Nowe fakty w sprawie Iwony Wieczorek. Wdowa po dziennikarzu śledczym przerywa milczenie
Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek może zyskać nowy obrót dzięki niepublikowanym dotąd materiałom. Aldona Błaszczyk-Szostak, wdowa po dziennikarzu śledczym Januszu Szostaku, ujawniła w wywiadzie prasowym oraz archiwalnym nagraniu wideo, że po śmierci męża otrzymywała groźby. Kobieta zdecydowała się ujawnić sekrety z domowego archiwum.
Tajemnicze pogróżki i inwigilacja rodziny dziennikarza
Aldona Błaszczyk-Szostak poinformowała, że krótko po śmierci męża w 2021 roku zaczęła otrzymywać anonimowe sygnały. Dwa lata później na jej telefon wpłynęło bezpośrednie ostrzeżenie. W rozmowie z dziennikiem „Fakt” wdowa przytoczyła dokładną treść tej wiadomości:
„Zostaw sprawę Iwony Wieczorek, bo stanie ci się krzywda. Nie zajmuj się tym, bo to nie było tak, jak pisaliście”.
Kobieta opisała również kulisy inwigilacji swojego męża. Według jej słów, przed śmiercią reportera w samochodzie zamontowano ukryty nadajnik GPS, o czym Janusz Szostak dowiedział się podczas przeglądu pojazdu.
Wdowa powiązała te zdarzenia z obecnością w ich otoczeniu osoby, którą nazwała „kretem” działającym na dwa fronty i kontrolującym postępy śledztwa.
Rekonstrukcja wydarzeń na nadmorskim bulwarze
W udostępnionym materiale archiwalnym Janusz Szostak przedstawił własną rekonstrukcję wydarzeń z lipca 2010 roku. Dziennikarz odrzucił hipotezę o nagłym porwaniu nastolatki bezpośrednio z nadmorskiego bulwaru. Zwrócił uwagę, że o godzinie 4:00 nad ranem na promenadzie panował bardzo duży ruch. Szostak argumentował:
„Jest niemożliwą sytuacją w takim miejscu, gdzie jest już widno, to jest lipiec, czwarta z minutami, żeby wciągnąć kobietę”.
Według jego ustaleń, ewentualny atak w tak publicznym miejscu zostałby natychmiast zauważony przez świadków. Iwona Wieczorek niosła w ręku buty i telefon, a ślady walki na pewno zostałyby odnalezione na bulwarze. Z tego powodu publicysta wykluczył możliwość ukrycia ciała w Parku Regana.
Hipoteza o znajomym sprawcy i krytyka działań policji
Z ustaleń Janusza Szostaka wynika, że dziewczyna dotarła w bezpośrednie sąsiedztwo swojego miejsca zamieszkania. Tam najprawdopodobniej spotkała osobę z kręgu swoich znajomych, do której miała pełne zaufanie. Autor książek opisał zachowanie zaginionej w archiwalnym nagraniu:
„Wsiadała do samochodu z kimś, komu ufała. To nie mógł być ktoś obcy, ona by nie wsiadła do samochodu, nie dałaby się w żaden sposób zmanipulować”.
Szostak wskazał jednocześnie na błędy śledczych z Trójmiasta, którzy początkowo potraktowali sprawę jako zwykłą ucieczkę nastolatki.
Publicysta wyraził nadzieję, że przekazanie akt do Prokuratury Krajowej pozwoli na obiektywne spojrzenie na zgromadzony materiał dowodowy przez ludzi z zewnątrz, co da szansę na rozwiązanie zagadki.
Niewykorzystane analizy śledcze i otwarcie domowego archiwum
W archiwach zmarłego reportera znajdują się nieznane opinii publicznej dokumenty, w tym relacje babci zaginionej oraz informacje od osób z półświatka. Aldona Błaszczyk-Szostak zadeklarowała otwarcie domowych zbiorów:
„W jego archiwach są informacje, których nigdy publicznie nie ujawnił (...). Dopiero teraz jestem w stanie wrócić do jego notatek, archiwalnych nagrań, wcześniej to było zbyt ciężkie. Czas to zrobić”.
Janusz Szostak przypomniał w swoich nagraniach postać policyjnego analityka Marka Sieberta, który w 2011 roku sporządził raport wskazujący błędy w śledztwie. Przełożeni nakazali jednak analitykowi zniszczenie tej dokumentacji.
Pomimo otrzymywanych pogróżek, wdowa zamierza kontynuować pracę męża, aby zgromadzony przez niego materiał pomógł w ustaleniu prawdy o losie dziewczyny.