Potężny pożar w polskim mieście. Nie żyje jedna osoba, w akcji wiele służb
Niedzielne popołudnie w Stargardzie upłynęło pod znakiem dramatycznych wydarzeń, które na zawsze zmieniły życie mieszkańców okolic Placu Majdanku. Choć służby ratunkowe pojawiły się na miejscu błyskawicznie, walka z żywiołem przyniosła najgorszą z możliwych wiadomości. Jeden z domów jednorodzinnych stał się pułapką, z której nie było ucieczki.
- Cicha niedziela przerwana nagłymi wydarzeniami
- Bilans starcia z żywiołem na Placu Majdanku
- Procedury śledcze i przyczyny tragedii
Cicha niedziela przerwana nagłymi wydarzeniami
Niedziela, 18 stycznia 2026 roku, zapowiadała się jako spokojny dzień odpoczynku dla mieszkańców województwa zachodniopomorskiego. Niestety, krótko przed godziną 13:00 sielankowa atmosfera w Stargardzie została brutalnie przerwana przez syreny wozów strażackich. Na Placu Majdanku doszło do nagłego wybuchu ognia w jednym z budynków mieszkalnych.
Sąsiedzi, którzy pierwsi zauważyli zagrożenie, opisywali gęsty, ciemny dym wydobywający się z parterowej części nieruchomości. Skala zadymienia była na tyle duża, że osoby postronne nie miały szans na podjęcie samodzielnej próby wejścia do środka.

Strażacy, którzy otrzymali zgłoszenie dokładnie o 12:47, musieli zmierzyć się z ekstremalnie trudnymi warunkami. Ograniczona widoczność oraz wysoka temperatura panująca wewnątrz konstrukcji sprawiły, że każda sekunda operacji wymagała ogromnej precyzji i użycia specjalistycznego sprzętu ochrony dróg oddechowych. W miastach takich jak Stargard, zabudowa w rejonie placów często bywa gęsta, co zawsze budzi dodatkowe obawy o rozprzestrzenienie się ognia na sąsiednie obiekty. Tym razem jednak ognisko pożaru pozostało w obrębie jednego domu, co nie zmniejszyło tragizmu całej sytuacji.
Zarzewie ognia, jak wynika ze wstępnych oględzin, znajdowało się na parterze budynku jednorodzinnego. To właśnie tam koncentrowały się działania pierwszej fali ratowników. Choć akcje gaśnicze w budownictwie jednorodzinnym są dla straży pożarnej niemal codziennością, każda z nich niesie ze sobą ryzyko natrafienia na domowników, którzy nie zdołali opuścić strefy zagrożenia. W Stargardzie ten najczarniejszy scenariusz zaczął się materializować niemal natychmiast po sforsowaniu wejścia przez ratowników.
Bilans starcia z żywiołem na Placu Majdanku
Na miejsce zdarzenia zadysponowano łącznie sześć zastępów straży pożarnej, co pokazuje powagę sytuacji. Strażacy z Państwowej Straży Pożarnej w Stargardzie oraz wspierające ich jednostki ochotnicze rozpoczęły symultaniczne działania gaśnicze i przeszukiwanie pomieszczeń.
Niestety, podczas przeszukiwania wnętrza parteru, w pokoju, w którym prawdopodobnie doszło do zaprószenia ognia, odkryto makabryczne znalezisko. Znaleziono ciało kobiety, która nie dawała żadnych oznak życia.

Informację o tragicznej ofierze potwierdził w rozmowie z lokalnymi mediami mł. bryg. Paweł Różański, zastępca Komendanta Powiatowego PSP w Stargardzie. Jak wskazał, pożar wybuchł dokładnie w tym samym pomieszczeniu, w którym znajdowała się ofiara. Skala zniszczeń w tym konkretnym pokoju była największa, co uniemożliwiło jakąkolwiek skuteczną pomoc poszkodowanej w chwili przybycia służb.
Pozostali ratownicy w tym czasie zajmowali się dogaszaniem konstrukcji oraz sprawdzaniem, czy w budynku nie przebywały inne osoby, co jest standardową procedurą w przypadku obiektów wielopokojowych.

Mimo że sam pożar udało się stosunkowo szybko opanować i nie dopuścić do zajęcia dachu czy wyższych kondygnacji, straty ludzkie są niepowetowane. Akcja dogaszania trwała jeszcze przez kilka godzin, ponieważ strażacy musieli dokładnie sprawdzić każde ukryte zarzewie ognia w ścianach i stropach.
Wykorzystano kamery termowizyjne, aby mieć pewność, że po odjeździe służb pożar nie wybuchnie na nowo. Plac Majdanku przez długi czas pozostawał wyłączony z ruchu, a na miejscu pracowali już nie tylko strażacy, ale również policja pod nadzorem prokuratora.
Zobacz też: Abonament RTV taki jaki znamy zniknie. Padła wyczekiwana data. Wiemy, co go zastąpi
Procedury śledcze i przyczyny tragedii
Po zakończeniu działań gaśniczych ciężar operacji przesunął się na wyjaśnienie przyczyn tego tragicznego incydentu. Na miejscu pojawili się technicy kryminalistyki oraz biegły z zakresu pożarnictwa. Ich zadaniem jest drobiazgowe odtworzenie przebiegu zdarzeń i wskazanie, co mogło być bezpośrednim powodem pojawienia się ognia na parterze budynku. Czy była to awaria instalacji elektrycznej, nieostrożność przy obsłudze urządzeń grzewczych, czy może inny nieszczęśliwy zbieg okoliczności – na te pytania odpowiedzi mają przynieść najbliższe dni.
Śledztwo prowadzone przez policję w Stargardzie ma na celu również ustalenie tożsamości ofiary oraz okoliczności, w jakich przebywała ona w domu w momencie wybuchu pożaru. Procedura ta zawsze wymaga czasu, szczególnie gdy konieczne jest przesłuchanie świadków, sąsiadów oraz członków rodziny. W takich sytuacjach kluczowe są pierwsze godziny po zdarzeniu, kiedy pamięć postronnych osób jest najświeższa. Lokalne media podkreślają, że to jedna z najtragiczniejszych interwencji straży pożarnej w tym regionie od początku roku.