Dramatyczny wypadek. Doszło do potrącenia w polskiej miejscowości. LPR w akcji
We wtorkowe popołudnie w jednej z podkrakowskich miejscowości doszło do zdarzenia, które uruchomiło pełną mobilizację służb ratunkowych i postawiło lokalną społeczność w stanie głębokiego niepokoju. Wypadek z udziałem dziecka wymagał natychmiastowej, specjalistycznej interwencji medycznej. Na miejscu pojawiły się zespoły ratownictwa, policja, a decyzje podejmowane były w trybie, w którym liczą się minuty.
– Akcja ratunkowa minutą po minucie
– Śledczy badają przebieg wypadku
– Bezpieczeństwo dzieci na drogach znów pod lupą
Akcja ratunkowa minutą po minucie
Do zdarzenia doszło we wtorek, 20 stycznia 2026 roku, w miejscowości Cholerzyn położonej w pobliżu Krakowa. Zgłoszenie, które wpłynęło do służb ratunkowych, dotyczyło potrącenia dziecka przez samochód osobowy. Na miejsce natychmiast skierowano zespół ratownictwa medycznego oraz patrol policji. Już pierwsza ocena sytuacji wykazała, że obrażenia poszkodowanej są bardzo poważne.
Dziewczynka, w wieku około dziesięciu lat, wymagała natychmiastowej pomocy specjalistycznej. Ratownicy zdecydowali o wezwaniu śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Tego rodzaju transport stosowany jest wyłącznie w przypadkach najcięższych, gdy stan pacjenta określany jest jako bezpośrednie zagrożenie życia, a szybkie dotarcie do wyspecjalizowanego szpitala może zadecydować o dalszym rokowaniu.
Lądowanie śmigłowca w terenie zabudowanym wymagało zabezpieczenia okolicy oraz koordynacji działań wszystkich służb. Po ustabilizowaniu stanu dziecka na miejscu zdarzenia, dziewczynka została przetransportowana drogą lotniczą do szpitala, gdzie trafiła pod opiekę lekarzy. Na tym etapie służby nie informują o szczegółowym stanie zdrowia poszkodowanej, zasłaniając się dobrem rodziny i tajemnicą medyczną.

Śledczy badają przebieg wypadku
Równolegle z akcją ratunkową rozpoczęły się czynności prowadzone przez policję. Funkcjonariusze zabezpieczyli miejsce zdarzenia i przystąpili do ustalania dokładnych okoliczności wypadku. Jak przekazała policja, kierujący pojazdem uczestniczącym w zdarzeniu był trzeźwy, co wyklucza jedną z najczęstszych przyczyn poważnych kolizji drogowych.
Wciąż jednak pozostaje wiele niewiadomych. Kluczową kwestią, którą badają śledczy, jest to, gdzie dokładnie doszło do potrącenia – czy miało ono miejsce na oznakowanym przejściu dla pieszych, czy poza nim. To ustalenie ma zasadnicze znaczenie zarówno dla oceny zachowania kierowcy, jak i dla dalszego toku postępowania.
Policja analizuje ślady pozostawione na jezdni, sprawdza stan techniczny pojazdu oraz poszukuje ewentualnych nagrań z monitoringu, które mogłyby zarejestrować moment zdarzenia. Przesłuchiwani są także świadkowie. Funkcjonariusze będą ustalać m.in. prędkość, z jaką poruszał się samochód, widoczność na drodze oraz to, czy kierowca miał realną możliwość uniknięcia potrącenia.
Na tym etapie nikt nie usłyszał zarzutów, a policja podkreśla, że postępowanie ma charakter wyjaśniający. Ostateczne wnioski będą możliwe dopiero po zebraniu pełnego materiału dowodowego.
Bezpieczeństwo dzieci na drogach znów pod lupą
Wypadek w Cholerzynie po raz kolejny zwraca uwagę na problem bezpieczeństwa najmłodszych uczestników ruchu drogowego. Podkrakowskie miejscowości często łączą funkcję sypialni dla dużego miasta z intensywnym ruchem lokalnym i tranzytowym. Wąskie drogi, brak chodników lub ich fragmentaryczna infrastruktura tworzą środowisko szczególnie niebezpieczne dla dzieci.
Eksperci od lat alarmują, że kluczowe znaczenie ma nie tylko edukacja najmłodszych, ale także odpowiednie projektowanie przestrzeni. Dobrze oznakowane i doświetlone przejścia dla pieszych, progi zwalniające, strefy tempo 30 czy wyniesione skrzyżowania realnie zmniejszają ryzyko tragicznych zdarzeń. Tam, gdzie ich brakuje, nawet chwila nieuwagi może prowadzić do dramatu.
Równie istotna jest postawa kierowców. W obszarach zabudowanych, zwłaszcza w pobliżu szkół, przedszkoli i osiedli mieszkaniowych, ograniczenie prędkości i zachowanie szczególnej ostrożności powinny być bezwzględnym standardem. Dzieci nie zawsze potrafią właściwie ocenić zagrożenie, a odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo spoczywa na dorosłych.
Tragedia, do której doszło pod Krakowem, to nie tylko dramat jednej rodziny. To także sygnał ostrzegawczy dla samorządów, zarządców dróg i całej społeczności. Każdy taki wypadek powinien prowadzić do pytania, czy infrastruktura i organizacja ruchu rzeczywiście chronią najsłabszych.
