Czy USA stracą wiarygodność? Witold Jurasz analizuje skutki decyzji Trumpa
– Reżim w Teheranie bardziej boi się kapitulacji niż samej wojny. Wojnę dyktatura może przetrwać, ale utraty twarzy i poddania się – już nie. Donald Trump, stawiając na gołą siłę, ryzykuje zniszczenie czegoś znacznie cenniejszego niż pieniądze: amerykańskiej wiarygodności, którą budowano dekadami, a którą można stracić w kilka tygodni — mówi w programie “Punkty Zapalne” dziennikarz i publicysta Witold Jurasz.
- Iluzja gołej siły: „Zachwyt nad polityką Donalda Trumpa jest oznaką pewnego prymitywizmu myślenia, że liczy się tylko goła siła i to, kto ma więcej bomb. Świat jest troszkę bardziej skomplikowany” – podkreśla Witold Jurasz.
- Fundament sojuszy: „Siłą USA było dotąd to, że będąc potężnymi, multiplikowały swoją potęgę przez system sojuszy, a nie tylko przez własny arsenał” – zauważa ekspert.
- Definicja sukcesu reżimu: „Iran nie musi wygrać wojny ze Stanami Zjednoczonymi. On wygra samym faktem, że jej nie przegra. Jeśli przetrwa, już osiąga sukces” – podsumowuje Jurasz.
Pułapka kapitulacji i błąd Trumpa
Podejście administracji Donalda Trumpa do Iranu opiera się na przekonaniu, że maksymalna presja zmusi przeciwnika do uległości. To jednak błędna diagnoza natury systemów autorytarnych, dla których trwanie jest najwyższą wartością.
Ekspert w rozmowie z Gońcem przekonuje, że kluczowym problemem jest niezrozumienie psychologii dyktatur.
„Reżim bardziej się boi kapitulacji niż wojny. Wojnę to on może przetrwać, kapitulacji przetrwać nie może” – mówi Witold Jurasz.
Dla teokratycznej dyktatury w Teheranie każde ustępstwo pod groźbą amerykańskich rakiet jest wyrokiem śmierci na wewnętrzny wizerunek władzy. Dlatego zamiast białej flagi, Waszyngton może zobaczyć jedynie determinację do przetrwania za wszelką cenę.
„Irański reżim nie musi wygrać wojny ze Stanami Zjednoczonymi. On wygra, bo jej nie przegra. Bo przetrwa i już jest wygrany, już osiąga sukces” – dodaje Jurasz.
Wiarygodność cenniejsza niż miliardy
Największym kosztem polityki opartej na nagłych impulsach i demonstracji siły nie są wydatki budżetowe, ale erozja zaufania, jakim świat darzył Amerykę. Gdy sojusznicy przestają wierzyć w przewidywalność mocarstwa, cały system bezpieczeństwa zaczyna pękać.
Jurasz zauważa w “Punktach Zapalnych”, że wiarygodność państwa jest zasobem, którego nie da się łatwo odtworzyć:
„Wiarygodność jest absolutnie najważniejsza. Jest ważniejsza w gruncie rzeczy od kapitału, który ma się zgromadzony na koncie. Tyle że wiarygodność buduje się latami, a stracić można ją w tygodnie” – mówi Gońcowi.
Ekspert wskazuje, że siła USA nigdy nie brała się wyłącznie z liczby lotniskowców, ale z umiejętności przyciągania partnerów, którzy wiedzieli, że na słowie Waszyngtonu można polegać.
„Siłą USA było to, że będąc potężnymi, multiplikowały swoją siłę przez system sojuszy” – dodaje Witold Jurasz.
Hiszpańskie czołgi na froncie. Koniec prorosyjskiej iluzji
Podczas gdy uwaga świata skupia się na Białym Domu, w Europie doszło do tektonicznej zmiany. Państwa, które przez lata uchodziły za najbardziej spolegliwe wobec Moskwy, dziś wysyłają na wschód ciężki sprzęt. To rewolucja, której nikt nie przewidział jeszcze trzy lata temu.
„Jeżeli przypomnę sobie dyplomatów hiszpańskich i portugalskich, to oni byli tak prorosyjscy, że to aż bolało. Uważali, że Polska wciąga ich do jakiejś wojny. Teraz mamy rzeczywistość, w której te państwa dostarczają Ukrainie czołgi. To jest rewolucja” – mówi w rozmowie z Gońcem Witold Jurasz.
Nawet Berlin, początkowo krytykowany za opieszałość i wysyłanie symbolicznych hełmów, przeszedł długą drogę w kierunku realnego wsparcia militarnego i finansowego dla Kijowa.
„Dzisiaj Niemcy prowadzą inną politykę. Odnotujmy to: to już nie są symboliczne dostawy. To jest twardy sprzęt, który idzie, kasa i amunicja” – podkreśla ekspert.
Ociężała, ale skuteczna machina
Choć europejska biurokracja i procesy decyzyjne wewnątrz Unii Europejskiej mogą irytować swoją powolnością, to raz obrany kurs okaże się niezwykle trwały. Zmiana paradygmatu energetycznego i obronnego staje się faktem. Zdaniem Jurasza Europa zmienia się powoli, ale nieodwracalnie.
„Mam wrażenie, że Europa jest taka troszkę niesterowna. Ta zmiana kursu następuje wolniej, niż byśmy się tego spodziewali, ale ona następuje” – zauważa ekspert.
Jako przykład podaje gwałtowny zwrot w polityce Brukseli dotyczący źródeł energii, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe ze względów ideologicznych.
„Ursula von der Leyen przeprosiła się z energetyką jądrową. To jest rewolucja. Że następuje z opóźnieniem? No okej, ale był kiedyś taki musical: 'Better late than never' – lepiej późno niż wcale” – podsumowuje Witold Jurasz.
Źródło: Goniec