Obiad za grosze i obietnica kariery. Tak siatka Epsteina rekrutowała w Polsce
Trzy dekady bezkarności, prywatne odrzutowce, miliony dolarów za milczenie i "samobójstwa" w najpilniej strzeżonych celach. Historia Jeana-Luca Brunela – naczelnego dostawcy ciał dla Jeffreya Epsteina – to mroczne studium tego, jak obrzydliwe zbrodnie można całkowicie legalnie oprawić w ramki prestiżowej agencji modelek. I dlaczego ten chory system działa do dziś, łowiąc ofiary nawet na polskich wsiach.
Wyobraźcie sobie świat, w którym najgorsze zbrodnie są ukryte w blasku fleszy. Zapewne myślicie, że sprawiedliwość prędzej czy później dopada każdego, kto krzywdzi najsłabszych.
Cóż, muszę was brutalnie rozczarować.
Przepustką do bezkarności nie jest wcale geniusz przestępczy. Często wystarczy dobrze skrojony garnitur i notes pełen odpowiednich kontaktów. To nie jest opowieść o jednym zdeprawowanym szaleńcu. To anatomia sprawnie naoliwionego systemu, który przez trzydzieści lat bezkarnie mielił życia tysięcy młodych dziewcząt.
Hurtownia ciał
Jean-Luc Brunel nie był wybitnym projektantem ani utalentowanym fotografem. Szybko zrozumiał jednak coś znacznie cenniejszego. W świecie mody lat 70. i 80. prawdziwa władza należała do "skautów". Ludzi, którzy jechali w teren i przywozili młode twarze, zdesperowane i gotowe zrobić wszystko dla okładki magazynu.
Kiedy na początku lat 90. Ghislaine Maxwell – bywalczyni salonów i naczelna rekruterka – przedstawiła go Epsteinowi, machina nabrała przerażającego tempa. Brunel stał się głównym inżynierem logistyki w tej fabryce koszmarów.
Liczby mówią same za siebie:
- 25 udokumentowanych lotów – tyle razy między 1998 a 2005 rokiem Brunel podróżował prywatnym odrzutowcem Epsteina (tzw. "Lolita Express").
- Ponad 1000 dziewcząt – sam Epstein chwalił się publicznie, że sypiał z taką liczbą kobiet dostarczonych mu wyłącznie przez Brunela.
- 1 milion dolarów – taki przelew wpłynął na konto Brunela w 2004 roku prosto od miliardera.
Zaraz potem, za te pieniądze, Brunel założył agencję MC2 Model Management. To nie był drobny, amatorski proceder. To była zinstytucjonalizowana hurtownia ciał pod patronatem psychopatów z wyższych sfer.
Bilet w jedną stronę z polskiej wsi
Możecie myśleć, że ten odległy świat blichtru, Manhattanu i prywatnych wysp was nie dotyczy. Błąd. System Brunela potrzebował stałego dopływu nowej, nieświadomej krwi.
Gdzie jej szukano? Tam, gdzie jest bieda, brak perspektyw i kontaktów.
Skauci MC2, tacy jak Daniel Amarsiat, nie polowali na ofiary w drogich kawiarniach Paryża czy Warszawy. Uderzali z premedytacją w prowincję – w Brazylii, na Ukrainie i w Polsce. Z zachowanych dokumentów jasno wynika, że Amarsiat prosił Epsteina o drobne fundusze na opłacenie lunchu dla rodziców nastolatek z polskich wsi.
Z perspektywy zdesperowanej rodziny, oferta zagranicznej pracy w prestiżowej agencji była jak wygrana na loterii. Kupowano zaufanie tych ludzi za równowartość obiadu, a ich córki wysyłano prosto w objęcia pedofila. Ten polski wątek – wspierany później lawiną przelewów z kont Epsteina do Polski – dopiero dziś zaczyna być na poważnie rozliczany przez śledczych.
70 wizyt i milczenie wycenione na 3 miliony
Gdy w 2008 roku Epstein po raz pierwszy wpadł i otrzymał od prokuratury skandalicznie łagodny wyrok, Brunel odwiedził go w areszcie na Florydzie aż 70 razy.
Pomyślcie logicznie na chłodno. Nikt nie odwiedza "przyjaciela" za kratkami 70 razy w ciągu kilkunastu miesięcy z czystej empatii. To nie była lojalność. To było wyrachowane zarządzanie ryzykiem. Brunel wiedział, że Epstein ma na niego twarde dowody.
W 2016 roku, gdy grunt zaczął palić mu się pod nogami, Francuz postanowił zagrać va banque. Zaoferował amerykańskiej prokuraturze wszystko: zdjęcia, nagrania, listy rekrutacyjne i nazwiska. Chciał tylko jednego: immunitetu.
I wiecie, co się stało? Epstein błyskawicznie dowiedział się o negocjacjach. Brunel z dnia na dzień zniknął z prokuratury, stając się bogatszym o 3 miliony dolarów "odprawy" od starego wspólnika. System ochrony elit znów zadziałał bezbłędnie. Prawda o handlu ludźmi przegrała z przelewem bankowym.
Puenta, w którą nikt nie uwierzy
Finał tej historii przypomina tani film sensacyjny, którego scenariusz wyśmiałby każdy recenzent za brak realizmu.
10 sierpnia 2019 roku Epstein popełnia "samobójstwo" w najlepiej strzeżonym areszcie w Stanach Zjednoczonych. Brunel ucieka z radaru.
W końcu wpada we Francji z biletem w jedną stronę do Senegalu. Trafia do paryskiego aresztu i... cóż za nieprawdopodobny wręcz zbieg okoliczności – 19 lutego 2022 roku również zostaje znaleziony martwy, powieszony we własnej celi. Obaj zabrali do grobu tajemnice, które mogłyby pogrążyć setki wpływowych osób z pierwszych stron gazet. Zostawili za to działające do dziś siatki powiązań (biuro agencji w Tel Awiwie wciąż funkcjonuje).
Nie miejcie złudzeń – ci dwaj mogą już nie żyć, ale stworzony przez nich system, ich procedury i brudne miliony przetrwały. I dopóki nie rozbijemy tej pajęczyny do samego końca, gdzieś na prowincji kolejny rekruter właśnie stawia obiad zdesperowanym rodzicom.