"Miała coś do ukrycia". Nowe doniesienia o występie Marty Nawrockiej w USA
W Waszyngtonie odbył się szczyt Fostering the Future Together. Podczas wydarzenia zorganizowanego przez Melanię Trump, Pierwsza Dama RP Marta Nawrocka wygłosiła przemówienie dotyczące bezpieczeństwa dzieci w środowisku cyfrowym. Choć sam przekaz merytoryczny obejmował kluczowe problemy współczesnej edukacji i zagrożeń w internecie, forma jego prezentacji ujawniła brak doświadczenia prelegentki na arenie międzynarodowej. Szczegółową analizę zachowania polskiej delegatki przygotowała dla nas specjalistka od mowy ciała, Daria Domaradzka-Guzik.
- Brak swobody i odczyt z kartki bezpośrednio obniżyły skuteczność przekazu i zablokowały możliwość budowania relacji z waszyngtońską publicznością
- Nieadekwatna mimika – uśmiech Pierwszej Damy nie współgrał z powagą poruszanych problemów, takich jak cyberprzemoc i uzależnienie od sieci
- Przygarbiona postawa ciała sprawiła, że na tle innych uczestniczek panelu prelegentka sprawiała wrażenie osoby wycofanej
Czytanie z kartki ogranicza kontakt z publicznością
Podczas panelu dyskusyjnego w Białym Domu głównym punktem wystąpienia polskiej delegatki była ochrona najmłodszych w sieci. Słowa wypowiadane przez Martę Nawrocką miały na celu zwrócenie uwagi na globalną odpowiedzialność dorosłych za cyfrowy rozwój młodego pokolenia.
Z technicznego punktu widzenia sposób wygłoszenia tej mowy znacząco zredukował jej siłę oddziaływania. Brak płynności i silne przywiązanie do przygotowanych notatek wpłynęły na wizualny odbiór komunikatu. Jak punktuje w swojej analizie Daria Domaradzka-Guzik:
- Wydaje się, że wystąpienie pani Marty Nawrockiej jest całkiem poprawne. Zwraca w nim jednak uwagę kilka elementów, które są bardzo istotne z punktu widzenia analityków mowy ciała oraz ekspertów od wystąpień publicznych. Pierwszym, bardzo charakterystycznym elementem jest fakt, że nie mamy tu do czynienia ze swobodną wypowiedzią, lecz z odczytem z kartki.
- Charakteryzuje się on tym, że nadawca właściwie nie buduje relacji z odbiorcą. Nie przemawia do mas, a jedynie odczytuje tekst. To z kolei powoduje kłopot z utrzymaniem kontaktu wzrokowego z publicznością, do której kierowany jest przekaz. Widzimy tu zaledwie pojedyncze zerkanie w stronę widowni. Co do zasady, takie odrywanie wzroku i szybkie powracanie do notatek uniemożliwia umiejętne budowanie relacji z odbiorcą, a tym samym obniża skuteczność przekazu.
Niespójna mimika i przygarbiona sylwetka
Omawiane podczas szczytu problemy, w tym manipulacja informacją czy utrata prywatności, bezwzględnie wymagały oprawy wizualnej adekwatnej do ciężaru gatunkowego. Sygnały wysyłane przez ciało Pierwszej Damy momentami wyraźnie rozbiegały się z wagą tych trudnych tematów społecznych.
- Pojawia się także uśmiech. Z reguły powinien być on odbierany pozytywnie, jednak ważne, aby był adekwatny do kontekstu. W tym przypadku poruszane są bardzo poważne kwestie: młodzież, uzależnienie od cyfrowego świata – to tematy naprawdę trudne. Mam wrażenie, że uśmiech powinien współgrać z treścią, a tutaj jest nieco poza kontekstem - ocenia Daria Domaradzka-Guzik.
Obok doboru mimiki, istotnym czynnikiem determinującym odbiór pewności siebie jest ułożenie ciała. Ekspertka wskazuje, że pozycja przyjęta przez Pierwszą Damę na tle innych znacząco się wyróżniała, potęgując wrażenie wycofania.
- To, co najbardziej zwraca uwagę podczas tego wystąpienia, to z pewnością kwestia postawy i ułożenia dłoni. Postawa prelegentki jest nieco przykurczona, pochylona i przygarbiona. Wynika to z faktu, o którym wspomniałam na początku – czytania z kartki, a nie swobodnego przemawiania. Jeżeli porównamy ją z osobami siedzącymi obok, na przykład z Melanią Trump, i ocenimy na ich tle, pani Marta nie wypada najlepiej. Nie wygląda na osobę pewną siebie o zdecydowanej postawie, właśnie dlatego, że jest przykurczona, a głowę ma spuszczoną.
Teoria czystych rąk i poszukiwanie komfortu
W ocenie profesjonalnych wystąpień publicznych fundamentalne znaczenie przypisuje się pracy rąk. To właśnie one pozwalają słuchaczom podświadomie ocenić prawdomówność prelegenta oraz zidentyfikować poziom stresu wynikający ze specyfiki międzynarodowego formatu i rangi spotkania.
- Moją największą uwagę przykuwają jednak dłonie. Warto pamiętać, że w każdym wystąpieniu publicznym ręce widoczne dla odbiorcy budują tak zwaną teorię czystych rąk, dając podświadomy sygnał: nie mam nic do ukrycia. Kiedy nasze dłonie wędrują pod stół – a tak stało się w tym przypadku – wysyłamy odbiorcy komunikat: jestem trochę wystraszona, wycofana, mam coś do ukrycia, czuję się niekomfortowo w tej sytuacji - tłumaczy badaczka mowy ciała.
Zgodnie z jej diagnozą początkowe sekundy panelu w wykonaniu polskiej delegatki zapowiadały poprawną komunikację niewerbalną. Niestety szybka zmiana położenia dłoni uaktywniła ciąg negatywnych sygnałów, które rzutowały na końcową interpretację wystąpienia.
- Ręce, które na samym początku wystąpienia są widoczne i trzymają kartkę na stole, to dobry sygnał. Natomiast fakt, że później zostały schowane i zniknęły z pola widzenia, wysyła odbiorcom wiele niezbyt pozytywnych komunikatów. Podsumowując całą analizę tego wystąpienia oraz fakt, że zauważalne jest poprawianie się na krześle i szukanie swojego miejsca, mogę z całą stanowczością stwierdzić, że prelegentka nie czuła się w tej sytuacji zbyt komfortowo. Nie dziwię się temu, ponieważ to jedno z jej pierwszych wystąpień na takim forum, co stanowi pewne usprawiedliwienie. Natomiast biorąc pod uwagę funkcję, którą piastuje pani Marta, życzyłabym sobie, aby mocniej nas reprezentowała i w sposób świadomy wykorzystywała komunikację niewerbalną jako narzędzie dobrego wystąpienia publicznego.
Źródło: Goniec.pl