump właśnie rozpętał wojnę, której nie umie wygrać? [FELIETON]
Czy Donald Trump podpalił Bliski Wschód tylko po to, by odwrócić uwagę od skandalu wokół akt Jeffreya Epsteina? Choć o prawdę wciąż toczy się gra, jedno jest pewne: sytuacja wymyka się spod kontroli. Prezydent USA nie potrafi dziś jasno wytłumaczyć ani celów ataku na Iran, ani momentu, w którym ogłosi zwycięstwo. A przecież wojnę wygrywa ten, kto osiąga zamierzone cele, a nie ten, kto głośniej krzyczy o sukcesie.
Płonące obietnice i tragiczna rzeczywistość
Minął ponad tydzień od izraelsko-amerykańskiego uderzenia, a świat patrzy na dymiące zgliszcza. Mimo buńczucznych zapowiedzi Trumpa, że „jest już po wszystkim”, nikt nie wierzy w szybki koniec. Sondaże są dla prezydenta bezlitosne – ponad 62% Amerykanów uważa, że cele konfliktu nie zostały wyjaśnione.
Trudno się dziwić, gdy na czołówkach teherańskich gazet pojawiają się zdjęcia 175 ofiar ataku na szkołę – w większości dziewczynek. Trump próbował przekonywać świat, że Irańczycy sami zniszczyli placówkę, bo „strzelają niecelnie”, ale dowody są nieubłagane: szkołę zrównał z ziemią amerykański Tomahawk. Zamiast wyzwolicieli, Irańczycy widzą w USA agresorów. Nawet opozycjoniści, którzy nie znoszą reżimu ajatollahów, przyznają z żalem: ten atak wzmocnił obecną władzę i zjednoczył naród w nienawiści do Ameryki.
Nowe media i lekcja pokory
W tym chaosie informacyjnym ciekawym zjawiskiem jest rola twórców internetowych. „Irańczyk w Polsce” – youtuber, który stał się dla młodych ludzi bardziej wiarygodnym źródłem niż uznane autorytety. Choć mierzy się z falami hejtu i oskarżeniami o bycie agentem Mossadu, posiada cechę, której brakuje wielu dziennikarzom: umiejętność przyznania się do błędu.
Warto wspomnieć o redaktor Kowalskiej, świetnej korespondentce, która stała się celem jego krytyki. Spór zakończył się jednak honorowym wycofaniem zarzutów przez youtubera. To właśnie ta szczerość buduje dziś autorytet wśród młodego pokolenia. Stare media powinny wyciągnąć z tego lekcję.
Kto zyskuje, gdy świat płonie?
Plan „zdobycia serc i umysłów” Irańczyków spłonął razem z rafineriami i szkołami. Donald Trump, który miał być prezydentem kończącym wojny i kandydatem do Pokojowej Nagrody Nobla, dziś brnie w konflikt, który uderza w kieszenie ludzi na całym świecie.
- Wzrost cen paliw: Zamknięcie Cieśniny Ormuz (przez którą płynie 1/5 światowej ropy) to drożyzna, która uderzy także w Polaków.
- Osłabienie Ukrainy: Ameryka musi przekierować zasoby na własną armię, co oznacza wstrzymanie części dostaw uzbrojenia dla Europy.
- Wakacyjny paraliż: Eksperci wieszczą, że nadchodzące urlopy mogą być nawet trzykrotnie droższe.
Kto więc otwiera szampana? Władimir Putin. Rosja zyskuje strategiczną przewagę, pieniądze z drożejącej ropy i patrzy, jak zapasy amunicji USA topnieją na Bliskim Wschodzie. Zyskuje też Benjamin Netanjahu, oddalając wizję przegranych wyborów. Przegraną jest Europa, którą czeka destabilizacja ekonomiczna i widmo nowej fali imigrantów – co, paradoksalnie, będzie „darem z niebios” dla skrajnej prawicy budującej kapitał na strachu.
Co dalej?
Operacja „Epicka Furia” wygląda dziś tak samo chaotycznie, jak przemówienia Trumpa, który potrafi nagle przestać mówić o wojnie, by zachwycać się złotymi zasłonami. Iran nie padł na kolana; zamiast tego zaatakował kraje goszczące amerykańskie bazy, jak ZEA czy Kuwejt.
Świat stał się miejscem niebezpiecznym i nieprzewidywalnym. Czy ta „wojna prewencyjna” stanie się gwoździem do politycznej trumny Trumpa w zbliżających się wyborach połówkowych? Czas pokaże.