Tragedia w Myjomicach, dwie osoby nie żyją. Znamy prawdopodobną przyczynę pożaru
W jednym z domów jednorodzinnych na południu Wielkopolski doszło do zdarzenia, które wstrząsnęło lokalną społecznością i postawiło trudne pytania o codzienne bezpieczeństwo w czterech ścianach. Choć akcja ratunkowa była natychmiastowa, a walka o życie dramatyczna, finał okazał się tragiczny. Dopiero po szczegółowych analizach śledczy zaczęli składać w całość ciąg wydarzeń, który doprowadził do dramatu.
- Biegły wyklucza fotowoltaikę
- Podstępny pożar bez płomieni
- Walka o życie i brak czujek dymu
Biegły wyklucza fotowoltaikę
Po pożarze, do którego doszło w piątkowe popołudnie 16 stycznia 2026 roku w Myjomicach koło Kępna, śledczy skupili się na szybkim ustaleniu przyczyny tragedii. Ogień pojawił się w domu jednorodzinnym, w którym przebywało pięć osób. Dwie z nich – 38-letnia kobieta i jej 11-letni syn – nie przeżyły.
Początkowo rozważano kilka hipotez. Jedną z nich była awaria instalacji fotowoltaicznej, coraz częściej montowanej na prywatnych posesjach. Tego typu systemy, choć powszechnie uznawane za bezpieczne, w rzadkich przypadkach mogą generować zagrożenie pożarowe na skutek zwarć lub uszkodzeń przewodów.
Po przeprowadzeniu szczegółowych oględzin i analiz technicznych biegły z zakresu pożarnictwa wykluczył jednak tę wersję. Jak wynika z jego opinii, źródło zagrożenia znajdowało się wewnątrz domu, na poddaszu. Tam doszło do przegrzania i zapłonu baterii znajdującej się w dziecięcej zabawce. To właśnie ten niepozorny przedmiot miał zapoczątkować ciąg zdarzeń prowadzących do katastrofy.
Specjaliści wskazują, że baterie – zwłaszcza litowo-jonowe – mogą w określonych warunkach ulec gwałtownemu przegrzaniu. Wada produkcyjna, długotrwałe ładowanie lub uszkodzenie mechaniczne mogą spowodować tzw. niekontrolowaną reakcję termiczną, prowadzącą do zapłonu.
Podstępny pożar bez płomieni
Kluczowe znaczenie dla przebiegu tragedii miał charakter pożaru. Strażacy ustalili, że na poddaszu doszło do tzw. pożaru bezogniowego, zwanego również żarzeniem. To szczególnie niebezpieczna forma spalania, która nie objawia się otwartym ogniem, lecz intensywnym wydzielaniem dymu i toksycznych gazów.
W takich warunkach elementy wyposażenia domu – meble, tekstylia, materiały izolacyjne – zaczynają się rozkładać pod wpływem wysokiej temperatury. Do powietrza uwalniane są substancje silnie trujące, w tym tlenek węgla oraz cyjanowodór, które działają na organizm błyskawicznie.
Według ustaleń służb to właśnie zatrucie gazami było bezpośrednią przyczyną śmierci matki i dziecka. Ofiary straciły przytomność, zanim zdążyły zorientować się w zagrożeniu. Brak widocznych płomieni sprawił, że pożar przez dłuższy czas mógł pozostawać niezauważony, a dym gromadził się w zamkniętej przestrzeni poddasza.
Strażacy podkreślają, że takie pożary należą do najtrudniejszych i najbardziej zdradliwych. Nie dają wyraźnych sygnałów ostrzegawczych, a ich skutki bywają śmiertelne w ciągu kilku minut.
Walka o życie i brak czujek dymu
W chwili wybuchu pożaru w domu przebywał również 46-letni ojciec rodziny. Mężczyzna zdołał wynieść na zewnątrz dwoje młodszych dzieci – roczne i czteroletnie. Jego żona i najstarszy syn znajdowali się bliżej źródła zagrożenia i nie byli w stanie samodzielnie opuścić budynku.
Po przybyciu służb ratunkowych strażacy ewakuowali nieprzytomną kobietę i chłopca. Na miejscu natychmiast rozpoczęto reanimację. W przypadku dziecka działania nie przyniosły efektu – lekarz stwierdził zgon na miejscu. Matka była reanimowana przez kilkadziesiąt minut i trafiła do szpitala, gdzie zmarła w nocy.
Szczególnie dramatycznie brzmi informacja, że w budynku nie było zainstalowanych czujek dymu. Urządzenia te mogłyby wykryć zagrożenie na wczesnym etapie i uruchomić alarm, dając rodzinie cenne minuty na ewakuację. Strażacy podkreślają, że w przypadku pożarów bezogniowych czujki często decydują o życiu lub śmierci.
Tragedia w Myjomicach jest bolesnym przypomnieniem, że zagrożenie może pojawić się tam, gdzie najmniej się go spodziewamy – w dziecięcym pokoju, na poddaszu, w zwykłej zabawce. To także sygnał ostrzegawczy dla wszystkich domowników, by nie lekceważyć zasad bezpieczeństwa, regularnie sprawdzać urządzenia elektryczne i wyposażać domy w podstawowe systemy alarmowe.
Dla jednej rodziny ta świadomość przyszła zbyt późno. Dla innych może stać się impulsem, który zapobiegnie kolejnym dramatom.